10 rzeczy, których o nas nie wiedzieliście

10 rzeczy ktorych o nas nie wiedziliscie

1. Wzięliśmy ślub po roku znajomości Dla osób postronnych pewnie wyglądało to, jak szaleństwo, a my po prostu wiedzieliśmy, że to właściwy moment, że nie ma na co dłużej czekać, pomimo tego, że… 2. Miałam milion wątpliwości I chwilami byłam bliska paniki. Przytłaczał mnie ogrom zmian, mimo że bardzo ich chciałam. Zastanawiałam się, jak odnajdę się w nowej roli, a z drugiej strony byłam ogromnie podekscytowana. Nie mogłam się doczekać przeprowadzki, zwyczajnie chciałam już z nim być. 3. Pierścionek zaręczynowy wybierałam sama Z jednej strony, cieszyły mnie spontaniczne zaręczyny, z drugiej pozbawione były tego kluczowego elementu w postaci pierścionka. Jednak nie ma tego złego… Po powrocie do Warszawy zrobiłam sobie wycieczkę po jubilerach i sama wybrałam pierścionek, który podobał mi się najbardziej. 4. Jest między nami ponad 10 lat różnicy wieku I w ogóle nie dostrzegam, że mąż jest ode mnie starszy. 5. Mój mąż nie jest Marokańczykiem W przeciwieństwie do tego, co większość zapewne myśli. Mój mąż to mieszanina kilku narodowości. Urodził się w innym miejscu, dzieciństwo spędził w innym, a studia kończył zupełnie gdzie indziej. 6. Oboje skończyliśmy po kilka kierunków studiów Nie – Arabowie nie pracują jedynie w kebabach, a kobiety, które się z nimi wiążą, niekoniecznie są ofiarami losu. 7. Nie znamy swoich rodzin Z Polską nam zawsze jakoś nie po drodze, a nawet najbliższa rodzina męża rozsiana jest po całym Bliskim Wschodzie. 8. Żyjemy na walizkach Nigdzie nie jesteśmy w domu i ciągle spodziewamy się zmian. Nigdy nie wiemy, jak długo pozostaniemy w danym miejscu ani co będzie następne. 9. Praktycznie wszędzie podróżujemy z naszym kotem… …który kompletnie nie docenia, że w 2 lata swojego życia odwiedził 6 krajów. 10. Czasami mamy ochotę się pozabijać Chociaż ciągle udaje nam się powstrzymać.

