Jako dziecko marzyłam o tym, by mieć dom

Niewiele czasami potrzeba, żeby poznać fantastycznych ludzi. Wyjście do kawiarni, spotkanie w windzie, czysty przypadek i trafiamy na kogoś, z kim po prostu świetnie się rozumiemy, kto nas fascynuje i inspiruje. Różnice przestają mieć znaczenie, liczą się podobieństwa. Nie, to nie będzie romantyczna opowieść, jednak na pewno będzie zaskakująca. Alię poznałam przez internet, za pośrednictwem przypadkowej osoby, która skontaktowała się ze mną na Instagramie. Od słowa do słowa zapytałam, czy w mojej okolicy mieszka może jakaś Saharyjka, która mówi po angielsku. Niedługo potem dostałam zaproszenie na obiad do domu Alii. Gdyby taka propozycja wyszła ze strony Szwajcara, Francuza czy Polki, pewnie uciekłabym z krzykiem. Dla Sahrawi jest to jednak zupełnie normalne. Alia, niezwykła nastolatka z obozu dla uchodźców Spotykamy się u mnie w domu. Nie mogę się doczekać, by usłyszeć jej historię, a równocześnie dziwnie jest pytać. Mam wrażenie, że naruszam jakąś przestrzeń intymności, cały czas staram się być ostrożna. Nie chcę, żeby Alia poczuła się niezręcznie, nie chcę sprowadzić jej do roli uchodźczyni, bo wiem, że jest kimś znacznie więcej. Błyskotliwą nastolatką zafascynowaną astronomią. Śliczną dziewczyną o egzotycznej urodzie. Pasjonatką nauki, która włada siedmioma językami. Jest też dziewczyną, która urodziła się i wychowała w obozie dla uchodźców pośrodku pustyni, który stanowi tło jej życia. Jestem jej ogromnie wdzięczna, że zdecydowała się opowiedzieć swoją niezwykłą historię i niezmiennie podziwiam siłę i wytrwałość, która od niej bije. Jeżeli interesuje Was historia narodu saharyjskiego i to, dlaczego Alia została uchodźczynią, koniecznie przeczytajcie: Przyjechałam do Maroka, wyjechałam z Sahary Zachodniej Szczęśliwe dzieciństwo na pustyni Z życia w obozie nie pamiętam wiele. Musisz jednak wiedzieć, że miałam szczęśliwe dzieciństwo. Ja nie znałam innej rzeczywistości, niż obóz dla uchodźców, nie wiedziałam, że istnieje coś więcej, dla mnie to był cały świat. Gdy byłam dzieckiem, bardzo się o mnie troszczono. Byłam jedyną dziewczynką w rodzinie i traktowano mnie jak księżniczkę. Na kilka miesięcy przed tym, gdy się urodziłam, zmarł mój dziadek, więc z jeszcze większą miłością cała rodzina skupiła się na mnie, na nowo narodzonym dziecku. Może właśnie dlatego byłam też najbliższa sercu mojej babci. Nikt nie mógł powiedzieć mi złego słowa, zawsze miałam wszystko to, czego chciałam. Dla mojej mamy edukacja była najważniejsza Moje pierwsze wspomnienie? Miałam wtedy 5 lat i mama zdecydowała, że rok wcześniej wyśle mnie do szkoły. Edukacja była dla niej bardzo ważna, zawsze chciała, żebym coś osiągnęła, żebym była kimś więcej. Sama uczyła się za granicą i nieustannie powtarzała, że do czegokolwiek można dojść jedynie poprzez zdobywanie wiedzy i doskonalenie umiejętności. Pierwszy dzień szkoły był równocześnie dniem ślubu mojej mamy. Nie pozwolili jej zaprowadzić mnie do szkoły, zamiast tego poszłam z ciocią. Byłam zła i było mi wstyd, bo chciałam iść sama, tak jak inne dzieci. To, że moja mama ponownie wychodziła za mąż, nie zrobiło na mnie żadnego wrażenia. W mojej kulturze to coś zupełnie naturalnego. Rozwody i powtórne małżeństwa nie są w żaden sposób stygmatyzowane, a dwa, że ja tak naprawdę byłam przywiązana do babci, to