Jakim cudem przyzwyczaiłam się do TAKIEGO życia?

TAKIEGO, czyli jakiego? Wierzcie mi, że jeszcze trzy-cztery lata temu wiedziałabym, co macie na myśli. Razem z Wami wzdrygałabym się, czytając opisy tego, jak kupuje się mięso na afrykańskiej prowincji. Dostawałabym gęsiej skórki oglądając Insta-stories z wizyty u kosmetyczki i krzywiłabym się z obrzydzenia na samą myśl, że można pić herbatę z tej samej szklanki, z której ktoś inny pił wcześniej. To wcale nie tak, że było mi łatwo Bo nie było. Podsumowując mój pierwszy rok w Saharze Zachodniej, wspominałam o tym, jaką traumą była przeprowadzka. Że przez jakiś czas nie wychodziłam z domu. Że łzy płynęły mi po policzkach, gdy widziałam otaczający mnie świat. To nie była przesada, tylko realna udręka. Przed Saharą był Tunis, było osiedle dla expatów, było życie w oderwaniu od rzeczywistości. To również nie oznacza, że było łatwo. Nie, moje wcześniejsze życie zupełnie nie przypominało tego w Afryce Przed przeprowadzką do Afryki pracowałam i studiowałam w Warszawie. Mieszkałam w ślicznym mieszkanku niedaleko centrum, wjeżdżałam windą na trzydzieste piętro biurowca i wypełniałam tabelki, tworzyłam prezentacje i pisałam raporty, oglądając przez okno kolejne wieżowce, które powstawały w okolicy. Prowadziłam typowe wielkomiejskie życie. Wyjeżdżałam w podróże służbowe, jadałam biznesowe lunche z ludźmi, z którymi nie potrafiłam nawiązać nawet nici porozumienia i nie widziałam wiele, poza własnymi “problemami”. Miałam obsesję na punkcie czystości, znałam na pamięć wymagania sanepidu względem salonów kosmetycznych i dostawałam wysypki na samą myśl o publicznych toaletach, A wierzcie mi, że w porównaniu do tych w Afryce, są one wyjątkowo czyste. W Afryce dostałam po tyłku i uświadomiłam sobie, jak bardzo jestem uprzywilejowana Pomimo tego, że mój mąż starał się trzymać mnie z dala od realiów tunezyjskiego życia, pewnych rzeczy nie sposób było nie zauważyć. Skromne budynki, przechodzące w biedne, za którymi chowały się te ubogie. A ciągle nie widziałam najgorszego. Starsi ludzie sprzedający foliowe reklamówki, żeby zarobić choć kilka groszy. Dzieciaki w podziurawionych butach, które próbowały każdemu sprzedać paczkę chusteczek higienicznych. Zderzenie mojej beztroski i ich trosk. To było dla mnie coś niepojętego. Długo nie mogłam dojść do siebie po sprzeczce z mężem, który nie rozumiał, że bez sensu jest dawać dzieciom chleb. Przecież chleb ma każdy. Lepiej dać im słodycze albo zabawki, bo skoro są biedni, to na to ich nie stać. Okazało się, że to ja nie rozumiałam. Żyłam w świecie, w którym ciężko było stwierdzić, czy ktoś jest szczupły, czy głodny Te równoległe światy w Tunezji sprawiły, że nie mogłam się pozbierać. Nie potrafiłam zrozumieć, jak to jest możliwe, że moje codzienne zakupy, które w niczym nie różniły się od tych w Polsce, dla innych są fanaberiami rozpuszczonej pannicy. Nagle kupowałam zagraniczne i importowane produkty, a nie zwyczajne, jak wcześniej, w Polsce. Stałam się częścią rzeczywistości, której nie tylko nie potrafiłam pojąć, ale nie chciałam zaakceptować. Nie potrafiłam się pogodzić z myślą, że to, co dla mnie jest minimum, dla wielu innych jest szczytem luksusu. Wiedziałam, że Sahara Zachodnia będzie gorsza, nie wiedziałam, jak bardzo Mój mąż nie chciał, żebym się przeprowadzała. Chciał, żebym została w Tunisie, wróciła do Polski, dołączyła do jego siostry w Zatoce Perskiej, albo chociaż zgodziła się mieszkać na Wyspach Kanaryjskich lub w Agadirze. Prosił, straszył, jednak ja nie po to zostawiłam za sobą wcześniejsze życie, żeby znowu bawić się w związek na odległość. Nie wiedziałam, czego się spodziewać. Miałam ciągłe wahania nastroju, od przekonania, że dam radę, po chwile zwątpienia, frustracji i złości. Nastawiałam się na najgorsze, jednak nie mogłam się przygotować na to, co miałam zobaczyć na miejscu. Żadne słowa nie są w stanie oddać tych emocji, gdy na tak inny świat spogląda się nie z perspektywy turysty, a nowego mieszkańca. Zupełnie nowa definicja biedy Skrajna bieda? Ubóstwo? Miałam wrażenie, że zaczyna brakować mi skali. Bieda tak wyraźna, tak kontrastująca z naszym światem i równocześnie tak zwyczajna. Chciałam krzyczeć z bezsilności i płakać nad losem mijanych przeze mnie ludzi, którzy po prostu żyli. Pogodzeni z losem, jakby nie zdawali sobie sprawy z tego, jak bardzo są pokrzywdzeni. A może nie miało to dla nich znaczenia, bo skupiali się na przeżyciu? Jeżeli ktoś myśli, że łatwo przyszło mi przyzwyczaić się do nowej rzeczywistości, to jest w błędzie. Gdybym