Ramadan w kraju muzułmańskim – subiektywne spostrzeżenia

Od momentu, gdy zostałam muzułmanką, chciałam spędzić czas, który jest dla mnie wyjątkowy, wśród osób, które cenią go na równi. Spora część świeżo upieczonych muzułmanów marzy o tym, aby zamieszkać w kraju muzułmańskim, czy chociażby spędzić tam Ramadan. Jawi nam się to, jako wyjątkowe przeżycie, zwłaszcza że nie każdy z nas ma na to realną szansę. Czasami zapominamy jednak o tym, czym Ramadan powinien być w rzeczywistości. I jak niewiele wspólnego ma z miejscem, w którym go obchodzimy. Moje dotychczasowe Ramadany To mój trzeci Ramadan, a pierwszy, który w całości spędziłam w kraju muzułmańskim. Po raz pierwszy  pościłam w Polsce, ukrywając ten fakt przed współpracownikami. Z kolei po raz drugi część Ramadanu spędziłam w rodzinnym domu, robiąc, co tylko mogłam, żeby nikt nie zauważył, że poszczę, a ostatnie dni byłam sama w Tunezji. Dopiero teraz miałam szansę przez cały miesiąc przebywać  wśród muzułmanów, celebrować ten okres wraz z mężem i gościć na tradycyjnym iftarze. Mimo wszystko wciąż nie miałam okazji zasmakować tradycyjnej atmosfery wypełniającej arabskie domy podczas Ramadanu. Inaczej jest spędzać ten czas we dwójkę, bez presji na wpasowanie się w przyjęty szablon, a inaczej będąc w otoczeniu członków rodziny, dla których tradycja jest nieodłączną częścią tego wyjątkowego okresu. Kraj muzułmański krajowi muzułmańskiemu nierówny. Posunę się znacznie dalej w tym stwierdzeniu. Poszczególne regiony danego kraju będą się znacząco różniły, inna będzie atmosfera w miastach i na wsiach, a nawet pomiędzy poszczególnymi dzielnicami danej miejscowości. Każdy z nas i każda z nas będzie miała inne doświadczenia zależnie od tego, jacy ludzie nas otaczają i w jakim konkretnie miejscu przebywamy. To nie jest tak, że pojedziemy do kraju muzułmańskiego i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki poczujemy cudowną atmosferę Ramadanu. W Laayoune, miejscowości, w której mieszkam obecnie, meczetów jest tak wiele, że nie sposób je zliczyć. Są położone w tak niedużych odległościach, że nie tylko wyraźnie słyszymy nawoływanie do modlitwy, ale także samą modlitwę czy wręcz słowa wypowiadane przez zgromadzonych tam wiernych. W takich okolicznościach dużo łatwiej jest poczuć, że nastał wyjątkowy czas. Bez trudu można było wybrać się na nocną modlitwę taraweeh, usypiała nas recytacja Koranu płynąca z głośników, a budziło skandowanie Subhaan-Allaahi Wa Bihamdihi, Subhaan-Allaahil-Azhim. Z kolei, gdy mieszkałam w Tunisie, czasami łatwiej było usłyszeć płynącą z głośników okolicznego sklepu muzykę, niż wezwanie do modlitwy. I tak mocno już przytłumiona recytacja Koranu skutecznie zagłuszana była przez występy komików przed kawiarnią i śmiechy dzieciaków. Mieszkaliśmy w okolicy, w której najbliższy meczet oddalony był o 15 minut drogi, gdzie życie toczy się iście europejskim rytmem.  Trochę nie do końca można wczuć się w przeżywanie Ramadanu, gdy dookoła mnóstwo obcokrajowców, sporo z nich nie pości, a widok kobiety ubranej w abaję budzi nieco tylko mniejsze zdziwienie, niż w Warszawie. Ramadan to nie tylko post Post sam w sobie jest pod wieloma względami łatwiejszy w kraju muzułmańskim. Wiele osób dookoła również powstrzymuje się od jedzenia i picia, nie musimy się ukrywać i na okrągło odpowiadać na te same pytania. Nie zobaczymy wywracania oczami i nie usłyszymy komentarzy o tym, jak bezsensowne