ona była całym moim życiem, bo mama pracowała za granicą i w tamtym momencie nie mogła zabrać mnie do siebie, nie zniosłabym rozłąki z babcią. Tylko na odległość mogła dbać o to, żebym miała wszystko, czego potrzebuję. Ta sytuacja była trudniejsza dla mamy niż dla mnie. Moja mama jest inżynierem, to dzięki niej jako pierwsi w obozach mieliśmy dostęp do telewizji. Wszyscy z sąsiedztwa gromadzili się, aby oglądać różne programy. Zazwyczaj arabskojęzyczne kanały, chociaż moja mama oglądała także po angielsku, bo znała ten język. Po ślubie wyjechała z mężem do Hiszpanii, a ja zostałam z babcią. Piasek, piasek i jeszcze raz piasek W obozach nie ma nic poza piaskiem. Nie daje to wielu opcji na zabawę, ale wtedy tego nie wiedziałam. Zawsze znajdowaliśmy sobie jakąś rozrywkę. Moją ulubioną zabawą było skakanie na skakance, uwielbiałam to i byłam znana w całej okolicy z tego, jak dobrze mi to wychodziło. Nasze skakanki nie przypominały jednak w niczym tych, które można zobaczyć w Europie. Robiliśmy je z tego, co znaleźliśmy, jakiegoś kawałka sznurka, zależy co było dostępne. Uwielbiałam też grać w gumę. Zdarzało się, że przeszukiwaliśmy rzeczy mamy, albo jakiejś cioci i gdy znaleźliśmy gumkę, wiązaliśmy ją, jedna dziewczynka stawała po jednej stronie, druga po drugiej, a trzecia skakała na gumie. Nie mieliśmy zbyt wielu zabawek. Sama miałam jedną czy dwie. Najczęściej dostawaliśmy je od jakichś obcokrajowców odwiedzających obozy. Czasami dawali je każdemu dziecku w okolicy, a jeżeli nie wystarczało, to, żeby było sprawiedliwie, trafiały do specjalnie wyznaczonego miejsca, do którego mają dostęp wszyscy, ale otwierane jest tak może raz, czy dwa razy na tydzień. Nie byliśmy przyzwyczajeni do tego, by bawić się zabawkami. Piasek był tłem naszego dzieciństwa. Bawiłyśmy się w dom, wytyczałyśmy jego mury w piasku, udawałyśmy, że w jednym miejscu jest salon, w innym kuchnia, gotowałyśmy potrawy z piasku. Udawałyśmy, że to nasz dom, że jesteśmy dorosłe i wszystkim się zajmujemy. Nie mieliśmy wiele, ale wiedzieliśmy, jak zapewnić sobie radość. To jest bardzo ciekawe, ale w obozie miałam taki naturalny alarm biologiczny, że budziłam się o 6 rano. Niesamowite, bo teraz serio nie wiem, ile razy muszę nastawiać alarm, żeby wstać z łóżka. Modliłam się, ubierałam, piłam trochę mleka lub saharyjskiej herbaty, szłam do szkoły, po kilku lekcjach wracałam do domu, żeby coś zjeść, a po przerwie znowu szłam do szkoły. Po powrocie z popołudniowych zajęć większość dziewczynek pomagała mamom i ciociom w domu, a po tym szłyśmy się bawić. Wieczorem odrabiałam zadanie, oglądałam telewizję. Lato w obozie jest najgorsze Latem w okolicy Tindouf panują potwornie wysokie temperatury, sięgają niemal 60 stopni, a my mieszkamy w domach z suszonych na słońcu cegieł i w namiotach. Tego lata miało być jednak inaczej. Co roku wszystkie dzieci w wieku 6-12 lat leciały na całe wakacje, na dwa miesiące do Hiszpanii. Spędzały ten czas u hiszpańskiej rodziny, która traktowała je jak swoje, płaciła za bilety i zapewniała wyżywienie, dach nad głową. Mimo że miałam zaledwie 5 lat, również miałam do nich dołączyć, a wszystko dlatego, że wcześniej poszłam do szkoły. Samoloty z Tindouf odlatywały do różnych miast w Hiszpanii, co kilka dni, specjalnie wyczarterowane na
Jak radzę sobie ze strachem przed lataniem?