mogła krzyczeć, kopać i drapać, pewnie bym to robiła. Siedziałam załamana w domu i zjadałam jedną czekoladę za drugą. Milkę. Importowaną, drogą Milkę, która stawała mi kością w gardle, gdy myślałam o niej w kategoriach luksusu. Milkę, która dostępna była tylko w jednym sklepiku obok naszego domu i w dwóch innych w centrum miasta. Nie żyłam, a czekałam na zmiany Nie wiedzieliśmy jak długo zostaniemy. Trzy miesiące? Pół roku? Rok? Czekałam. Trwałam w zawieszeniu, jakbym w każdej chwili spodziewała się, że niedługo wyjedziemy. Nie chciałam normalnie żyć. Nie dopuszczałam do siebie myśli o tym, że jest to w ogóle możliwe. Dopóki czekałam, dopóki miałam pełną świadomość tymczasowości, wszystko było ok. Co kilka-kilkanaście tygodni wyjeżdżałam na Wyspy Kanaryjskie, aby złapać oddech i naładować baterie. Zazwyczaj te wyjazdy były inicjatywą mojego męża, który nie tylko nie mógł patrzeć, jak się męczę, ale zapewne chwilami miał mnie dość. Gdy odkryłam, co dzieje się w Saharze Zachodniej, nabrałam sił Można nie tylko być w Saharze Zachodniej i nie dostrzegać, co tam się dzieje. Można tam żyć i tego nie zauważać. Długo nie widziałam brutalności, z którą muszą mierzyć się Saharyjczycy. Gdy dotarło do mnie, że żyje na okupowanym terenie, że znajduję się pod zaborem marokańskim, wstąpiły we mnie nowe siły. Do biedy dołączyła brutalność, ucisk, niesprawiedliwość, tortury, morderstwa. Paradoksalnie, to właśnie w tym momencie poczułam się związana z Saharą Zachodnią, wtedy poczułam, że w jakiś dziwny sposób to właśnie tam należę. To nie mnie było ciężko, a tym, którzy nie mogą wyjechać Irytują mnie pytania o to, jak dawałam sobie radę i współczucie, że musiałam żyć w takim miejscu. To nie mnie należy żałować, a tych, którzy nie mają wyboru, nie mogą się spakować i wyjechać. W każdym miejscu, w którym mieszkałam, byłam z własnej nieprzymuszonej woli. W każdej chwili mogłam wyjechać lub się przeprowadzić. Saharyjczyków, którym często brakuje jedzenia, nikt nie pyta o to, jak dają sobie radę. Gwałconych przez policję kobiet nikt
Jak zachować się w meczecie?

Nigdy nie byłeś w muzułmańskim miejscu modlitwy i w głowie piętrzą Ci się pytania? Czy można zwiedzić meczet? Jak zachować się w meczecie? Jak ubrać się do meczetu? Poniżej znajdziesz odpowiedzi na te pytania napisane przez muzułmankę. Czego dokładnie dowiesz się z tego tekstu? Czy w Polsce można odwiedzić meczet? Jaka pora jest najlepsza na wizytę w meczecie? Czy można obserwować modlitwę w meczecie? Jak mężczyzna powinien się ubrać do meczetu? Jak kobieta powinna ubrać się do meczetu? Czy w meczecie trzeba zdejmować buty? Rozdział płci w meczecie Wycisz telefon i nie podnoś głosu Okazywanie uczuć w meczecie Czy w meczecie można jeść i pić? Nie przechodź bezpośrednio przed modlącymi się osobami Czy w Polsce można odwiedzić meczet? Żeby zobaczyć, jak wygląda miejsce, w którym modlą się muzułmanie, wcale nie trzeba jechać za granicę. W Polsce również znajduje się kilka meczetów i ośrodków kultury muzułmańskiej. Informacje na ten temat, wraz z danymi kontaktowymi do zorganizowania zwiedzania, dostępne są, chociażby na stronie internetowej Muzułmańskiego Związku Religijnego. Ze swojej strony serdecznie polecam odwiedziny w Ośrodku Kultury Muzułmańskiej w Warszawie, który cechuje się przepiękną architekturą, a przemili pracownicy chętnie odpowiadają na wszelkie pytania. Pamiętaj jednak, że w Polsce muzułmanów jest stosunkowo niewielu, tym samym nie wszystkie meczety są cały czas otwarte. Warto wcześniej zadzwonić lub wysłać maila i umówić się na spotkanie. Jeżeli po przeczytaniu tego artykułu nadal będziesz mieć wątpliwości dotyczące tego, jak zachować się w meczecie, warto o to zapytać podczas takiej rozmowy. Fantastyczną okazją do odwiedzenia meczetu jest także Noc Muzeów i Noc Świątyń. Relację z takiego wydarzenia w OKM możesz zobaczyć tutaj. Pamiętaj, że jesteś gościem i takiego też traktowania możesz się spodziewać. Twoja obecność zdecydowanie nikomu nie będzie wadzić, a często spotka się wręcz z entuzjazmem. Muzułmanie w Polsce tak często spotykają się z niechęcią, że doceniają każdą osobę traktującą ich z otwartością i chcącą poznać ich perspektywę. Jaka pora jest najlepsza na wizytę w meczecie? Bez względu na kraj, możesz natknąć się na zamknięte drzwi meczetu. W krajach niemuzułmańskich centra kultury muzułmańskiej otwarte są najczęściej przez cały dzień, ale najlepiej taką informację zweryfikować na stronie internetowej lub kontaktując się bezpośrednio. W krajach muzułmańskich godziny