jest to, co robimy. Każdy tęskni do tej swobody, gdy po raz enty musi wyjaśniać, że wcale się nie pochorujemy od niejedzenia przez kilkanaście godzin. Możemy porozmawiać o doświadczeniach ze znajomymi, którzy zmagają się z podobnymi trudnościami. Możemy liczyć na sympatyczną sąsiadkę, która wyręczy nas w gotowaniu raz na jakiś czas, chociaż wiąże się to z koniecznością odwdzięczenia przysługi. Zaproszeniom na iftar i wspólnym planom nie ma końca, a my nareszcie nie czujemy się zepchnięci na margines. Jednak Ramadan to nie tylko post, ale także odnowa duchowa. Skupienie się na sobie, swoim charakterze, odnowienie naszej relacji z Bogiem. A do tego wcale nie potrzeba towarzystwa muzułmanów. To coś, co dokonuje się wewnątrz nas samych, zupełnie niezależnie od otoczenia. Śmiem twierdzić, że czasami może być nawet utrudnione, gdy przyjdzie nam się zmierzyć z tradycjami okalającymi ten wyjątkowy dla nas czas. Wyobrażenia kontra rzeczywistość W czasach, gdy byłam chrześcijanką, irytowałam się elementami świąt, które nie miały z religią nic wspólnego. Równocześnie były one tak silnie wpisane w naszą świadomość, że nie sposób było je zanegować. Ba! Nie zdawaliśmy sobie nawet często sprawy z tego, że to, co robimy to nasze nawyki i tradycje. Stanowiły one nieodłączną część przygotowań i samych obchodów tego wyjątkowego czasu, a na próżno było jednak szukać ich źródła w tekstach religijnych. Początkowo wierzyłam, że wśród muzułmanów jest inaczej. Jako konwertytka miałam w końcu szansę poznać religię w wersji surowej, bez naleciałości kulturowych. Wydawało mi się, że muzułmanie podążają jedynie za tym, co nakazuje nam Koran i Sunna. O naiwności ludzka! Zapomniałam o tym, co innym powtarzam nieustannie. Ludzie wszędzie są tacy sami. Wszędzie myślą podobnie, wszędzie kształtują zwyczaje na podobny sposób i wszędzie trzymają się ich równie kurczowo. I wszędzie nazbyt często przejmują się tym, co inni powiedzą. Dla każdego z nas w Ramadanie liczy się coś innego, każdy z nas przeżywa ten wyjątkowy czas w inny sposób. Więcej na ten temat przeczytacie we wpisie o tym, czym jest post w Ramadanie dla Muzułmanina. Dla każdego z nas inny pierwiastek Ramadanu wybijał się bardziej na pierwszy plan. Dla jednych była to możliwość spędzenia czasu z rodziną, dla innych odnowa duchowa, dla części możliwość zadbania o zdrowie, podczas gdy niektórzy trenowali silną wolę. Jedni chcieli w ciszy i spokoju skupić się na modlitwie, a inni tęsknili do gwarnych wieczorów wypełnionych spotkaniami z najbliższymi. To właśnie nasze podejście determinuje, w jaki sposób przeżyjemy ten okres bez względu na to, gdzie się znajdujemy. Kojarzycie tę magiczną atmosferę poprzedzającą święta w Waszych domach? Tak jest właśnie w Ramadanie, codziennie, przez cały miesiąc. Nie da się ukryć, że istotnym elementem postu jest moment jego przerwania. Wyczekujemy na posiłek przez kilkanaście godzin, zazwyczaj wypełniając w międzyczasie nasze zwykłe obowiązki. Zupełnie naturalne, że chcemy, aby iftar był wyjątkowy. Czasami jednak skupiamy się na tym aspekcie tak bardzo, że przyćmiewa on wszystko inne i staje się punktem centralnym, wokół którego zaczyna się kręcić życie. Już na kilka dni przed rozpoczęciem Ramadanu następuje maraton wymiany przepisów i dyskusji o tym, jakie dania warto przygotować na tradycyjny iftar. Z lekkim niedowierzaniem wschłuchiwałam się

Czym jest post w Ramadanie dla muzułmanina?