Jak poradzić sobie ze strachem przed lataniem, to pytanie, które zadawałam sobie od dawna. Zawsze zazdrościłam tym, którzy od dziecka zaznajomieni byli z tą formą transportu, bo strach przed nieznanym tylko pogłębiał moje obawy. Pierwszy raz leciałam samolotem, gdy miałam 25 lat. Wcześniej okazji było niewiele, a przy tym strach był tak ogromny, że konsekwentnie migałam się od wszelkich wyjazdów, szukając coraz to nowych wymówek dla rezygnowania z podróży służbowych. Robiło mi się słabo na samą myśl, że mam wsiąść do ważącej kilkaset ton maszyny, która odrywa się od ziemi i liczyć na to, że nie spadnie. Przeczytaj także: 20 trików, jak radzić sobie ze strachem przed lataniem Dziś nadal boję się latać. Ten strach cały czas ze mną jest, choć jego siła się zmienia. Nauczyłam się jednak radzić sobie ze strachem przed lataniem do tego stopnia, że odbyłam kilkaset lotów. Część z nich zupełnie bezstresowo. Jak to robię i jaką drogę przeszłam od “boję się latać” po “nadal się boję, ale lecę”? Uświadomiłam sobie, że to ja sama siebie ograniczam Strach kontrolował moje życie. Nie pozwalał mi normalnie funkcjonować ani spełniać marzeń. Z zazdrością słuchałam opowieści znajomych o egzotycznych wakacjach i weekendowych wypadach za granicę. Czasami było mi wstyd się przyznać, że nie jestem tak zaznajomiona z lataniem, że się boję. Wiedziałam, że muszę jakoś sobie poradzić. Najlepiej sama, bo nie potrafiłam zwrócić się o pomoc, ani nie wiedziałam gdzie jej szukać. Artykuły w internecie pisane były tak ogólnie, naszpikowane pustymi sloganami, że nic mi to nie dawało. Wzięłam sprawy w swoje ręce i postanowiłam zmierzyć się z moim strachem. Znalazłam marzenie, które było silniejsze, niż strach Jak to się stało, że po raz pierwszy wsiadłam do samolotu? Wiedziałam, że nie będę mogła w nieskończoność migać się od podróży służbowych. Równocześnie miałam to ogromne marzenie, żeby zobaczyć Zjednoczone Emiraty Arabskie. Żyłam tą myślą. Gdy tylko pojawiła się okazja wyjazdu, nie zastanawiałam się w ogóle, to był impuls, który był mocniejszy od wszelkich obaw. W pierwszą podróż wybrałam się sama, na swoich zasadach, stawiając marzenia ponad ograniczeniami, które sama sobie nałożyłam. Stanęłam oko w oko z moim największym strachem. Bałam się jak diabli. Pierwszy lot w życiu, równocześnie pierwszy samotny lot. Emocje były tak ogromne, że w pewnym momencie działałam automatycznie, lekko otępiała. Było fantastycznie. Nerwowo, ale lot był tylko środkiem, który umożliwiał mi odwiedzenie miejsca, o którym śniłam od dawna. Wszystko przebiegło spokojnie, podczas całych pięciu godzin w powietrzu ani razy nie doświadczyliśmy turbulencji. Siedziałam, podziwiałam widoki, oglądałam filmy i tylko myślałam o tym, że jeżeli coś ma się stać, to błagam, w podróży powrotnej, bo ja na serio chcę zobaczyć Dubaj! Zidentyfikowałam, czego tak naprawdę się boje Nie da się walczyć ze strachem, nie znając jego podłoża. Mój strach jest irracjonalny i bierze się z poczucia braku kontroli. Nie ja prowadzę, jestem zdana na umiejętności innej osoby. Na samą myśl ogarnia mnie panika. Zaczynam się denerwować, gdy samolot skręca, gdy jest mgła, gdy długo lecimy w chmurach. Nie wiem wtedy, co się dzieje. Tak, jadąc autobusem, czy pociągiem również nie mam na nic wpływu. Wszystko rozgrywa się jednak na ziemi, w terenie, w którym łatwo jest mi się zorientować, gdzie wiem, jakie sytuacje mogą być potencjalnie niebezpieczne. Poczucie kontroli to coś znacznie więcej niż możliwość złapania za stery. To świadomość tego, co się dzieje. Jeden z moich najgorszych lotów był tym, podczas których, mimo ogromnego strachu, byłam najspokojniejsza. Wystartowaliśmy z Monachium i lecieliśmy nisko nad Alpami – tak nisko, że wyraźnie widziałam kolory kwiatów na wzniesieniach. Wpadliśmy w koszmarne