otwarcia zależą zazwyczaj od rodzaju meczetu. Jeżeli planujesz odwiedzić typowo turystyczne miejsce, dom modlitwy będzie najprawdopodobniej otwarty przez cały dzień, od pierwszej modlitwy, aż po ostatnią. Inaczej sprawa ma się w przypadku meczetów nieturystycznych lub w mniejszych miejscowościach. Te, najczęściej, otwierane są na krótko przed modlitwą i zamykane niedługo po jej zakończeniu. Czy można obserwować modlitwę w meczecie? Jeżeli odwiedzasz meczet w okolicy pory na modlitwę, usłyszysz nawoływanie muezzina, tak zwany Azzan. Wsłuchaj się w słowa, bo brzmią przepięknie, szczególnie w tak wyjątkowym otoczeniu. Niedługo po azzanie wierni zaczynają gromadzić się na modlitwę, która zazwyczaj trwa nie dłużej niż 10 minut. Wyjątkiem jest modlitwa piątkowa, którą poprzedza khutba, czyli kazanie. Nie ma jednej, właściwej odpowiedzi na pytanie, czy można obserwować modlitwę. Zawsze warto wcześniej zapytać, chociażby imama – nie spodziewam się jednak, by miał coś przeciwko. Najważniejszy w tej sytuacji jest szacunek – jeżeli przystaniesz spokojnie w rogu, nikomu nie przeszkadzając, nie hałasując i nie robiąc ostentacyjnie zdjęć, najprawdopodobniej Twoja obecność nie będzie nikomu przeszkadzać. Może jednak wzbudzić zainteresowanie – nie odbieraj tego jednak negatywnie, po prostu dla wielu muzułmanów będzie to niecodzienne doświadczenie. Jak zachować się w meczecie? Meczet to miejsce kultu religijnego i jako takie wymaga przestrzegania pewnych zasad, gdy je odwiedzamy. Bez obaw – nie są one jednak ani skomplikowane, ani trudne do spełnienia. Wynikają ze zwyczajnego szacunku, takiego samego, jak podczas zwiedzania zabytkowych kościołów. Zadbaj o stosowny strój Jeżeli zastanawiasz się nad tym, jak zachować się w meczecie, zapewne pierwszą kwestią, która przychodzi Ci do głowy, jest ubiór. Spokojnie – zasady nie są zazwyczaj bardziej restrykcyjne, niż w wielu kościołach i obowiązują zarówno kobiety, jak i mężczyzn, chociaż dla obydwu płci są nieco inne. Jak mężczyzna powinien się ubrać do meczetu? T-shirt lub koszula z krótkim rękawem są wystarczające, należy jednak zadbać o to, by spodnie zakrywały kolana. Jak kobieta powinna ubrać się do meczetu? Nogi i ramiona powinny być zasłonięte. Na włosy należy narzucić chustę, jednak nie musi ona zakrywać kosmyków tak dokładnie, jak w przypadku modlących się muzułmanek. Zastanawiasz się, dlaczego właściwie muzułmanki noszą hidżab? Przeczytaj historie 25 kobiet opowiadających o tym, co nimi powoduje Ważne! Zasady te dotyczą przede wszystkim wizyt w meczetach w krajach muzułmańskich. W wielu meczetach turyści, których ubiór nie jest odpowiedni, otrzymają okrycie. W meczetach w krajach niemuzułmańskich, bardzo często strój nie stanowi większego problemu. Taką historię, dotyczącą zwiedzania Ośrodka Kultury Muzułmańskiej w Warszawie, można przeczytać na blogu Antypatyczna. “Moją pierwszą myślą jeszcze przed przekroczeniem progu był mój skąpy ubiór. Byłam pewna, że przed wejściem dostaniemy jakiekolwiek chusty, by osłonić ramiona i nogi. Jakie było moje zdziwienie, gdy na zapytanie, czy możemy wejść w takim stroju, usłyszałyśmy odpowiedź oczywiście. Spodziewając się złowrogich lub natrętnych spojrzeń, zostałam jedynie miło zaskoczona. Ani kobiety w swoich hidżabach, ani mężczyźni, nie zwracali uwagi na nasze odkryte dekolty, nogi czy ramiona. Przynajmniej nie robili tego w tak ostentacyjny sposób, jaki sobie wyobrażałam.” Pamiętaj jednak, że zwiedzasz świątynię, która jest istotnym miejscem kultu dla wielu ludzi. Warto zastosować się do zasad i okazać w ten sposób szacunek. Jak zachować się w meczecie? Zdejmij buty! Przed wejściem na salę modlitw należy zdjąć buty, ale można zostać w skarpetkach. Z łatwością zorientujesz się, kiedy i gdzie należy to zrobić. Możesz się spodziewać informacji na ten temat, a przed wejściem znajdziesz zazwyczaj także półki na buty. W większych meczetach przegródki są numerowane – nie zapomnij, gdzie zostawiasz obuwie, a jeżeli wolisz wszystko mieć je przy sobie, po prostu wykorzystaj swoją torbę. I bez obaw – podłogi we wszystkich meczetach, w których byłam, są bardziej czyste, niż u mnie w domu. Zwróć uwagę na rozdział płci W islamie kobiety i mężczyźni, jeżeli nie są spokrewnieni, modlą się osobno. Z tego powodu w większości meczetów znajdują się dwie sale modlitw – jedna dla pań, druga dla panów. I tutaj uwaga: nie ma problemu, żeby kobieta weszła na salę dla mężczyzn, ale mężczyźni
Sos z tahini – arabski sos z pasty sezamowej