Czego nauczyłam się będąc w związku z Arabem

związek z arabem

Egzotyka nie wystarcza, aby związek trwał Egzotyka może sprawić, że związek z Arabem wyda się interesujący. Wszystko jest nowe, ekscytujące, pojawia się ten niesamowity dreszczyk emocji. Odkrywanie tego, co nieznane. Świat pachnący orientalnymi przyprawami i ciężkim kadzidłem, palmy, słońce i niemal wakacyjna radość. Raj. Przepis na romans idealny, ale związek długoterminowy  to rutyna i ciągłe bycie ze sobą, nawet gdy nie mamy ochoty na siebie patrzeć. Kiedyś usłyszałam sformułowanie, że “decydujemy się na związek z określonym zbiorem wad, które jesteśmy w stanie zaakceptować”. Nad zaletami przechodzimy do porządku dziennego i przestajemy je dostrzegać, a wady stają się coraz bardziej wyraźne. Związek z Arabem, to związek jak każdy inny Jak w każdym związku, tak i w związku z Arabem ekscytacja powoli przemija, a motyle w brzuchu ustępują miejsca przywiązaniu i trosce. Orient powszednieje. Pojawiają się codzienne problemy, trzeba się zmierzyć z licznymi trudnościami. Są chwile, kiedy chce się wszystkim rzucić, spakować walizki i mieć chwilę wytchnienia. Są też dni, kiedy miłość rozkwita i bliskość rekompensuje wszelkie wcześniejsze tarcia. Są humory, gorsze dni, wygórowane oczekiwania, romantyczne wyjazdy i czekoladki bez okazji. Raz jest lepiej, raz jest gorzej – jak w każdym innym związku. Związek z Arabem jest trudniejszy Codzienne troski i wyzwania często są wystarczające, żeby spędzić nam sen z powiek. Czasami wystarczają, by związek nie przetrwał próby czasu lub gorszego okresu. Dorzućmy do tego różnice kulturowe, tęsknotę za domem z jednej czy drugiej strony, często skrajnie różne przyzwyczajenia i sytuacja może być naprawdę niewesoła. Taki związek wymaga więcej pracy u podstaw, skupienia, pamiętania o różnicach.  Różnice kulturowe widoczne są w drobiazgach Doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że w Europie i krajach arabskich stroje mogą znacząco się różnić. Że w arabskim domu to matka jest najważniejsza. Doskonale wiemy, że muzułmanie nie jedzą wieprzowiny i wystrzegają się alkoholu. Takie różnice kulturowe są łatwe do zaakceptowania w związku, bo są oczywiste. Łatwo je zidentyfikować, łatwo ustalić zasady. Można przejść nad nimi do porządku dziennego tak szybko, że zapomnimy o ich istnieniu. Różnicami, które potrafią najbardziej dać w kość są drobiazgi, te z pozoru nieistotne detale, których początkowo nawet nie dostrzegamy. Będąc w związku z Arabem nauczyłam się tego, że często jedno z nas przeżywa znacznie bardziej kwestie, o których drugie nawet nie myśli. Być może dla tego arabskiego mężczyzny końcem świata będzie sytuacja kiedy traci pracę i kobieta musi włożyć więcej wysiłku w utrzymanie domu lub ograniczyć wydatki, nawet jeżeli dla niej to nie problem. Że być może dla kobiety niezrozumiałym będzie jego rozdrażnienie tym, że ona stroi się wychodząc z domu, ale dla niego zakłada t-shirt i rozciągnięty dres. Być może on będzie próbował wyręczyć ją we wszystkim z czystej dobroci serca, a jej wewnętrzna Zosia-samosia poczuje się dotknięta do żywego. Dla niej niezrozumiałym może być to, że gdy jego karta nie zadziała i sama zapłaci używając swojej, dostanie od razu gotówkę do ręki. Komunikacja to podstawa Wyświechtane sformułowanie, jednak znacznie bardziej wielowymiarowe, niż