turbulencje. Pilot przez cały czas ich trwania do nas mówił, spokojnym tonem tłumaczył, co się dzieje, obrazowo przedstawiał sytuację, wyjaśniając, że powietrze jest jak strumień, a my teraz lecimy pod prąd, że chwilowo nie możemy się wznieść wyżej, ale za kilka minut będzie po wszystkim. Świadomość, że pilot jest tak bardzo spokojny, że wytłumaczył nam, jak wygląda sytuacja, była wyjątkowo pomocna. Wszyscy dookoła byli bardzo spokojni. Ogromny plus dla Lufthansy. Włączam logiczne myślenie Myśląc zdroworozsądkowo, samoloty są najbezpieczniejszym środkiem transportu. Uświadomienie sobie tego jest ważne. Mam prawo się bać, ale należy odróżnić strach od realnego niebezpieczeństwa. Samolot nie wzbija się w powietrze, ot tak. Zrozumienie praw fizyki, które sprawiają, że samolot się wznosi, utrzymuje w powietrzu i ląduje, okazały się bardzo pomocne. Jest tyle procesów związanych z lotem, których nie rozumiemy, ale musimy wiedzieć, że nad ich prawidłowym przebiegiem czuwa sztab ludzi. Stan techniczny samolotu jest sprawdzany, analizowane są mapy pogodowe tak, aby wybrać trasę, na której można uniknąć jak największej liczby turbulencji. Jest mnóstwo kwestii, z których często nie zdajemy sobie sprawy, a które są wnikliwie monitorowane – wszystko dla naszego bezpieczeństwa. Mnie samej bardzo pomogło oglądanie vlogów na YouTube, gdzie piloci tłumaczą zagadnienia związane z lotnictwem. Świadomość, że mają tak ogromną wiedzę, że są tak świetnie przygotowani na wszelkie ewentualności, działa na mnie kojąco. Czytam statystyki Irracjonalny strach trudno pokonać, ale można go zdusić. Liczby i fakty są do tego idealne. Samo puste stwierdzenie, że samolot jest najbezpieczniejszym środkiem transportu, zupełnie mnie nie przekonuje. Jednak fakt, że przeciętnie w każdej chwili w powietrzu znajduje się ponad 9 000 samolotów, a w nich ponad 1 200 000 osób i wszystkie lądują bezpiecznie, dodaje pewności siebie. W każdej chwili można podejrzeć mapę z samolotami lecącymi w danej chwili, np. na stronie FlightAware. Każdy z samolotów z powyższego zrzutu ekranu bezpiecznie wylądował. Zależnie od źródeł, prawdopodobieństwo katastrofy lotniczej wynosi między 1:5,4 mln, a 1:11 mln. Oznacza to, że bardziej prawdopodobne jest, że zostaniemy porażeni piorunem, czy utoniemy, biorąc kąpiel. Dla niektórych pomocna może okazać się aplikacja, która kalkuluje prawdopodobieństwo katastrofy podczas naszego lotu. Am I Going Down? Pokazuje także, ile razy musielibyśmy lecieć na danej tasie, żeby wydarzyło się coś złego. Przy prawdopodobieństwie 1:3 646 151 szanse na wypadek pojawiają się, dopiero po codziennych lotach przez 9 989 lat. Nie latam liniami lotniczymi, które nie są uznawane za dostatecznie bezpieczne Umówmy się – jeżeli z powodów bezpieczeństwa jakieś linie lotnicze nie są dopuszczone do latania na terenie Unii Europejskiej, to nigdzie nie powinniśmy nimi latać. Pełną listę znajdziecie pod
20 trików, jak radzić sobie ze strachem przed lataniem

Przez 25 lat mojego życia odczuwałam niemal paniczny strach przed lataniem. Robiło mi się gorąco na samą myśl o tym, że mogłabym być na pokładzie maszyny wzbijającej się w powietrze. Bujna wyobraźnia sprawiała, że bałam się coraz bardziej. W pewnym momencie powiedziałam jednak “dość!” i stanęłam oko w oko ze strachem przed lataniem – moim największym wrogiem, który nie pozwalał mi realizować marzeń. Strach przed lataniem to nie fanaberia Jesteśmy zwierzętami lądowymi i mamy prawo się bać przebywania w środowisku, które nie jest dla nas naturalne. Męczą mnie stwierdzenia “nie bój się, samolot to najbezpieczniejszy środek transportu”. Wiem. Nadal boję cię latać. Nauczyłam się jednak, jak ujarzmić ten strach na tyle, by nie determinował mojego życia, a w lepszych momentach wręcz przestawał istnieć. Przeczytaj także: Jak radzę sobie ze strachem przed lataniem? Tym razem chciałabym podzielić się z Wami praktycznymi poradami, które pomagają mi zapanować nad strachem przed lataniem. Wiele z nich może być oczywista, jednak odpowiednia organizacja pozwala oszczędzić sobie dodatkowego stresu w sytuacji, która dostarcza nam dostatecznie dużo emocji. 