Czym jest ramadan

Sposób w jaki obchodzimy Ramadan potrafi, w najlepszym razie, budzić zdziwienie wśród nie-muzułmanów. Wydaje się nielogicznym i trudnym powstrzymywać się od jedzenia i picia przez kilkanaście godzin każdego dnia. Tym samym pytaniom na temat tego, czym tak na prawdę jest post w Ramadanie często nie ma końca. Czy muzułmanie poszczą przez cały miesiąc? Przez cały dzień? Czy w Ramadanie można pić wodę? Wiele osób stara się znaleźć proste wytłumaczenie tego, nietypowego dla nich, zjawiska. Bo można schudnąć, bo cholesterol, bo post stał się modny jako dieta… Tylko ta woda, jak można wytrzymać bez wody? Ile osób, tyle doświadczeń i dla każdego z nas Ramadan jest osobistym, często intymnym przeżyciem. Dla jednych to okazja do refleksji, inni potrzebują “duchowego restartu”, a jeszcze inni rezygnują z postu całkowicie. Zadając pytania muzułmanom, należy pamiętać, że poznaje się jedynie ich własną perspektywę, a nie religię i jej zasady. Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi i każdy z nas popełnia błędy. Zdarza się, że w dobrej wierze lub zwyczajnie z wygody naginamy zasady, którymi powinniśmy się kierować w życiu. Zawsze sprawdzaj informacje. Zweryfikuj też to, co tutaj napisałam. Nie jestem wyjątkiem, nie jestem alfą i omegą. Piszę z jak najlepszą intencją, staram się, żeby wszystko było zgodne z panującymi wytycznymi, ale nie powinieneś wierzyć mi na słowo. Islam to nie przeczytałem na blogu, znajomy muzułmanin opowiadał, ani mąż jest muzułmaninem od urodzenia, więc wie. Nie. Islam to islam, a nie muzułmanie. Post w Ramadanie jest obowiązkowy I nie ma zmiłuj, nie ma, że mi się nie chce. Jeżeli jesteś w pełni sił, zdrowie dopisuje, nie masz okresu i nie jesteś aktualnie w podróży, to nie masz żadnej wymówki, żeby nie pościć. Jako ludzie zostaliśmy jednak wyposażeni w wolną wolę i nic nie stoi na przeszkodzie, żebyśmy postępowali zgodnie z własnym uznaniem.  Jako osoby wierzące powinniśmy jedynie pamiętać, że będziemy musieli ponieść konsekwencje naszych czynów. Wśród muzułmanów również zdarzają się “wierzący, niepraktykujący”. Sama znam osoby, które post w Ramadanie odpuszczają całkowicie. Znam osoby, które poszczą, ale wieczorami palą papierosy, piją alkohol i nie przejmują się nakazami i zakazami. Mogą? Mogą. Czy to w porządku pod względem religijnym? Nie. Przeczytaj także 15 faktów na temat Ramadanu, które koniecznie należy znać Czy post w Ramadanie jest trudny? Post w Ramadanie jest i łatwy i trudny. I wszystko zależy od tego, kogo zapytacie. Kilka tygodni przed Ramadanem Facebook i Instagram zasypały wpisy muzułmanek z ekscytacją wyczekujących na rozpoczęcie postu. Trochę mnie to zdziwiło i zbiło z tropu, bo mnie samej takie odczucia były obce.  O ile zdecydowanie potrzebowałam wyciszenia i cieszyła mnie perspektywa zmiany rytmu dnia, skupienia na religii i sobie samej, o tyle sam post budził we mnie obawy. Rezygnacja z jedzenia i picia to mimo wszystko wysiłek, dla jednych większy, dla innych mniejszy, ale to nadal wyrzeczenie. Taka zresztą jest sama idea Ramadanu – świadomie wyrzec się tego, co dla nas naturalne. Zrezygnować z zaspokajania podstawowych potrzeb cielesnych, a skupić się na tych duchowych. Post w Ramadanie to próba cierpliwości Cierpliwość to cecha, którą nieustannie ćwiczymy na co dzień, ale która jest wystawiana na jeszcze większą próbę w tym wyjątkowym miesiącu. Po całym dniu wystrzegania się jedzenia i picia aż kusi, żeby pławić się w lenistwie, rozkoszować przygotowywanymi wcześniej potrawami i ładować baterie przed wschodem słońca. Ramadan nie jest jednak głodówką, bo ta sama w sobie nie miałaby większego sensu. Ramadan to czas, kiedy jesteśmy mimowolnie zmuszeni do refleksji. Do tego, by się zatrzymać i przemyśleć nasze postępowanie, charakter i relacje z innymi. Podczas wieczornych spotkań z rodziną niełatwo jest utrzymać temat rozmowy w ryzach, powstrzymać się od plotkowania, czy niestosownych żartów. Niełatwo jest wspierać się wzajemnie i nie oceniać sposobu, w jaki inni przeżywają ten wyjątkowy miesiąc. Czasami