w związku z rodakiem. W związku z Arabem, czy jakimkolwiek innym obcokrajowcem trzeba odrzucić wszystko, co się wie i zacząć rozmowę od podstaw. Nie od tego, jak chcemy, żeby coś wyglądało, ale od tego, jakie dana rzecz ma dla nas znaczenie i z czego ono wynika. Jak w każdym związku musimy zmierzyć się z demonami przeszłości, z obawami i przezwyciężyć strach. W związku z osobą pochodzącą z tego samego kręgu kulturowego obracamy się w jednakowym kontekście, w kwestiach, które dla obojga są oczywiste. W związku mieszanym zaczynamy od wyjaśnienia kontekstu. Od wyjaśnienia rzeczy, które są dla nas oczywiste, czego w ogóle nie musiałybyśmy poruszać w rozmowie z rodakiem. Początkowo mój mąż nie mógł zrozumieć, dlaczego miałam tak wielkie trudności z przystosowaniem się do nowego stylu życia. Dla niego, kulturowo, naturalną rzeczą było to, że moje życie zmieniło się na znacznie lepsze i zostałam odciążona przez to, że nie muszę więcej pracować. Tutaj nie wystarczyła zwyczajna rozmowa na temat tego, że praca była dla mnie czymś naturalnym, że lubiłam być w ruchu, lubiłam nowe wyzwania. W jego mniemaniu nadal mogłam być w ruchu, nadal mogłam się realizować i w dodatku nie musiałam pracować. Tutaj potrzeba było wiele czasu, żeby wyjaśnić, jak w praktyce wygląda podział ról w polskich rodzinach, jak wiele obowiązków spoczywa na kobiecie. W jaki sposób postrzegane są kobiety, które nie pracują i jak jest to jedyna rzeczywistość i rola, którą znamy. Pomimo tego, że potrzebowałam przerwy od pracy i sama się na to zdecydowałam, dla mnie ta przeprawa była jak walka z naturą, a dla mojego męża była to najnaturalniejsza rzecz na świecie. Cierpliwość, cierpliwość i jeszcze raz cierpliwość Można zedrzeć gardło, próbując wyjaśnić, co nas gnębi i dlaczego dana rzecz jest dla nas tak ważna. Można odetchnąć z ulgą, że w końcu dotarło, w końcu udało nam się przekazać nasze myśli i troski we właściwy sposób. Światełko w tunelu widzimy coraz wyraźniej. Już, już mamy nadzieję, że będzie lepiej, że coś, co nas dręczyło, można puścić w niepamięć, aż nagle zostajemy brutalnie sprowadzone na ziemię. Trudno jest zmienić podejście do kwestii, które przez całe nasze życie kształtowały naszą rzeczywistość, które stanowią o tym, kim jesteśmy. Trudno przyjąć do wiadomości, że druga osoba może postrzegać świat tak skrajnie inaczej, niż my lub traktować role społeczne w odmienny sposób. Potrzeba ogromu samozaparcia, żeby nauczyć się patrzeć na świat z perspektywy, o której istnieniu nawet nie wiedzieliśmy. Potrzeba ogromu cierpliwości z obydwu stron, aby podejmować kolejne próby zrozumienia. Nie każdy problem da się rozwiązać Trzeba próbować, ale trzeba też wiedzieć, kiedy przestać. Każde małżeństwo, każdy związek boryka się z trudnościami mniejszymi lub większymi. Wszyscy chcielibyśmy je wyeliminować i żyć długo i szczęśliwie. Naoglądaliśmy się zbyt dużo komedii romantycznych, jeżeli wierzymy, że jest to możliwe. Istnieją kwestie, w których nie sposób o kompromis, a jakiekolwiek poświęcenia leżą całkowicie poza naszym zasięgiem. Żadna ze stron nie jest skłonna ustąpić i tkwimy w impasie. Można wylać morze łez i nic nie osiągnąć. Czasami jednak nie warto kopać się z koniem i można zastanowić się, w jaki sposób wpasować to, co tak bardzo irytuje, w naszą codzienność i jak załagodzić negatywne aspekty