20 trików które pomagają mi opanować strach przed lataniem. 1. Dokonaj odprawy online i wybierz siedzenie w miejscu, które zapewni Ci najwięcej komfortu. 2. Wyśpij się przed lotem, zjedz coś lekkiego, napij się wody lub soku. 3. Nie pij alkoholu. Może i pomaga, ale w dużych ilościach, a te niemal gwarantują odmowę wpuszczenia na pokład. 4 .Wybierz wygodne ubrania, zabierz ze sobą coś ciepłego. W samolotach bywa chłodno i jest to szczególnie odczuwalne podczas dłuższych lotów. Zwróć także uwagę na obuwie, które wybierasz – klapki czy sandały nie są najlepszym rozwiązaniem. Trzęsienie się z zimna tylko potęguje nieprzyjemne wrażenia. 5. Spakuj drobiazgi, które zapewnią Ci komfort w czasie lotu. Dla mnie są to krople do oczu, woda termalna, chusteczki nawilżane. 6. Przyjedź na lotnisko odpowiednio wcześnie, żeby dodatkowo nie denerwować się małą ilością czasu. 7. Zatrzymaj się na chwilę, żeby poobserwować startujące i lądujące samoloty. Tyle z nich właśnie wzbiło się w powietrze, tyle bezproblemowo wylądowało. Wdech – wydech, będzie ok. 8. Nie myśl o samym locie, a raczej o celu podróży. Lecisz na wakacje? Zobaczyć się z rodziną? A może na ważne spotkanie, które będzie miało wpływ na Twoją karierę? Każdy powód jest ekscytujący – skup się na tym uczuciu! 9. Podczas boardingu lub gdy już jesteś na swoim miejscu, powiedz o swoich obawach stewardessie. 10. Słuchaj instrukcji personelu pokładowego. 11. Jeżeli czujesz, że z wrażenia robi Ci się gorąco, włącz nawiew powietrza, który znajduje się nad Twoim siedzeniem – regulujesz pokrętłem. 12. Raz jeszcze – skup się na celu podróży. Pamiętaj, że każda czynność wykonywana przez personel pokładowy jest dobrym znakiem. Start, wzbijanie się ponad poziom chmur, gasnąca kontrolka zapiętych pasów – każdy kolejny etap sprawia, że jesteś bliżej celu. 13. Uspokój swój oddech. To pozornie błahostka, ale bardzo pomaga. 14. Postaraj się rozproszyć swoją uwagę – świetnie sprawdza się słuchanie muzyki, audiobooka, czy czytanie książki. 15. Szczególnie w przypadku dłuższego lotu, zabierz ze sobą opaskę na oczy. Odcięcie się od otoczenia pomoże Ci się zrelaksować. 16. Jeżeli doświadczasz nieprzyjemnych doznań związanych ze zmianami ciśnienia, żuj gumę w czasie startu i lądowania – pomaga na zatkane uszy. 17. Zadbaj o odpowiednie nawodnienie, pij niewielkie ilości wody przez cały lot. 18. Pozostaw zapięte pasy przez cały czas trwania lotu. 19. Jeżeli kiepsko się poczujesz, pamiętaj, że stewardessa jest na pokładzie także po to, żeby Ci pomóc – nad siedzeniem masz przycisk, który umożliwia wezwanie kogoś z personelu pokładowego. 20. Pamiętaj, że nad bezpieczeństwem lotu czuwa cały sztab specjalistów. Każdy z nich zadba o to, żeby wszystko było dobrze. Strach przed lataniem nie musi być obezwładniający Jeżeli czytasz ten tekst, zapewne masz motywację, by zmienić swoje nastawienie, chcesz ujarzmić swój strach na tyle, by móc realizować swoje marzenia i zwyczajnie funkcjonować. To jest możliwe. Od momentu, gdy po raz pierwszy wsiadłam na pokład samolotu, odbyłam ponad 100 lotów. Podczas części z nich czułam się w pełni komfortowo, podczas niektórych dłonie pociły mi się z nerwów i brakowało mi tchu. Nauczyłam się jednak, w jaki sposób radzić sobie z emocjami na tyle, żebym to ja miała kontrolę nad strachem, a nie strach nade mną. Więcej na ten temat napisałam w tekście “Jak radzę sobie ze strachem przed lataniem?”.
Wywiad z Arabem. Wy pytacie, mój mąż odpowiada.

