fbpx
Szwajcaria

Moje pierwsze wrażenia ze Szwajcarii

Już ostatecznie – przeprowadziliśmy się

16 listopada 2018 roku wylądowaliśmy w Szwajcarii, która stała się naszym domem. Przeprowadzki są stresujące, ale przeprowadzki za granicę to istny koszmar. Formalności, limity bagażu, co zabrać, co zostawić, jak to wszystko rozplanować. Oszaleć można.

Do samolotu wsiadałam z mieszanymi uczuciami. Ogromny żal, że zamykam tak ważny rozdział mojego życia, a równocześnie towarzyszyła mi ekscytacja – nowe wyzwania, nowe możliwości. Potrafię to docenić, mimo że serce nadal krwawi.

Zazwyczaj pytacie o to, jakie były moje wrażenia po przylocie do Afryki. Dziś jednak opowiem Wam o tym, jakie są moje wrażenia po przeprowadzce z Afryki do Europy.

Zimno, zimno, dramatycznie zimno

Żadne zaskoczenie, prawda? Na Saharze od jakiegoś czasu było chłodno – ok. 20 °C w ciągu dnia i spadki nawet do 12 °C w nocy. Po upalnym lecie, kiedy to niemal codziennie temperatura sięgała ponad 35 stopni, było mi zwyczajnie zimno i wypijałam hektolitry herbaty z miodem i cytryną.

Gdy wysiedliśmy z samolotu, uderzyło mnie mroźne powietrze. Jakby nie było, trafiliśmy na schyłek jesieni. Już po kilku dniach naszego pobytu spadł pierwszy śnieg, co dla mnie było nie lada atrakcją – nie miałam takiego widoku przez dobre 2,5 roku.

Ale, ale! To wcale nie oznacza, że jest mi źle. Zimy w Afryce Północnej również nie należą do najcieplejszych, w niektórych rejonach także pada śnieg. O ile w Tunisie w obydwu mieszkaniach mieliśmy kaloryfery i centralne ogrzewanie, o tyle na Saharze dogrzewaliśmy się klimatyzacją, a wiadomo, że chociażby w łazience, się jej nie uświadczy. Tym samym różnica przedstawia się następująco: na zewnątrz – dużo zimniej, w środku – znacznie cieplej!

Kochanie, włącz światło!

To chyba zdanie, które najczęściej wypowiadamy w domu, bez względu na porę dnia. Zapomniałam już, jak ponury bywa okres jesienno-zimowy i jak krótki jest dzień. Słońce zachodzi o 17, co oznacza, że dzień skrócił nam się o ponad 2 godziny.

Nie byłabym jednak sobą, gdybym i w tym nie znalazła zalet. Dzięki temu – nareszcie – normuje nam się rytm dobowy. Wczesny wieczór mimowolnie narzuca nam konieczność pójścia spać o rozsądnej porze, dzięki czemu nie mamy problemu z porannym wstawaniem.

Brak numerów budynków i numerów mieszkań

Tak, wiem, jak niedorzecznie to brzmi. Serio, nasz blok nie ma numeru – za to poszczególne klatki już mają. Tym samym w adresie 5 Chemin du XYZ “5” oznacza numer, klatki schodowej. A mieszkania? Zarówno na drzwiach, na domofonie, jak i na skrzynkach na listy znajdują się nazwiska mieszkańców.

Jeden klucz do wszystkiego

To dla mnie wyższa matematyka, ale cieszę się wygodą i tym, że nie muszę nosić ze sobą kilku kluczy.  Ten sam klucz otwiera mieszkanie, wejście na klatkę schodową, pralnię, garaż podziemny, piwnicę i śmietnik.

Wspólna pralnia

W ogromie szwajcarskich mieszkań na próżno szukać pralki, zamiast tego bez problemu można znaleźć pralnię wspólną dla wszystkich mieszkańców. Ogólnodostępna albo taka na zapisy – wszystko zależy od budynku, wszędzie może to być zorganizowane nieco inaczej. Chcesz mieć pralkę u siebie? To wcale nie takie proste! Należy dopełnić formalności ze wspólnotą mieszkaniową, dostać pozwolenie i najczęściej poczekać, aż wyznaczony zostanie hydraulik. Nic na własną rękę!

Zakup karty sim tylko po 10 rano

Mój osobisty faworyt. Będąc na stacji kolejowej, chciałam kupić kartę sim/starter, zostałam tym samym skierowana do sklepu Swisscom lub Kiosku. Niestety, pani w Kiosku poinformowała mnie, że starter może sprzedać po 10 rano, a jest dopiero 9.45. Nie wiem, z czego to wynika, byłam zbyt zaskoczona, żeby rozsądnie zareagować. Na szczęście w Swisscom nie było takich ograniczeń.

Wysokie ceny

Tutaj chyba nikogo nie zaskoczę, wszak Szwajcaria słynie z bycia drogim krajem. Nawet nie chcę myśleć o tym, ile będziemy wydawać na wynajem mieszkania. Pierwsze dni, kiedy jeszcze się urządzaliśmy, wiązały się ze sporymi wydatkami. Za kolację dla dwóch osób, w dość przeciętnej indyjskiej restauracji, zapłaciliśmy 98 franków, czyli około 370 złotych. Tym samym zakupy postanowiliśmy zrobić w sąsiedniej Francji, gdzie większość produktów można dostać po wielokrotnie niższych cenach.

Zmiany zawsze wiążą się z dezorientacją

Nowe miejsce, nowe zasady, inna kultura, język, regulacje. Przeprowadzając się, wywracamy swoje życie do góry nogami, nawet jeżeli wydaje się, że zmiana będzie jedynie symboliczna. Nie, nie będzie – w końcu będziemy oderwani od tego, co nam znane, wyrwani ze strefy komfortu i często zdani na samych siebie.

Będzie radość, będą łzy. Nawet jeżeli będzie nam dobrze, będzie tęsknota, czasami nie będziemy wiedzieli czego, tak naprawdę, nam brakuje. Za zmianami idzie ogrom emocji, tych dobrych i tych negatywnych. Przeprowadzki dają nam jednak niepowtarzalną możliwość odkrywania innego świata, a także odkrywania inności w tym, co pozornie wydaje nam się znane.