aż kusi, żeby udzielić “dobrej rady”, czy widząc czyjeś trudy nie napomknąć o tym, jak to nam wszystko łatwo przychodzi. Czasami wyzwaniem jest być bardziej praktykującą osobą, wśród tych, dla których post w Ramadanie to tylko tradycja. Czasami trudno jest nie wywracać oczami, widząc żarliwość, z jaką niektórzy oddają się praktykom religijnym. Przeczytaj także o tym, jak muzułmanie spędzają Ramadan Ramadan to wyzwanie pod względem zarządzania czasem Wstać na poranną modlitwę po ledwie kilku godzinach snu jest ciężko. Codzienna pobudka przed 4 rano to wyzwanie, któremu mimo wszystko sprostać jest łątwiej, niż zazwyczaj. Po modlitwie mamy ledwie kilka godzin snu, które aż chciałoby się przedłużyć, bo zmęczenie daje się we znaki. Należałoby się skupić na czytaniu Koranu, słuchaniu wykładów o tematyce religijnej… A bywają dni, kiedy trudno jest skupić się na czymkolwiek. Każdą czynność wykonuje się czasami znacznie dłużej niż standardowo, jest się osowiałym i aż chciałoby się zostać w łóżku i nic nie robić. Chciałoby się przespać cały dzień i tylko odliczać czas do zachodu słońca. To taki czas walki ze sobą i swoimi słabościami. To też satysfakcja za każdym razem, gdy wygrywamy. Post w Ramadanie uświadamia nam jak wiele mamy Nie jest łatwo być produktywnym, mając pusty żołądek, a to przecież ledwie kilkanaście godzin. Kilkanaście godzin, po których zasiadamy do pysznej kolacji, kiedy możemy najeść się do syta. No i świadomość, że to przecież tylko 30 dni, które mijają w ekspresowym tempie. A po chwili przychodzi refleksja, że wiele osób pości na co dzień. Z przymusu. I aż wstyd narzekać, że jest trudno… Tak wiele kwestii bierzemy za coś zupełnie naturalnego i tak domyślnego, że zwyczajnie ciężko sobie wyobrazić, że codzienność wielu osób wygląda zupełnie inaczej. Ramadan przypomina nam, jak ogromne mamy szczęście, jak wiele prostych rzeczy będących w naszym posiadaniu, jest dla innych luksusem. Że ta nasza szara codzienność, to czyjeś marzenie. Ramadan przede wszystkim czas skupienia na modlitwie ze znacznie większą sumiennością niż zazwyczaj Już przed wezwaniem na pierwszą modlitwę noc rozświetlają światła z okien okolicznych mieszkań, w których trwają przygotowania do rozpoczęcia postu. Na ulicach zaczynają wybrzmiewać głosy mężczyzn, którzy, aby udać się na modlitwę, rezygnują z ostatnich momentów, kiedy mogą coś zjeść i wziąć ostatni łyk wody. Meczety wypełniają się wiernymi, którzy za kilka godzin będą musieli pójść do pracy, trochę niewyspani, głodni i spragnieni. Dzień jeszcze wyraźniej zostaje podzielony na części wyznaczane przez

Nie podaję ręki mężczyznom

Ostatnio w mediach zrobiło się głośno o Algierce, której odmówiono nadania francuskiego obywatelstwa, bo nie uścisnęła dłoni urzędników podczas ceremonii. Ilekroć słyszę o takich incydentach, wzbiera we mnie złość. Bo pomijając kwestie religijne, jako kobieta mam prawo decydować o tym, kto dotyka mnie i kogo dotykam ja. Nawet jeżeli tym dotykiem jest tylko uściśnięcie dłoni. Mamy prawo decydować o swoim ciele na każdym poziomie Jest we mnie dużo feminizmu. Uważam, że choćby się waliło i paliło, kobiety mają prawo decydować o sobie samych. Mamy prawo ubierać się tak, jak chcemy. Możemy opalać się topless albo zakładać burkę zasłaniającą oczy. Tak długo, jak jest to nasza decyzja, którą nikogo nie krzywdzimy. Tak długo, jak nikt nas do tego nie zmusza, choćby nawet pośrednio. Kobiety mają prawo decydować o swoim ciele, o tym, kto i jak nas dotyka. Jakiekolwiek „nie!” na każdym etapie powinno być respektowane bezwarunkowo. Podawanie ręki mężczyznom, czy komukolwiek innemu, to nie obowiązek Mam prawo czuć się niekomfortowo, gdy ktoś narusza moją przestrzeń osobistą, stając tak blisko, że czuję na skórze jego oddech. Mam prawo czuć się niekomfortowo, gdy ktoś zadaje osobiste pytania lub gdy obca osoba zaczyna opowiadać sprośne żarty. Mam prawo czuć się niekomfortowo przebywając sam na sam z grupą wstawionych mężczyzn. Mam prawo czuć się niekomfortowo, gdy ktoś ociera się o mnie w autobusie albo podaje