Początkowo ten wpis nazywał się 88 pytań do Araba. Wy pytacie, mój odpowiada. Pomysł na zadawanie pytań mężczyźnie wychowanemu w arabskim kręgu kulturowym, muzułmaninowi, ale też człowiekowi, któremu nie jest obcy świat zachodni, tak Wam się spodobał, że prosiliście o jeszcze. Tym samym poniżej znajduje się zbiór pytań zadanych w kilku turach i odpowiedzi, których udzielił mój mąż. Na skróty – kliknij, żeby przejść do części, która Cię interesujeDruga seria pytań – 16 lutego 2020Trzecia seria pytań – 2 lutego 2021 Przez jakiś czas bardzo zaniedbałam na blogu tematy związkowe. Raz, że zaczęłam się jeszcze bardziej troszczyć o swoją prywatność, a dwa, że mój związek może być egzotyczny z zewnątrz. Dla mnie, po tych kilku latach, jest zupełnie zwyczajny i brakowało mi pomysłów na nowe tematy. W takiej sytuacji niezawodnym rozwiązaniem okazuje się zwrócenie do fantastycznej społeczności zgromadzonej wokół bloga Polka na pustyni. Poniżej znajdziecie odpowiedzi na pytania, które zadaliście mojemu mężowi za pośrednictwem formularza na Instagramie. To było dla nas fantastyczne doświadczenie! Mieliśmy okazję dowiedzieć się, co Was ciekawi, a także na nowo porozmawiać na wiele tematów. Usłyszałam przy tym tak wiele wspaniałych słów od mojego męża, że moje serce nieustannie topniało. Mam nadzieję, że czytając ten wywiad, będziecie mieli taką samą frajdę, jak my, gdy go przygotowywaliśmy. Czy odpowiadasz na pytanie, skąd jesteś?Ja odpowiadam, ale moja żona nie 😉 Jej blog, jej zasady. Czy utożsamiasz się z konkretnym narodem?Nieszczególnie. Czuję, jakbym przynależał do wszystkich narodów i równocześnie do żadnego. Chyba przez to, że mieszkałem w różnych krajach, mam specyficzną osobowość, która sprawia, że jest mi się łatwo dopasować, a równocześnie nie jestem w stanie zrobić tego w pełni. Pochodzisz z wielodzietnej rodziny?Tak, mam 2 siostry i 3 braci. Czy w Twojej rodzinie są aranżowane małżeństwa?Tak, ale wśród starszego pokolenia. Czy wiara jest dla Ciebie na pierwszym miejscu?Tak – to podstawa mojego życia. Religia pomaga mi osiągnąć balans w życiu, szczególnie zrównoważyć kwestie duchowe i materialne. Czy miałeś kiedyś kryzys wiary? Zastanawiałeś się, czy islam to właściwa droga?Miałem wiele kryzysów w swoim życiu, ale nigdy nie miałem wątpliwości odnośnie do islamu. Nie ze względu na moje wychowanie, ale na moją wiarę i osobiste przekonania. Co sądzisz o kobietach, które są niewierzące?To ich wybór, a ja to szanuję. Czy uważasz, że feminizm w Europie jest potrzebny?Tak, tak samo, jak w każdym innym miejscu, po prostu wszędzie ma on nieco inny kontekst i jest na innym etapie. Niektórzy uważają, że w Europie kobiety mają wystarczająco dużo praw, jednak często są to tylko pozory. Feminizm nie jest dla mnie niczym innym niż walką o prawa człowieka, a te stanowią podstawę prawidłowego funkcjonowania każdego społeczeństwa. Czy był Pan kiedykolwiek w kościele? Tak po prostu, z ciekawości?Tak, w Egipcie. Ile języków zna Twój mąż i jakie są jego ulubione metody do ich nauki?Mówię po angielsku i arabsku – znam Fusha i wszystkie inne dialekty arabskiego, poza Hassānīya, którym posługuję się jedynie w stopniu komunikatywnym. Mówię także trochę po francusku i hiszpańsku. Nie mam ulubionych sposobów nauki. Angielskiego i arabskiego uczyłem się od dziecka, mieszkałem w różnych krajach i poznawałem ludzi z różnych regionów, ucząc się przy tym ich dialektów. Gdy uczę się nowego języka teraz, po prostu chodzę na kurs, który daje podstawy. Chyba nie ma tutaj złotej recepty. Najważniejsze są ciężka praca i osłuchanie się z językiem poprzez oglądanie filmów, wiadomości, próby komunikacji. Ważne jest także, żeby nie zaniedbywać umiejętności pisania w danym języku i gramatyki. W jakim języku rozmawiacie z żoną?Po angielsku W