Dziś dzielę się z Wami przepisem na autentyczny sos z tahini. To wersja podstawowa, klasyczna – dokładnie taka, jaką znajdziecie w krajach Lewantu czy w Egipcie jako dodatek do kanapek, czy jedną z przystawek na bogato zastawionym stole. Co wyróżnia ten sos? Przede wszystkim prostota. Zaledwie kilka składników, które zawsze znajdziecie w kuchni. Składniki na sos z tahini 4 łyżki pasty tahini 1 ząbek czosnku przeciśniętego przez praskę 2 łyżki świeżo wyciśniętego soku z cytryny 1 łyżka oliwy z oliwek 1/2 łyżeczki kuminu szczypta soli odrobina natki pietruszki (najlepiej świeżej, chociaż zdarza mi się używać suszonej) Kilka łyżek zimnej wody Dopasuj ilość i proporcje do swoich potrzeb – zwykle przygotowuję tyle sosu z tahini, ile potrzebuję w danym momencie. Jego wykonanie zajmuje dosłownie chwilę i fantastycznie jest mieć świeży. Zanim zaczniesz, czyli co warto mieć na uwadze przygotowując sos z tahini Zwróć uwagę na jakość i rodzaj tahini. To jaką pastę wykorzystujesz do przygotowania sosu z tahini, ma ogromne znaczenie. Domowa jest znacznie bardziej aromatyczna i smak sosu będzie o wiele bogatszy. Z kolei korzystając z gotowej, kupionej w sklepie tahini uzyskasz delikatniejszy smak. Zamarynuj czosnek w soku z cytryny przez 10 minut. Chwila oczekiwania, która jest tego warta. W ten sposób sok cytrynowy nasyci się delikatnym aromatem czosnku, a czosnek sam w sobie pozostanie łagodniejszy w smaku. Jeśli się spieszysz, możesz odpuścić ten krok i nadal będzie pysznie! Postaw na zimną wodę. Jeśli masz wodę z lodówki, będzie idealna. Świetnie łączy się z pozostałymi składnikami, gwarantując kremową konsystencję sosu z tahini. Doprawiaj do smaku. Ostatecznie sos z tahini ma smakować właśnie Tobie, jeśli więc czujesz, że tak przypadnie Ci bardziej do gustu. Baw się proporcjami, dodając mniej lub więcej dodatków. Baw się smakami. Tradycyjny sos z tahini nie jest Twoją jedyną opcją. Może zaciekawi Cię także sos z dodatkiem jogurtu? Przygotowanie sosu z tahini Łączymy pastę tahini z pozostałymi składnikami. Można po prostu mieszać łyżką, choć osobiście najczęściej przygotowuję sos z pasty sezamowej przy użyciu blendera ręcznego – czosnek i pietruszka idealnie łączą się z całością, tworząc idealnie kremową konsystencję. Dodajemy wodę, łyżka po łyżce, zależnie od tego, jaką konsystencję chcemy uzyskać (zazwyczaj dodaję około 4-6 łyżek). Jak podawać sos z tahini? Dodatek do kanapek z falafelem Dodatek do shawarmy lub po prostu kanapki z kurczakiem Dressing do sałatek (po dodaniu nieco większej ilości wody i oliwy, dla uzyskania bardziej płynnej konsystencji) Dip do warzyw – tak świeżych, jak i grillowanych
Powiedzieli: siadaj na butelce, albo Cię na nią nabijemy

Czasami przeżywam chwile załamania, gdy wracam wspomnieniami do Sahary Zachodniej. Budzę się w nocy i nie mogę spać. W uszach dzwonią mi słowa i krzyki, a przed oczami stają obrazy z demonstracji. Jest tyle rzeczy, o których chciałabym opowiedzieć, a ciągle brakuje mi słów. Ciągle nie potrafię się przełamać, żeby napisać o tym, jak znajoma mówiła o byciu molestowaną przez policję, o dziewczynie, którą policjanci zgarnęli z ulicy i grupowo gwałcili przez całą noc, o jej bracie, który został zamordowany, ani o tym, jak ubrana w melhfę byłam wśród Sahrawi i widziałam na własne oczy, jak policja katuje młodego chłopaka. Milczenie to egoizm Pisząc te słowa, sama nie dowierzam. Nadal nie dociera do mnie, że ja to naprawdę przeżyłam, naprawdę widziałam. Brzmi surrealistycznie, brzmi jak scenariusz filmu, a nie życie 28-letniej kobiety. Jakkolwiek mówienie o tym jest trudne, milczenie jest egoistyczne. Wróciłam do Europy, jestem bezpieczna, podczas gdy setki tysięcy Saharyjczyków żyje na wygnaniu lub pod brutalną okupacją. O tym, co dzieje się w Saharze Zachodniej i na czym polega konflikt, pisałam już tutaj. Tym razem pora na moje wspomnienia. Opowiedzenie o tym, co widziałam i słyszałam, to jedyne co mogę dla tych ludzi zrobić. Yasmin, która przeżyła piekło Po lekturze reportażu Wszystkie Ziarna Piasku nie mogłam dojść do siebie. Nie byłam w stanie czytać tej książki, nie robiąc przerw na złapanie oddechu. Niewyobrażalnymi były dla mnie słowa tam zapisane. Nie mieściło mi się w głowie, że na ulicach miasta, w którym mieszkam, dzieją się takie rzeczy. Wydawało mi się, że to przesada, pogoń za sensacją. Musiałam o tym porozmawiać z kimś, kto wie najlepiej, dla kogo Laayoune jest domem. Przypomniałam sobie o Saharyjce Yasmin, którą poznałam jakiś czas temu i kurtuazyjnie spotykałam się z nią raz na jakiś czas. Odszukałam jej numer telefonu i