mi rękę na powitanie, poklepuje po plecach lub zaczepia, łapiąc za ramię. Może mi być niezręcznie, gdy ciocia zaczyna mnie całować, a koleżanka obejmuje na powitanie. Mogłabym być ofiarą przemocy czy molestowania. Mogłabym wzdrygać się przed każdym dotykiem ze strony mężczyzn i nie powinnam musieć się tłumaczyć, dlaczego jest to dla mnie niekomfortowe. Mogę po prostu nie chcieć. Druga strona nie zna jednak moich powodów, więc jakiekolwiek oburzenie, jest nie na miejscu. Normy kulturowe mają znaczenie, ale nie są wszystkim Absolutnie nie mieszając do tego religii, mogę sama wyznaczać wyraźne granice kontaktu z obcymi i bliskimi mi osobami. Bo te w każdym społeczeństwie są inne, a moje odczucia zawsze pozostaną takie same. Czy wyobrażasz sobie być na spotkaniu z Emiratczykami, którzy będą oczekiwali, że przywitasz się z nimi w sposób, który dla nich jest naturalny? Być może dla Ciebie dotknięcie swoim nosem nosa obcej osoby jest abstrakcyjne, jednak w wielu regionach Zatoki Perskiej jest to norma. Dokładnie taka norma, jaką w Europie jest uścisk dłoni. Czy jeżeli my mamy prawo oczekiwać od przyjezdnych uścisku dłoni, Emiratczycy mają prawo zbliżyć swoją twarz do naszej? Gdzie tutaj jest miejsce na szacunek? Czy szacunek należy się tylko naszej kulturze? Czy tylko my mamy prawo poczuć się urażeni? A może szacunkiem mogłaby być wyrozumiałość wobec drugiej strony i przystanie na neutralną postawę w takich kwestiach? Zasady religijne stały się dla mnie wymówką, której nie powinnam potrzebować Nigdy nie lubiłam podawać dłoni obcym osobom, a nawet ze znajomymi unikam kontaktu fizycznego. Gdy jeszcze uczęszczałam do kościoła, podanie dłoni na znak pokoju było dla mnie udręką. Dotyk innej osoby na moim ciele, kwestie higieniczne i po prostu wewnętrzny sprzeciw wobec pustego, w moim odczuciu, gestu. W islamie panuje zasada, że osoby, które nie są ze sobą blisko spokrewnione, nie powinny się dotykać. Mieszkając w Tunezji, a później w Saharze Zachodniej, z ulgą wykorzystywałam tę zasadę w kontaktach z płcią przeciwną. Jakkolwiek budziło to zdziwienie, bo mimo wszystko nie jest normą, spotykałam się z szacunkiem i ostatecznie ze zrozumieniem. W krajach muzułmańskich jest taki piękny gest, który zastępczo można wykorzystać w tego typu sytuacjach – na znak powitania i szacunku kładziemy prawą dłoń w okolicy serca. W końcu czułam się bezpieczna. W końcu czułam, że to ja wytyczam granice, które są respektowane. Ostatecznie, dla Ciebie może to być tylko uścisk dłoni, jednak dla kogoś innego ten gest może mieć zupełnie inny wymiar, który powoduje dyskomfort i poczucie naruszenia przestrzeni osobistej.

Falafel, czyli wegańskie kotleciki z ciecierzycy

Przepis na falafel

Szukasz idealnego przepisu na falafel? Jesteś we właściwym miejscu! Poprowadzę Cię krok po kroku przez proces przygotowania falafeli idealnych i upewniając się, że pracy nie będzie zbyt dużo. Nic tak nie drażni mnie w gotowaniu, jak bałagan i marnowanie czasu, więc w tym przepisie na falafel wszystko jest maksymalnie uproszczone i maksymalnie autentyczne. Chyba nie ma drugiej takiej rzeczy w kuchni bliskowschodniej, która smakowałaby mi równie bardzo, jak falafel. Pyszne, sycące, a równocześnie lekkie kotleciki z ciecierzycy są idealnym dopełnieniem lunchu, choć np. w Egipcie jada się je także na śniadanie. Co ciekawe, w Egipcie falafel to nie zawsze kotleciki z ciecierzycy, bo powszechną wersją są również te wykonane z bobu. Przepis na falafel, którym się tutaj z Wami dzielę, to przede wszystkim zasługa mojego męża, rodowitego Araba. Z różnic kulturowych najbardziej znaczące są dla nas różne upodobania w kwestii jedzenia. Bywa, że do kuchni arabskiej podchodzę z rezerwą, jednak falafele pokochałam od pierwszego wejrzenia. Od kilku lat przygotowuję je regularnie, tak manewrując dodatkami i przyprawami, by jak najbardziej przypominały wersję, którą mój mąż pamięta z domu. Jeżeli chcesz na chwilę przenieść się w arabskie klimaty, koniecznie przygotuj falafel z poniższego przepisu. Przepis na falafel – porady Do przygotowania