ilu krajach do tej pory mieszkałeś?W 14 Czy ciągłe przeprowadzki nie są dla Ciebie męczące?Są, ale to część naszego życia. Który kraj najbardziej przypadł Ci do gustu?Na dłuższą metę Egipt, na krótko Stany Zjednoczone. Jaki kraj, z tych które zwiedził, najbardziej mu się spodobał, a który najmniej i dlaczego tak? Najbardziej – Stany Zjednoczone, ze względu na ich różnorodność, to jak wiele krajów w jednym. Najmniej – Tunezja, ludzie nie są tam zbyt przyjaźni, porównując do innych krajów, które miałem okazję odwiedzić. W którym z krajów, w których mieszkaliście razem do tej pory, chciałbyś zamieszkać na stałe?Szwajcaria lub Hiszpania, a konkretnie Wyspy Kanaryjskie. Czy również Sahara Zachodnia jest bliska Twojemu sercu?Nie, nie jest. Myślę, że ze względu na to, że widziałem w życiu mnóstwo biedy i cierpienia nie oddziałuje to na mnie tak, jak na Lenę. Co sądzi Pan o europejskim stylu życia?Wszystko ma wady i zalety. Czasami wydaje mi się nieco pozbawiony życia i powierzchowny, porównując do tego, do czego przywykłem w krajach arabskich – chodzi tu przede wszystkim o kontakty międzyludzkie. Każdy kraj ma też własną specyfikę, więc nie ma chyba czegoś takiego jak jednorodny europejski styl życia. Równocześnie możesz wybrać z niego to, co Ci odpowiada i pominąć całą resztę. Gdzie Twojemu mężowi lepiej się mieszka, w Europie, czy w krajach muzułmańskich?Trudne pytanie. W każdym miejscu coś dostaniesz, ale w zamian trzeba poświęcić coś innego. W Europie jest bardziej stabilnie, ale rzeczywistość wydaje się nieco pozbawiona życia. W innym miejscu życie jest barwne i intensywne, ale widzisz tyle cierpienia, że odbiera ci ono radość. W tym momencie mojego życia nie potrafię zdecydować. Myślę, że jeżeli zostanę dłużej w Europie, z czasem będzie mi łatwiej się wypowiedzieć. Czy jest duża różnica między klimatem na Bliskim Wschodzie a Europą?Tak, w Europie jest znacznie zimniej. Jednak klimat Afryki Północnej również jest zróżnicowany, to też nie jest tak, że zawsze mamy ciepło. W Tunezji, przez kilka zimowych miesięcy ogrzewanie musiało być włączone nieustannie, bo temperatury spadały do 5 stopni. Osobiście najbardziej odpowiadała mi Sahara Zachodnia. Dlaczego media w Europie przedstawiają islam w bardzo złym świetle? Jakie mają korzyści?Patrząc na historię, można zauważyć, że przed islamem w mediach największym wrogiem był komunizm. Może w przyszłości będzie to coś innego niż islam. Żeby kontrolować masy, musisz mieć wroga, musisz sprawić, że ludzie będą żyli w strachu i łatwo będzie nimi manipulować. Poprzez łączenie islamu z terroryzmem, jest to wyjątkowo łatwe. Korzyść jest bardzo prosta. Wystarczy popatrzeć na ilość broni sprzedawaną przez prywatne firmy i związek pomiędzy politykami, mediami i lobbystami, a staje się oczywiste, dlaczego muszą mieć wroga. Co więcej, media
Hummus idealny – kremowy, z tradycyjnego przepisu

Szukasz przepisu na hummus idealny? Poniżej podzielę się z Tobą moim – tym odkrywanym podczas podróży i mieszkania w krajach arabskich. Tym przepisem na hummus, który przygotowywałam wielokrotnie, aż w końcu mój mąż, rodowity Arab, stwierdził, że smakuje jak w domu. Na początku nie lubiłam hummusu. Wydawał mi się mdły i pozbawiony wyrazu. Okazało się, że to wszystko dlatego, że niełatwo znaleźć restaurację, w której można dostać naprawdę dobry hummus. Nijaka, bezsmakowa pasta, której nie chciałam spróbować już nigdy więcej. Do czasu, aż przeprowadziłam się do Afryki i poczułam ten delikatny, ale wyrazisty zapach ciecierzycy, sezamu i kuminu. Dziś kuchnia arabska gości, zaraz obok polskiej, na stałe w moim domu. Zakochałam się we wszelakich pastach. Zarówno tej z ciecierzycy – stąd też pomysł na przepis na hummus, którym się z Wami dzielę, jak i w innych. Na blogu znajdziecie także przepis