Przepis na baba ghanoush

Przepis na baba ghanoush

Baba ghanoush, czyli pasta z bakłażana… …z dodatkiem tahini! Ta nazwa bywa kontrowersyjna, bo w niektórych regionach, przede wszystkim w Zatoce Perskiej, taka pasta nazywana jest mouttabal, a nazwą “baba ghanoush” określa się pastę z samego bakłażana, bez dodatku tahini. Różne nazwy, ta sama pasta Bez względu na nazewnictwo, pasta z bakłażana z dodatkiem pasty sezamowej to fantastyczne, niezwykle aromatyczne i ciekawe połączenie. Baba ghanoush to przystawka oryginalnie pochodząca z Lewantu, a popularna także części Afryki Północnej. Przepisów na baba ghanoush istnieją dziesiątki. W każdym regionie, każda pani domu przygotowuje go nieco inaczej, nadając mu nieco innego smaku. Idealny baba ghanoush Wypróbowałam kilka wersji przepisów na baba ghanous, prosząc o nie sąsiadki, znajome, szwagierkę i teściową. W trakcie odkryłam jednak, że to trochę jak proszenie o przepis na rosół – w najlepszym razie dostaniemy listę składników, z których wszystko przygotowywane jest „na oko” i nikt nie potrafił podać konkretnych ilości. Z czasem udało się wypracować proporcje, które dają fantastyczny smak. Nauczyłam się także bawić zarówno proporcjami, jak i dodatkami, zależnie od tego, jaki efekt chcę osiągnąć. Potraktujcie podane poniżej ilości orientacyjnie – wiele zależy, chociażby od wielkości bakłażanów. Próbujcie, doprawiajcie i dopasowujcie do własnych upodobań. To bardzo wdzięczna przystawka, którą z łatwością można modyfikować. Baba ghanoush to fantastyczna pasta do pieczywa lub dip do warzyw, który znika w mgnieniu oka. Świetnie smakuje z chlebkiem pita, ze zwyczajną bagietką, czy z krakersami. Przepis na baba ghanoush jest niezwykle prosty, samo przygotowanie pasty zajmuje zaledwie kilka chwil. Składniki na baba ghanoush *Jeżeli wolisz mniej intensywny smak bakłażana, możesz dodać tahini w ilości 1:1 w stosunku do ilości miąższu bakłażana UWAGA! Domowa pasta tahini jest znacznie bardziej aromatyczna niż ta dostępna w sklepach. Domowej dodajemy o połowę mniej. Przygotowanie baba ghanoush Wskazówki do przygotowania baba ghanoush Jak urozmaicić przepis na baba ghanoush?

Czy można być szczęśliwą w związku z muzułmaninem?