umówiłyśmy się na wieczorne wyjście do McDonald’s. McDonald’s ma w okupowanym Laayoune dziwny status. Z jednej strony wyznacza status społeczny, bo zestaw dla dwóch osób pochłania 1/10 kwoty, którą przeciętna rodzina ma na utrzymanie przez miesiąc. Z drugiej strony McDonald’s Maroc to taka zadra, która przypomina o tym, kto tu rządzi, że ciągle jesteśmy pod zaborem. Gdy po raz pierwszy zdobyłam się na odwagę, żeby zapytać Przyjemna wieczorna bryza daje cudowną ulgę po całym dniu upałów. Wiatr igra z kolorową melhfą Yasmin, która kokieteryjnie poprawia opadającą z włosów chustę. Cały czas chodzi mi po głowie pytanie, które chciałabym zadać, a które samo w sobie jest niebezpieczne. Znamy się niemal rok, ale widywałyśmy się sporadycznie, dopiero niedawno nawiązując wątłą nić porozumienia. Niepewnie i z ogromną rozwagą wypowiadam kolejne słowa, cały czas się asekurując. “Chciałam Cię o coś zapytać, ale jeśli nie chcesz odpowiedzieć, to zapomnij, wiem, że to trudny temat. Po prostu chciałabym, żebyś wiedziała, że wiem, co tutaj się dzieje i jestem po Waszej stronie” Nie spuszcza ze mnie czujnego wzroku, niepewna jak zareagować. Zanim wypowiem kolejne słowa wyławiam, wzrokiem ochroniarzy i policjanta, oceniając odległość, upewniając się, że nas nie usłyszą. “Czy Twoja rodzina była w Gdeim Izik?”. Wykrztusiłam to i teraz pozostaje mi obserwować zaskoczenie malujące się na jej twarzy. Tego się nie spodziewała, a ja tylko strzelam, że jej rodzina nie należy do tych, którzy wspierają marokański reżim. Tak, byli. Ale ja w tym czasie byłam w Marrakeszu, na studiach. Głośno przełyka ślinę i dzieje się coś niespodziewanego. Jej twarz przybiera wyraz, który napełnia mnie niepokojem, a potoku słów nic nie może zatrzymać. Zgarnęli mnie z ulicy, nie wiedziałam, co się dzieje. Nie wiedziałam, że w nocy rozgromili Gdeim Izik. Szłam na zajęcia, a policja po prostu mnie zabrała. Uderzyli mnie i wepchnęli do samochodu, w którym było kilkoro innych Saharyjczyków. Byli wściekli, nawet się z nas nie wyśmiewali, a zwykle to robią. Powiedzieli tylko, że pożałujemy. Nie wiedziałam, co się dzieje, nie wiedziałam, dlaczego mi to robią. Gdy zaczęłam płakać, jeden z nich złapał mnie za włosy i uderzył moją głową o ścianę samochodu. Zaczęli łapać za piersi dziewczynę, która siedziała obok mnie i zdzierali z niej melhfę. Ona tak strasznie krzyczała i my też, ale oni mieli broń. Wywlekli nas na posterunek, a tam było ich tak wielu… Nigdy chyba tak bardzo nie żałowałam tego, że się odezwałam Czuję, jak krew odpływa mi z twarzy. Dudniąca w tle muzyka staje się dziwnie przytłumiona, jakbym nie przetwarzała bodźców zewnętrznych. Inaczej jest słyszeć historie o tym, że gdzieś, kiedyś skrzywdzono jakąś anonimową osobę, a inaczej rozmawiać z kimś, kto doznał krzywdy. Nie wiedziałam jak tego słuchać. Nie wiedziałam jak zareagować. Bałam się jej przerwać, chociaż jeszcze bardziej obawiałam się tego, co usłyszę dalej. Tak strasznie się baliśmy, a oni się śmiali. Ten śmiech brzmiał tak okropnie. Gdy dziewczyna, z której wcześniej zdzierali melhfę próbowała się zasłonić, zaczęli się śmiać jeszcze bardziej i powiedzieli, że nie będzie jej potrzebna. Tak strasznie się bałam, co nam zrobią. Policja tutaj nie ma oporów. To nie są prawdziwi muzułmanie, nie wyobrażasz sobie, co nam robili… Yasmine robi chwilę przerwy, a ja uświadamiam sobie, że przestałam oddychać. Nie jestem pewna, czy patrzy na mnie, czy utkwiła wzrok gdzieś ponad mną. Próbuję jej powiedzieć, że nie musi wracać do tych wspomnień, ale ucisza mnie gestem dłoni i mam wrażenie, że chce to z siebie wyrzucić, jakby od dawna ją zatruwało. Rozglądam się tylko dookoła i upewniam, czy nikt nas nie słyszy. Saharyjka opowiadająca Europejce o takich przeżyciach skończyłaby marnie. Powiedzieli, że jesteśmy obrzydliwi i żaden z nich by nas nie tknął. Że brudne zwierzęta jak my, na to nie zasługują. Kazali nam się rozebrać. Próbowaliśmy uciekać, ale nie było gdzie, chłopcy próbowali nas zasłaniać, ale policjanci pobili ich pałkami. Zaczęli mówić, że jeżeli się nie rozbierzemy, to oni nam w tym pomogą. Stali i patrzyli, jak zdejmujemy z siebie ubrania. Wszyscy, dziewczyny i chłopcy. Pokazywali na nas palcami. Próbowałam się zasłonić rękami, ale jeden podszedł i chwycił za ręce, a drugi zaczął mnie bić po piersiach. Złapał mnie tak mocno i powiedział, że teraz pożałuję. Inny zaczął… wkładać mi palce… od tyłu… Innym robili to samo… Wszyscy tak strasznie krzyczeliśmy. Nie wiesz, co to dla nas znaczy. U
Dlaczego muzułmanki noszą hidżab?