falafeli używamy tylko i wyłącznie suchej ciecierzycy, którą namaczamy, ale nie gotujemy. Ta z puszki czy słoika jest już ugotowana i się nie nadaje. Przetestowałam – takie falafele rozpadają się podczas smażenia. Niektóre przepisy na falafel zalecają moczenie ciecierzycy z dodatkiem sody oczyszczonej. Nie ma to jednak większego wpływu na cały proces, a nadaje ciecierzycy nieprzyjemny zapach. Ciecierzycę moczymy przez min. 8 godzin w zimnej wodzie, upewniając się, że naczynie jest dostatecznie duże, gdyż zwiększy ona objętość nawet dwukrotnie. Niektóre przepisy na falafel zalecają dodanie proszku do pieczenia. Przetestowałam i nie odczułam żadnej różnicy. Postawmy na minimum składników. Jeśli nie lubisz kolendry, możesz ją spokojnie pominąć. Świeżą natkę pietruszki możesz zastąpić suszoną. Zanim zaczniemy formować kotleciki ze zblendowanej masy, dobrze jest ją odstawić do lodówki na min. godzinę – będą bardziej zwarte, nie będą się rozpadały. Jeżeli masz problem z utrzymaniem zwartej kulki, możesz obtoczyć je w odrobinie mąki. Falafele świetnie się mrożą. Zawsze przygotowuję dużą porcję z 1 kg ciecierzycy, formuję masę w kuleczki, które mrożę w takiej właśnie formie. Nie ma potrzeby ich rozmrażać przed smażeniem – wrzucamy bezpośrednio na głęboki olej. Falafele tradycyjnie smaży się na głębokim oleju, jednak można także upiec je w piekarniku. Pieczemy w 180 stopniach aż do uzyskania niemal brązowego koloru. Jeżeli masz oliwę w spreju, dobrze jest spryskać kotleciki przed pieczeniem. Nie czarujmy się jednak – pieczone nie są tak smaczne, jak smażone. Jeżeli planujesz smażyć falafele na patelni, uformuj lekko spłaszczone kulki. Jak największa powierzchnia kotlecika powinna być w oleju. Idealnie okrągłe kulki najlepiej sprawdzają się do smażenia w głębokim oleju. Jeżeli nie masz blendera, sprawdzi się również maszynka do mięsa. Przepis na falafel – składniki 200 g suchej ciecierzycy 1 duża cebula (pokrojona w kostkę) 1/2 pęczka natki pietruszki (jeśli nie lubisz, możesz pominąć) 1/2 pęczka kolendry (jeśli nie lubisz, możesz pominąć) 5 ząbków czosnku 1 łyżeczka soli 1 łyżeczka kuminu 1 łyżeczka ostrej papryki 5 łyżek sezamu Przepis na falafel – wykonanie Suchą ciecierzycę wsyp do naczynia i zalej wodą. Miej na uwadze, że ciecierzyca zwiększy objętość nawet dwukrotnie, więc upewnij się, że naczynie jest odpowiednio duże. Odstaw do namoczenia na min. 8 godzin, idealnie na całą noc. Odcedź ciecierzycę i przełóż ją do naczynia, w którym będziesz blendować Dodaj pokrojoną w kostkę cebulę i pozostałe składniki i przyprawy Blenduj przez kilka – kilkanaście minut. Falafel nie musi być idealnie zblendowany, mogą pozostać większe kawałki. Całość odstaw na min. godzinę do lodówki – łatwiej formuje się kulki z zimnej masy. Uformuj w dłoniach kulki lub lekko spłaszczone kulki. Smaż, najlepiej w głębokim oleju, aż do uzyskania lekko brązowego koloru Jak podawać falafel? Falafel to świetny pomysł na wegańską kanapkę do pracy lub szkoły. Kup gotowy chlebek pita, lub samodzielnie przygotuj w domu korzystając z niezwykle prostego przepisu Lady Kitchen. Całości dopełni klasyczny sos z tahini. Falafel genialnie komponuje się z ogórkami kiszonymi lub konserwową papryką i ogórkami. Przygotuj ulubioną sałatkę i dopełnij ją kulkami falafeli, które sprawią, że pożegnasz się z głodem na znacznie dłużej. A może wypróbujesz tradycyjną sałatkę z masłem orzechowym, prosto z Sudanu? Ciecierzyca z ciecierzycą, czyli podaj razem z hummusem! Miska hummusu, warzywa, falafel i pyszny chleb, który będziesz maczać w hummusie i przegryzać nim kotleciki z ciecierzycy. P.S. czy wiesz, że po arabsku ciecierzyca to hummus? Czyli hummus robi się z hummusu – i falafel też! A przepis na hummus idealny znajdziesz tutaj. A może wegańskie burgery z falafeli? Po prostu przygotuj większe i rozpłaszczone kotleciki. Możesz także wzbogacić ich smak większą ilością przypraw. Na obiad, z frytkami. Będzie zdrowo, z lekką, fast-foodową nutą. Przygotuj sos czosnkowy i ulubioną sałatkę, a stworzysz pyszne i pożywne danie.