związek z muzułmaninem

Życie to nie jest to, co widzicie w Internecie Tak, wyszłam za Araba, wyszłam za muzułmanina, mieszkam w Afryce, jestem muzułmanką i wiodę sobie zupełnie normalne życie. Co kilka miesięcy wyjeżdżam za granicę, a mój mąż troszczy się o to, żeby mi niczego nie brakowało. Brak presji, spotkania z przyjaciółkami, fantastyczna sąsiadka, która dokarmia mnie raz na jakiś czas. Brzmi fajnie, prawda? Cud, miód i instagram. Co jakiś czas dostaję wiadomości lub czytam komentarze kobiet, które piszą, że daję im nadzieję, że ich związek ma szansę się udać Pojawiają się pytania o to, jacy są Arabowie, jak to jest być w związku z muzułmaninem i czy można przywyknąć do życia w kraju muzułmańskim. Przerażają mnie te wiadomości. Wiecie czemu? Już spieszę tłumaczyć. Gdybyś zaczęła się umawiać z katolikiem z Poznania i trafiłabyś na bloga kobiety, która jest z katolikiem z Poznania, czy w jakikolwiek sposób wpłynęłoby to na realne szanse powodzenia Twojego związku? Czy jej przykład dodałby Ci odwagi? Czy nabrałabyś wiary w swoją miłość? Czy gdybyś spotykała się z ateistą z Gdańska i przeczytałabyś, że życie z takim człowiekiem to pasmo udręk, wpłynęłoby to na Twoją decyzję? Jeżeli odpowiedziałaś negatywnie, zastanów się, dlaczego mierzysz inną miarą związek z obcokrajowcem? Są związki udane, są takie, które były szczęśliwe, ale nie przetrwały próby czasu, są związki zwyczajnie nieudane i są związki toksyczne. Nie ma znaczenia, czy spotykasz się z sąsiadem, z chłopakiem z innej części kraju, Europejczykiem, Arabem, Australijczykiem czy Azjatą. W każdym przypadku można trafić na fantastycznego człowieka, a można spotkać takiego, którego chciałybyśmy nigdy więcej nie zobaczyć. Każdy związek przechodzi przez podobne etapy, do każdego wkrada się rutyna, w każdym trzeba się mierzyć z codziennymi problemami. Zawsze są kłótnie i wątpliwości. Zawsze jest docieranie się, różnice charakteru, inne poglądy, inne przyzwyczajenia. To już samo w sobie jest męczące i potrafi przysporzyć problemów, prawda? W związku z obcokrajowcem mogą również dojść mniejsze lub większe różnice kulturowe. W związku z muzułmaninem będą istniały różnice religijne i mogą się pojawić tarcia na tym tle. To jak rozmawianie w dwóch różnych językach na ten sam temat, czasami nie sposób dojść do porozumienia i znam pary, którym się nie udało. Znam pary, które toczą bezustanną walkę o siebie, ale równocześnie także ze sobą, bo te same kwestie traktują zupełnie inaczej. Egzotyka jest fajna, ale ma swoją cenę. Sama wiesz najlepiej, kim jest człowiek, z którym się spotykasz. Czy jest dobrą, wartościową, godną zaufania osobą? Czy możesz na niego liczyć? Czy daje Ci poczucie bezpieczeństwa? Czy ten związek faktycznie rokuje na przyszłość, czy jest jedynie ekscytującą przygodą? Czy upewniłaś się, że nie chodzi mu tylko o wizę? Czy przypadkiem orient nie zafascynował Cię tak bardzo, że machasz ręką na kwestie, które byłyby kluczowe, w przypadku związku z rodakiem? Nie jestem w stanie odpowiedzieć na pytanie o to, jak się żyje w kraju muzułmańskim Mnie żyje się dobrze, ale nie mogę zagwarantować, że tak będzie w każdym przypadku. Kraje muzułmańskie różnią się między sobą, regiony poszczególnych krajów mogą być skrajnie inne. Inne jest życie w mieście, inne na wsi. Inaczej wyglądają interakcje z tradycyjną rodziną, inaczej z taką, która jest bardzo otwarta, a jeszcze inaczej, gdy jest się z dala od rodziny. Zupełnie inne jest życie osób zamożnych, inaczej żyje klasa średnia, a czymś zupełnie abstrakcyjnym jest codzienność wśród biedy. Po okresie fascynacji orientem i egzotyką trzeba zmierzyć się z codziennością, którą niekoniecznie są słoneczne plaże i wypoczynek pod palmami. Szara rzeczywistość dopada nas bez względu na to, gdzie przebywamy. Wszędzie trzeba się zmierzyć z kłopotami, wyjść naprzeciw wyzwaniom, opłacić rachunki i troszczyć się o zdrowie. W kraju, którego kultury i języka nie znamy, w którym regulacje prawne są dla nas czarną magią, taka codzienność bywa bardzo trudna i koniecznie trzeba sobie z tego zdawać sprawę. Każdy inaczej odnajduje się w danej sytuacji i dwie osoby żyjące w takiej samej rzeczywistości mogą mieć na jej temat skrajnie różne zdanie. To jak zadanie pytania o to, jak żyje się w Polsce? Każdemu inaczej. Jedni cieszą się życiem, inni marzą o wyjeździe, jeszcze inni wyjechali, ale tęsknią, a inni nie wróciliby za nic w świecie. Umówmy się – mój przykład ani żaden inny, nie powinny służyć jako zapewnienie, że będzie dobrze Wykorzystaj tego bloga, jak i wiele innych, do poczytania o radościach, problemach i troskach związanych z takim życiem. Spróbuj dostrzec podobieństwa i różnice w stosunku do Twojej codzienności. Weź pod uwagę czynniki zewnętrzne, które determinują styl naszego życia. Pytaj o to, co sprawiało nam najwięcej trudu, o kwestie religijne, czy kulturowe. Jeżeli jesteś na etapie, gdy wiesz, że chcesz wykonać ten krok, podjęłaś decyzje, ale rodzina jest przeciwna, podeślij im link, wykorzystaj nasze opowiadania do pokazania im, że ten świat niekoniecznie jest taki obcy. Gdy czytasz historie opisywane w internecie, zwróć uwagę na to, że opowiadane są w specyficznym kontekście, być może przez osoby o zupełnie odmiennych charakterach czy poglądach niż Twoje. Nigdy nie opisałam na blogu czegoś, co nie jest prawdą, ale też nie opisuję tutaj wszystkiego. Nie będę pisać o kłótniach i tarciach, bo uważam, że takie kwestie wyjaśnia się prywatnie. Nie piszę o wątpliwościach, które czasami mnie nachodzą, bo często wynikają z mojego gorszego nastroju i rzadko mają związek z różnicami kulturowymi czy faktem, że moim mężem jest Arab. Zastanawiasz się czasami nad tym, jak inni mogą postrzegać Twoje życie? Trudności, problemy, codzienne zmagania. Czy to wszystko faktycznie jest widoczne dla postronnego obserwatora? Czy może prezentujesz światu swój uśmiech numer 5, mimo że dopiero co pokłóciłaś się z bliską osobą tak bardzo, że talerze latały po mieszkaniu? Czasami nawet najbliższa rodzina nie wie, że masz gorszy dzień? Zwierzasz się najlepszej przyjaciółce, a i to nie zawsze i idziesz do pracy/na siłownię/uczelnię zachowując się, jakby nigdy nic?  Taka jest nasza natura i ta zasada dotyczy też Internetu. Wiem, że stojąc przed tak poważnym życiowym wyborem, szuka się oparcia, nadziei i zapewnienia, że będzie dobrze Serce wyrywa się do ukochanego, tęsknota ciąży niczym kamień u szyi i siłą musisz się powstrzymywać przed zarezerwowaniem najbliższego lotu. Takie emocje nie są dobrym doradcą, a czasami przyćmiewają wszelkie wątpliwości