Kobiety nieustannie muszą się tłumaczyć. Dlaczego nie mają dzieci. Dlaczego mają tylko jedno. Dlaczego ścięły włosy na krótko. Dlaczego noszą sukienki. Dlaczego nie noszą sukienek. I emocjonujący temat – dlaczego decydują się zakrywać włosy lub ciało? W kółko prowadzone są dyskusje, dlaczego muzułmanki noszą hidżab. Dlaczego decydujemy się zakryć włosy, całe ciało, czasami nawet twarz i dłonie. Tak naprawdę zupełnie wystarczającą odpowiedzią powinno być: “bo tak chcemy”. Głęboko wierzę w to, że wolność jednej osoby kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność innej. To jak się ubieram, jest tylko i wyłącznie moją sprawą. Tak samo, jak z czysto kobiecego punktu widzenia, nie zgadzam się z tym, żeby gdziekolwiek nakazywano kobietom zakrywanie się, tak i nie zgadzam się z tym, by oczekiwano od nas, że będziemy się odkrywać. Czy są muzułmanki, które nie zakrywają włosów? Przeczytaj historie kobiet które zdjęły, lub nigdy nie założyły hidżabu Jako muzułmanki bezustannie odpowiadamy na te same pytania, odpieramy te same zarzuty i walczymy o prawo do tego, by móc założyć takie ubranie, jakie nam się podoba. Często te pytania zadawane są w fantastyczny sposób, pełen ciekawości i ogromnego szacunku, że aż chcę się dzielić swoją perspektywą. Niestety, ciągle zdarza się, że jesteśmy osądzane za wybory, jakich dokonujemy. Że nasze słowa i zapewnienia zdają się na nic, bo i tak inni widzą lepiej. Co najmniej tak, jakby moja decyzja odnośnie założenia kolorowej chusty i niesamowicie wygodnej abaji, miała komukolwiek zaszkodzić i była kwestią równie ważną, jak polityka międzynarodowa. Jeżeli irytuje Cię mój ubiór, proszę, po prostu spójrz w inną stronę Czemu moja swoboda i wolność do decydowania o tym, jak się ubieram, mają być ograniczone? Gdy jadę na wakacje do Hiszpanii i drażni mnie widok kobiety opalającej się topless, zwyczajnie odwracam wzrok. Wystarczy spojrzeć w inną stronę – w odniesieniu do siebie i mojego stroju nie oczekuję niczego więcej. Absolutnie nie interesuje mnie to, jak ubierają się inni. Jest mi obojętne, czy chodzą w krótkich spódniczkach, obcisłych dżinsach, czy z biustem na wierzchu. To, czy inne muzułmanki noszą hidżab, niqab, a może wolą rozpuszczone włosy również jest ich prywatną sprawą. Moja najlepsza przyjaciółka latem nosi szorty i głębokie dekolty. Gdy w końcu uda nam się skoordynować wakacje, zobaczycie na plaży dwie dziewczyny śmiejące się do rozpuku, plotkujące i radośnie robiące zdjęcia – jedna z nas w bikini, a druga w abaji. Jeżeli nam samym to nie przeszkadza, dlaczego miałoby to stanowić problem dla kogokolwiek innego? Chusta nie jest domeną jedynie muzułmanek W dyskusji na temat tego, dlaczego muzułmanki noszą hidżab, bardzo często pojawiają się przykłady innych religii, których wyznawczynie noszą nakrycia głowy. W internecie krąży mnóstwo grafik przedstawiających modelowe stroje kobiet różnych wyznań i większość z nich uwzględnia chusty. Spójrzcie na obrazy w kościołach i powiedzcie, na ilu z nich przedstawione są kobiety z odkrytymi włosami? Dlaczego jedna chusta staje się bardziej akceptowalna od innej? Dlaczego tak bardzo wartościujemy powody, analizujemy decyzje, które nas nie dotyczą i oceniamy ich zasadność? Tak, wiem. Zapewne, gdy czytasz ten tekst, w myślach kołacze Ci Arabia Saudyjska i Iran Pamiętajmy jednak, że te kraje to nie cały świat muzułmański i naprawdę nie potrafię zrozumieć, dlaczego muzułmańskie kobiety miałyby ponosić odpowiedzialność za politykę? Chusta którą noszą muzułmanki, czy wyznawczynie jakichkolwiek innych religii, jest najczęściej naszym własnym, świadomym wyborem. Tak, każda z nas zdaje sobie sprawę z tego, że są miejsca, w których na kobiety wywierany jest nacisk w tej kwestii. Nie zapominajmy jednak, że to nie hidżab, a osoby, które wywierają presję, które zmuszają kogokolwiek do czegokolwiek, są problemem. Nie o rodzaj stroju tu bowiem chodzi, a o nakazy, zakazy i brak wolności wyboru. Przedstawiciel “zachodu”, który ogranicza wolność kobiety do zakrywania się, nie różni się niczym od przedstawiciela “wschodu’, który ogranicza wolność do odkrywania ciała. Jedyną kwestią, która powinna interesować postronnego obserwatora, jest to, czy zakrywam włosy i ciało z przymusu, czy z wyboru. Dlaczego zdecydowałam się założyć hidżab? W wywiadzie, którego udzieliłam dla Wirtualnej Polski, wspomniałam, że hidżab założyłam po raz pierwszy zanim jeszcze zostałam muzułmanką, a muzułmanką zostałam zanim wyszłam za mąż. Jeżeli więc ktokolwiek z Was spodziewał się odpowiedzi, że pod wpływem męża lub społeczeństwa, to muszę Was wyprowadzić z błędu. Początkowo nie rozumiałam, czym właściwie hidżab jest. Kojarzył mi się jedynie z zasłanianiem włosów, a niekoniecznie z generalną skromnością w ubiorze. Pierwszą chustę kupiłam podczas