Jak kupuję mięso? Zabieram Was na zakupy!

W Polsce kupno mięsa było tak prozaiczne, że nawet nie zaprzątałam sobie głowy myśleniem na ten temat. Supermarket – i wybierasz zapakowany próżniowo kawałek albo na stoisku mięsnym prosisz o dowolną ilość. Uśmiechnięta osoba za ladą zakłada rękawiczki i na czyściuteńkim blacie kroi, mieli, pakuje i podaje. Kupowałam to mięso, zupełnie nie zastanawiając się nad tym, skąd ono tak naprawdę pochodzi. Niby wiedziałam, że to zwierzę – ale jednak sposób, w jaki jest sprzedawane, sprowadza je tylko do postaci wyrobu. Wybierasz, zwracasz uwagę, czy świeże, sprawdzasz datę ważności, skład, producenta i to wszystko. Naturalnie i bardziej świeżo, niżbym chciała Pamiętam zapach masarni z dzieciństwa. Nigdy go nie lubiłam, a moja babcia uparcie właśnie tam zabierała mnie po szynkę. Ostro-mdły, nieprzyjemny, surowy. Gdy pierwszy raz poszłam z mężem kupić mięso na souku, powitał mnie podobny zapach, tyle że o wiele bardziej intensywny. Souk może nam się kojarzyć ze stoiskami z pamiątkami w Marrakeszu, jednak w okolicy osiedli mieszkalnych czy w mniejszych miejscowościach, służy on zaspokojeniu potrzeb mieszkańców. O składy tutaj zdecydowanie martwić się nie musimy – wszystko jest naturalne i świeże. Nie bez powodu zresztą u nas w domu większością zakupów zajmuje się mój mąż. Szczególnie gdy wiąże się to z wypadem na souk lub kupnem mięsa, ryb czy kurczaka. Bo mięsa – w szczególności kurczaka – nie jestem w stanie sama kupić. Powód jest prosty – dotychczas żyłam w błogiej nieświadomości odnośnie tego, skąd się one biorą. Bo jak się okazuje, wcale nie z supermarketu. Korpusy baranów i głowy krów wiszą na wolnym powietrzu, zaraz przy ulicy, a ludzie przechodzą obok, jakby to był najzwyczajniejszy widok na świecie. Na ladzie znajdują się kawałki mięsa, obok stoi szklanka z kawą, a w tle stoją ogromne drewniane pnie, na których tasakami rąbane są większe części mięsa. Nikt nie zawraca sobie głowy higieną, czy standardami przechowywania – ma być względnie czysto i po problemie. Sprzedawca ukroi i poda nam wybrany kawałek, weźmie od nas pieniądze, wyda resztę, ugryzie trochę chleba i skupi się na kolejnym kliencie, nie myjąc w międzyczasie rąk. Kupowanie mięsa – mimo że początkowo robi wrażenie – dostarcza jednak znacznie mniej emocji niż kupno kurczaka. Kurczaka, moi drodzy, kupujemy świeżego. Słowo świeży jest tutaj kluczowe. Opcje są dwie – w okolicy mam sklepik, w którym na ladzie, na słoneczku, leżą sobie zgrabnie poukładane piersi i udka, obok piętrzą się jajka, sprzedawca w białym kilcie opiera od niechcenia o blat, paląc przy tym papierosa. Jeżeli podejdziemy bliżej, uderzy nas okropny zapach, usłyszymy gdakanie i zobaczymy, że za niewysokim murkiem stłoczonych jest kilkanaście kur, które znoszą jajka, czekając na dokonanie swojego żywota. Opcja druga to souk, gdzie kury znajdują się albo w klatkach przy ulicy, albo na wybiegach wewnątrz “sklepów”, gdzie mają więcej swobody. A klient proszony jest o wybranie tej, którą chce, żeby mu zabito. I nawet można – a właściwie należy – zgodnie z tutejszym zwyczajem, sobie popatrzeć. Gdy stanęłam wobec konieczności samodzielnego kupienia kurczaka, zrobiłam furorę na lokalnym souku. Gdy jakiś czas temu mój mąż wyjechał, poprosiłam o pomoc w zakupach Hanę, moją saharyjską koleżankę, dla której widoki, które mnie odstraszają, są normą. Nie przewidziałam