Jak zrobić domową pastę tahini?

Domowa tahini

Tahini, tahena, tahina czy też po prostu pasta sezamowa to nieodzowny element wielu dań w kuchni bliskowschodniej. To właśnie tahini nadaje hummusowi kremowy smak, czy łagodzi posmak bakłażana w baba ghanoush. Pasta sezamowa to także wyśmienity dodatek do sałatek, jak również baza do sosów. Jej zastosowania ogranicza jedynie nasza kreatywność. Przepisy z wykorzystaniem pasty tahini, które znajdziesz na tym blogu: Pyszny hummus, czyli pasta z ciecierzycy Baba ghanush, czyli pasta z bakłażana Klasyczny sos z pasty tahini Jogurtowy sos z pasty tahini Tahina dostępna jest zazwyczaj w sklepach z orientalną żywnością, można ją też kupić online, np. w sklepie arabskie.pl. W krajach arabskich znajdziemy ją na półkach praktycznie każdego sklepu. Zazwyczaj staram się ułatwiać sobie życie i jeżeli mogę coś kupić, to wolę sobie oszczędzić późniejszego sprzątania, jednak przygotowanie domowej wersji jest prostsze, niż moglibyście przypuszczać. Dodatkowo domowa pasta tahini ma znacznie bardziej bogaty, intensywny smak. Te, które możemy dostać w sklepach, często są rozcieńczane olejem sezamowym, a tym samym trzeba dodać ich więcej, by uzyskać taki sam smak, jak w przypadku domowej tahini. Jak zrobić domową pastę tahini? Zacznijmy od sezamu Gdy chcesz przygotować domową pastę tahini, musisz zacząć od wybrania właściwego rodzaju sezamu. W sklepach najczęściej dostępny jest sezam łuskany, rzadziej niełuskany. Różnią się one kolorem – pierwszy jest jaśniejszy, niemal biały, a także smakiem – sezam niełuskany jest nieco bardziej gorzki. Do przygotowania domowej tahini sezam łuskany będzie zdecydowanie lepszym wyborem. Przepis na domową pastę tahini Domowa tahini – składniki: Sezam – dowolna ilość, nie mniej niż jedna szklanka Uwaga! Niektóre przepisy na domową tahini przewidują dodanie oleju sezamowego, jednak jest to zbędne. Cały sekret tkwi w odpowiednio długim blendowaniu, przy którym ziarna sezamu zaczynają wypuszczać olej. Jak zrobić domową tahini? Na suchą i rozgrzaną patelnię partiami wysypujemy sezam. Prażymy do uzyskania lekko tylko złotego koloru. Regularnie mieszamy lub potrząsamy patelnią, aby ziarna się nie przypaliły. Brązowy, przypalony sezam będzie gorzki i nie nadaje się do tahini. Uprażony sezam przesypujemy do blendera i miksujemy do uzyskania gładkiej konsystencji. Warto uzbroić się w cierpliwość, bo może to trwać nawet od kilkunastu do nawet kilkudziesięciu minut. Jeśli posiadasz słabszy blender, upewnij się, że robisz przerwy, aby go nie spalić. Domową tahini przygotowuję w Tefal Companion. Obroty 9, temperatura 45 stopni, czas około 40 minut. Pro tip: Jeżeli masz resztki tahini, dodaj je do blendowanego sezamu. Gotowa tahini sprawi, że będzie on lepki, przez co łatwiej będzie nad nim zapanować, bo ziarna nie będą tak sypkie. Przechowywanie: Przekładamy do słoiczka i przechowujemy w lodówce. Czas przechowywania to teoretycznie około miesiąca, jednak zdarzało mi się przechowywać znacznie dłużej. Z czasem olej może się oddzielić od pasty i zebrać na wierzchu, wtedy wystarczy wymieszać przed użyciem, nie ma to wpływu na smak czy jakość. Warstwa oleju sprawia, że domowa tahini jest zdatna do użytku jeszcze dłużej.