wakacji w Dubaju i sprzedawczyni pokazała mi, jak ją nosić. Mimo że było to prawie na półtora roku, zanim zdecydowałam się przejść na islam, zwyczajnie zakochałam się w tym nakryciu głowy. Początkowo luźno zarzucałam na włosy jedwabny szalik, spod którego wystawały kosmyki i traktowałam to jako dodatkowy element dekoracyjny. Gdy zaczęłam poważniej myśleć o zmianie religii w zupełnie naturalny sposób, chociaż bardzo powoli, przyszła mi zmiana sposobu ubierania. Zanim wypowiedziałam szahadę, przeczytałam tłumaczenie Koranu, część hadisów i zgłębiłam interesujące mnie zagadnienia. Próbowałam też dowiedzieć się jak najwięcej na temat tego, dlaczego muzułmanki noszą hidżab. Nawet jeżeli nie sprawiam takiego wrażenia, jeszcze kilka lat temu uważałam to za niedorzeczne. Widząc muzułmanki w chustach zastanawiałam się, jaki jest cel zakrywania włosów i równocześnie zwracania w ten sposób na siebie uwagi? Nie mogłam zrozumieć dlaczego, muzułmanki noszą hidżab w krajach, w których mniej uwagi poświęcano by im, gdyby zwyczajnie rozpuściły włosy. To chyba ironia losu, że teraz jestem jedną z tych, które nawet podczas pobytu w Polsce nie zrezygnują z nakrycia głowy. Hidżab jest dla mnie wyrazem wolności i swobody. Jest częścią mojej tożsamości, jako muzułmanki. To właśnie nosząc chustę i abaję czuję, że jestem sobą, identycznie, jak wiele osób czuje się świetnie w określonym typie/kroju/czy kolorze ubrań. Gdyby nie religia, którą wyznaję, zapewne ubierałabym się inaczej, to fakt. Podjęłam jednak świadomą decyzję, że wybiorę daleko idącą skromność ubiorze i świetnie się w tym odnajduję. Przede wszystkim jednak mój strój dla osoby postronnej powinien pozostać tylko i wyłącznie strojem. Zakładam, że gdybym pisała o tym, że lubię długie sukienki i z radością upinam kolorowe chustki na głowie, a nikt nie wiedziałby, że jestem muzułmanką, temat nie byłby w najmniejszym stopniu interesujący. Wiem, że wielu osób nie przekonam swoimi argumentami i prawda jest taka, że nawet nie
Historia Sahary Zachodniej

Historia Sahary Zachodniej to temat mi niezwykle bliski. Okupowany kraj, w którym mieszkałam przez niemal 2 lata, które na zawsze mnie odmieniły. Jest jednak jeszcze jedna kwestia – historia Sahary Zachodniej niezmiennie przypomina mi naszą własną. Okupacja, wojna, prześladowania. Dla nas to przeszłość, a dla Saharyjczyków jest to rzeczywistością. Historia Sahary Zachodniej to nie tylko wydarzenia, o których opowiadam poniżej, ale także historie ludzi, którzy każdego dnia przeżywają piekło. Nie sposób w jednym wpisie na bloga oddać istotę zawiłych relacji politycznych i złożoność kontekstu historycznego, nie będę nawet próbowała. Poniżej opowiem Wam, dość pobieżnie, o historii Sahary Zachodniej. Jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej, gorąco zachęcam do przeczytania wywiadu z profesorem Adamem Kosidło. Warto także sięgnąć po reportaż Bartka Sabeli “Wszystkie ziarna piasku”. Jeżeli wolicie oglądać, poniżej znajdziecie odnośnik do reportaży i dokumentów na temat historii Sahary Zachodniej oraz panującej tam obecnie sytuacji. Kolonializm, czyli początki historii Sahary Zachodniej Jakkolwiek historia Sahary Zachodniej sięga znacznie dalej, z perspektywy dzisiejszych czasów istotne są dla nas wydarzenia XX wieku. Na przełomie 1884 i 1885 roku, podczas Konferencji Berlińskiej dokonano podziału terytorium Afryki pomiędzy europejskie mocarstwa. Największe obszary przypadły Francji i Wielkiej Brytanii, a najmniejsze Hiszpanii. To właśnie Hiszpania jest w tym kontekście kluczowa, gdyż zajęła niewielki, pustynny obszar, otoczony posiadłościami francuskimi. Dla Hiszpanów terytorium Sahary Zachodniej miało znaczenie strategiczne, gdyż pomagało chronić interesy Wysp Kanaryjskich. Przez długi czas nikt nie przywiązywał większej uwagi do tego słabo zaludnionego obszaru, pozbawionego jakichkolwiek zasobów naturalnych. Jak pokazuje historia Sahary Zachodniej, taka sytuacja utrzymywała się do połowy XX wieku, kiedy to odkryto ogromne złoża fosforytów.1 Dość późno, bo na krótko przed dekolonizacją Afryki, Hiszpania odkryła, w jakie bogactwa obfituje niedoceniane do tej pory terytorium. W 1960 roku ONZ wydała Deklarację w Sprawie Przyznania Niepodległości Krajom i Narodom Kolonialnym. Poszczególne państwa afrykańskie stopniowo zaczęły wyzwalać się z okowów kolonializmu. W 1956 roku Maroko, w 1960 Mauretania, a w 1962 Algieria uzyskały niepodległość. Tym samym jedynie Sahara Zachodnia, otoczona niezależnymi krajami, pozostawała pod protektoratem hiszpańskim. W 1963 roku ONZ włączyło Saharę na listę terytoriów niesamodzielnych. Był to pierwszy krok ku saharyjskiej niepodległości. Jak łatwo jednak sprawdzić, Sahara Zachodnia na tej liście figuruje nadal. Historia Sahary Zachodniej – początek końca Sahary Hiszpańskiej