jednak jednego – dla niej to tak normalna sprawa, że do głowy jej nie przyszło, że proszę ją o pomoc z jakiegokolwiek innego powodu, niż bariera językowa. Wybrałyśmy się na targ, który w godzinach wieczornych jest niesamowicie tłoczny i gwarny. Trudno zorientować się, w której jego części jesteśmy, co chwila ktoś coś krzyczy, ktoś inny prosi o jedzenie. Potykamy się o siedzącą na ziemi osobę, starszą pani z torbami, która najwyraźniej bardzo się spieszy, rozpycha się między nami. Hana, widząc moją dezorientację, złapała mnie za rękę i zaciągnęła w boczną uliczkę, prowadząc do sporego pomieszczenia przedzielonego na pół prowizoryczną ścianą. Nim dotarły do mnie pozostałe bodźce, po zapachu zorientowałam się, że jesteśmy w kurzej rzeźni. Hana, jakby nigdy nic zapytała “Chciałaś dwie? To wybierz, które mają Ci zabić” wskazując na stado gdakających kur. Nie jestem w stanie opisać mojej paniki, gdy zdałam sobie sprawę z tego, o co mnie poproszono. Pobladłam, zrobiło mi się słabo i momentalnie zdecydowałam, że wolę się wystawić na pośmiewisko, niż zostać tam chociażby sekundę dłużej. I ku zdziwieniu wszystkich dookoła wybiegłam, stając się tym samym bohaterką anegdotki opowiadanej przez kilka następnych dni.

Dakwa – sudańska sałatka z masłem orzechowym

Próbowaliście kiedyś dodać masło orzechowe do sałatki? Ja też nie, dopóki nie poznałam mojego męża. Każda kuchnia ma do zaoferowania coś wyjątkowego, w każdej znajdziemy coś dla siebie. Pośród opowieści o wyjazdach do Sudanu, wizytach w górach Nubijskich i Darfurze pojawił się także wątek jedzenia. Mango, które są równie popularne. jak u nas jabłka, czy bób, który kupuje się suszony i przygotowuje zupełnie inaczej niż w Polsce. Jedną z rzeczy, które zainteresowały mnie najbardziej, była sałatka z masłem orzechowym. Zainteresowała Cię kuchnia Sudanu? Koniecznie spróbuj ful medames, czyli bób z białym serem i jajkami! Masło orzechowe w formie sosu do sałatki to proste połączenie, które daje niezwykle smaczny i unikalny efekt. Nigdy nie sądziłam, że regularnie będę przygotowywać danie popularne w  Sudanie, jednak od jakiegoś czasu sałatka dakwa bardzo często gości na naszym stole. Prosty i niezwykle wdzięczny przepis, dający niezliczone możliwości modyfikacji, zależnie od upodobań. A sam dodatek masła orzechowego… Fanom nie trzeba zachwalać! Sałatka z masłem orzechowym Składniki: 2 pomidory 1 papryka zielona 1 papryka czerwona 1 papryka żółta 1 duży ogórek 1 cebula 3 ząbki czosnku 1 pęczek natki pietruszki 3-4 łyżki masła orzechowego 3-4 łyżki oleju sezamowego oliwy z oliwek sok z połowy cytryny 3 łyżki sezamu sól pieprz Sałatka z masłem orzechowym – wykonanie Pomidory, paprykę, ogórek (ze skórką) oraz cebulę kroimy w kosteczkę. Drobno siekamy natkę pietruszki, czosnek przeciskamy przez praskę. Przygotowujemy sos – mieszamy masło orzechowe, olej i sok z cytryny, aż do uzyskania gładkiej konsystencji. Wrzucamy posiekane warzywa do miski, dodajemy sól, pieprz i sezam. Dodajemy sos – mieszamy do połączenia. Cieszymy się pyszną i łatwą w wykonaniu sałatką z masłem orzechowym! Wskazówki Olej sezamowy można zastąpić oliwą z oliwek lub olejem arganowym Baw się smakami! W rzeczywistości bardzo rzadko przygotowuję tę sałatkę według przepisu – masło orzechowe świetnie sprawdza się w połączeniu z większością warzyw, więc wykorzystaj to, co akurat masz w domu

© polkanapustyni.pl