Przepis na kanaryjski sos mojo rojo

Przepis na sos mojo rojo

Chyba niemożliwe jest być na Wyspach Kanaryjskich i nie spróbować słynnego sosu mojo rojo. Najczęściej serwowany z mocno słonymi ziemniakami Papas Arrugadas stanowi świetne uzupełnienie wielu dań.   Dotychczas przywoziłam gotowy, ale w smaku to zdecydowanie nie jest to samo, co wykonany samodzielnie. Można kupić w słoiczku, można dostać mix przypraw, który mieszamy z oliwą z oliwek, albo można przygotować świeżą domową wersję samemu. Szczególnie że jak sami się przekonacie, przepis na sos mojo rojo jest banalnie prosty i można go bezproblemowo modyfikować, nie zatracając autentycznego smaku. Ile restauracji, ile kucharek czy kucharzy, tyle sposobów przygotowania. Poniższy przepis to wersja podstawowa, chociaż sama uwielbiam dodatek pomidorów i w niektórych restauracjach serwowany jest właśnie w takiej formie. Jak zawsze prosto i pysznie – Kanaryjczycy pewnie by się obruszyli, ale ostatnio sos mojo rojo dodajemy nawet do kanapek.   Przepis na sos mojo rojo Składniki: 1 czerwona papryka 1 czerwona papryczka chilli 2 ząbki czosnku ¾ łyżeczki kuminu ¾ łyżeczki sproszkowanego chilli ¾ łyżeczki słodkiej papryki ½ łyżeczki soli (najlepiej morskiej) 1 łyżka octu 70 ml oliwy z oliwek  Opcjonalnie:  Łyżeczka przyprawy mojo picón 1 pomidor obrany ze skórki Wykonanie:  Czosnek obieramy, usuwamy ogonki i pestki z papryki, wrzucamy wszystko misy i blendujemy do uzyskania gładkiej konsystencji.  A teraz najważniejsze – jesteśmy z siebie bardzo dumni, bo w dwie minuty przygotowaliśmy pyszny, egzotyczny sos 🙂 Smacznego! 

© polkanapustyni.pl