Nietrudno zgadnąć, że wobec odkrytych w połowie XX wieku złóż naturalnych na terenie Sahary Zachodniej, Hiszpanom wcale nie śpieszyło się do opuszczenia tego terytorium. Pomimo rezolucji ONZ z 1960 roku Hiszpania starała się opóźnić proces dekolonizacji, aby finansowo móc skorzystać jak najbardziej na saharyjskich złożach fosforytów. W 1966 roku ONZ po raz pierwszy wezwała do przeprowadzenia referendum w Saharze Zachodniej. Referendum to miałoby pozwolić Saharyjczykom na podjęcie samodzielnej decyzji odnośnie losów swoich ziem i narodu. Korzyści z eksploatacji ogromnych złóż fosforytów były dla rządu Generała Franco zbyt duże, by tak łatwo dać za wygraną. Tym samym Hiszpanie postanowili udowodnić światu, że Saharyjczycy wcale nie chcą być dekolonizowani. Wszelkie ich zabiegi spotykały się jednak z oporem miejscowej ludności, której pragnieniem była niepodległość. Kulminacją była tak zwana Zemla Intifada, czyli demonstracja w dzielnicy Zemla, podczas której zabitych zostało co najmniej 11 Saharyjczyków. Muhammad Bassiri, przywódca niepodległościowego ruchu Harakat Tahrir Sakija al-Hamra wa Wadi az-Zahab, został aresztowany. Niewiele wiadomo na temat jego losów – najprawdopodobniej był torturowany,2 a Hiszpańska Legia Cudzoziemska dokonała jego egzekucji na pustynnych wydmach. Historia Sahary Zachodniej – utworzenie frontu POLISARIO Rewolucjoniści, partyzanci, terroryści, nadzieja, reprezentacja narodu. Polisario było już określane na wszelkie możliwe sposoby. Krwawo rozgromiona, pokojowa manifestacja Saharyjczyków doprowadziła do zaostrzenia się nastrojów niepodległościowych. Front Wyzwolenia Saguia el Hamra i Rio de Oro, w skrócie Frente POLISARIO powstał w maju 1973 roku, jako wyraz sprzeciwu wobec hiszpańskiej kolonizacji. Partyzanci Polisario, wspierani przez Libię i Algierię,3 dysponowali niewielkimi zasobami broni. Walczyli jednak o coś znacznie więcej niż ziemia i jej bogactwa naturalne. Walczyli o wolność, godność, niepodległość – walczyli o siebie, o własny naród. To przede wszystkim oni, swoimi czynami, kształtowali historię Sahary Zachodniej. W muzeum w Rabuni w pierwszej sali, obok malowidła przedstawiającego przywódców, stoi szklana gablota. W środku znajduje się protokół sporządzony po pierwszej bitwie Frontu POLISARIO stoczonej 20 maja 1973 roku. Stan przed bitwą: 17 ludzi, 10 strzelb, 2 lornetki, 4 wielbłądy, 2 siodła. Atak na posterunek w oazie El Janga, obsadzony zresztą przez Saharyjczyków służących w hiszpańskich oddziałach, zakończył się sukcesem. Nie padł ani jeden strzał, nikt nie został ranny. Według raportu zdobyto: 5 strzelb, 240 nabojów, 5 wielbłądów i 5 jeńców.4 Determinacja Polisario była ogromna. W niespełna rok przysporzyli Hiszpanom tak wiele kłopotów, organizując liczne akcje sabotażowe, że utrzymywanie kolonii przestało być opłacalne.5 21 sierpnia 1974 roku Hiszpania zaproponowała przeprowadzenie referendum odnośnie statusu Sahary. Wtedy także dokonany został pierwszy spis ludności Sahary Zachodniej. Referendum miało się odbyć w pierwszym półroczu 1975 roku.6 Polisario cieszyło się tak dużym poparciem wśród Saharyjczyków, że w raporcie misji ONZ z 1975 roku przeczytamy: Zgromadzenie Ogólne ONZ powinno podjąć kroki, aby umożliwić tym grupom ludności decydowanie o własnej przyszłości w pełnej wolności, w atmosferze pokoju i bezpieczeństwa.7 Obecnie Polisario, jako organizacja polityczna, jest uznawane przez ONZ za reprezentację ludności Sahary Zachodniej. Koncepcja Wielkiego Maroka Tematem, który w historii Sahary Zachodniej budzi najwięcej kontrowersji, jest “Wielkie Maroko”. Nacjonalistyczna teoria utkana przez marokańskich polityków, w myśl której ziemie im należne obejmują część Algierii, Mali, Mauretanii i właśnie Saharę Zachodnią. Podpierając się historią, Maroko wysunęło roszczenia do hiszpańskiej kolonii. Równolegle, po odzyskaniu niepodległości w 1960 roku, pretensje do Sahary zaczęła zgłaszać także Mauretania, wraz ze swoją wizją “Wielkiej Mauretanii“. Dwie ścierające się koncepcje, które nie były w stanie współistnieć. Warto mieć także na uwadze fakt, że aż przez 9 lat Maroko nie uznawało Mauretanii jako niepodległego państwa.8 W 1963 roku, próbując wdrożyć w życie koncepcję “Wielkiego Maroka”, a także zachęcone nowo odkrytymi złożami ropy, żelaza, gazu i manganu,9 Maroko najechało Algierię. Zapoczątkowało to konflikt zwany Piaskową wojną. Tych kilka tygodni walk, które okazały się klęską dla Maroka, położyło się cieniem na relacjach między obydwoma państwami i leży u podnóża ich wzajemnej wrogości, która widoczna jest do dziś. Od 1994 roku granica pomiędzy Algierią i Marokiem pozostaje zamknięta, jako jedna z niewielu na całym świecie. Prawo międzynarodowe, czyli opinia Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości Pomimo zgrzytów pomiędzy