na baba ghanoush, czyli pastę z bakłażana, a także wyjątkową sudańską sałatkę Sulta alaswd, która przypomina raczej pastę. Wszystkie świetnie smakują z pieczywem, krakersami, a hummus jest idealnym dipem do warzyw. Poniżej dzielę się z Wami moim przepisem na hummus idealny. Jest łatwy w wykonaniu, a składniki nie kosztują wiele. Jestem pewna, że już więcej nie spojrzycie na sklepowe gotowce. Przepis na hummus – tipy Poniższe proporcje to te, które u mnie sprawdzają się najlepiej. Nie bój się jednak eksperymentować. Możesz spokojnie zmienić ilość ząbków czosnku, czy dodać więcej soku z cytryny Ciecierzyca na hummus musi być ugotowana. Oznacza to, że suchą należy namoczyć przez kilka godzin, a następnie ugotować. Ta z puszki lub słoika jest gotowa do blendowania. Nie wylewaj wody, w której gotowała się ciecierzyca. Sprawdza się ona znacznie lepiej niż zwykła woda, gdy trzeba dodać w trakcie blendowania, aby uzyskać kremową konsystencję. W niektórych przepisach na hummus pojawia się informacja o tym, by dodać łyżeczkę sody oczyszczonej podczas namaczania ciecierzycy. Z mojego doświadczenia wynika, że nie jest to niezbędne, a nadaje ciecierzycy nieprzyjemnego zapachu. Rodzaj i jakość tahiny mają znaczenie! W przypadku domowej pasty tahini wystarczą 1-2 łyżki. Te sklepowe są rozcieńczane olejem sezamowym i potrzeba ich znacznie więcej, by uzyskać podobny smak. Zdarzało mi się używać nawet w proporcjach 1:1 z ciecierzycą. Tahinę można kupić w kuchniach świata, sklepach arabskich, a online w arabskie.pl Owoce granatu sprawdzą się świetnie jako dekoracja i idealnie przełamią delikatny smak hummusu Możesz odłożyć odrobinę ciecierzycy po ugotowaniu (lub gotowej ze słoika) i udekorować nią hummus Hummus to po arabsku ciecierzyca! Mówimy więc hummus z burakami, a nie hummus z buraków – ciężko, żeby ciecierzyca była z buraków. Przepis na hummus – składniki 200 g suchej ciecierzycy lub 500 g w zalewie (słoik lub puszka) 100 g pasty sezamowej tahiny 3 ząbki czosnku 2 łyżki soku z cytryny 1 łyżeczka kuminu lub mieszanki siedmiu przypraw libańskich 1/2 łyżeczki soli 3 łyżki oliwy z oliwek, lub więcej, zależnie od preferencji odrobina papryki słodkiej lub ostrej do dekoracji Przepis na hummus – wykonanie Jeżeli korzystasz z suchej ciecierzycy Przesyp ciecierzycę do garnka i zalej zimną wodą. Upewnij się, że naczynie jest dostatecznie duże – ciecierzyca może zwiększyć swoją objętość nawet dwukrotnie. Odstaw na minimum 8 godzin, najlepiej na całą noc. Może spokojnie postać dłużej, jednak najlepiej w lodówce. Odlej wodę, w której moczyła się ciecierzyca i zalej ją świeżą Gotuj przez 1,5-2 godziny, aż zmięknie Odstaw do wystygnięcia (pozostaw ciecierzycę w wodzie, w której się gotowała) Przełóż ciecierzycę do naczynia, w którym będziesz blendować hummus Dodaj tahinę, czosnek, sok z cytryny, kumin i sól Zblenduj całość. W miarę blendowania stopniowo dodawaj wodę, w której gotowała się ciecierzyca, by nadać hummusowi kremowej konsystencji Jeśli korzystasz z ciecierzycy w słoiku lub puszce To mój ulubiony sposób – szybki, a różnica w smaku nie jest na tyle znacząca, by warto było sobie zawracać głowę namaczaniem i gotowaniem. Ciecierzyca w zalewie jest już ugotowana, nie ma potrzeby nic dodatkowo z nią robić. Przełóż całą zawartość słoika (wraz z zalewą) do naczynia, w którym będziesz blendować hummus Dodaj tahinę, czosnek, sok z cytryny, kumin i sól Zblenduj całość. Ze względu na zalewę, konsystencja powinna być idealna. Jeśli okaże się zbyt gęsta, można dodać kilka łyżek zimnej wody Jak podajemy hummus? Przekładamy do jednej większej lub kilku mniejszych miseczek, żeby każda osoba miała swoją. Posypujemy papryką i polewamy oliwą z oliwek Podajemy z bagietką lub chlebkiem pita Świetnie sprawdza się jako dip do warzyw
Jogurtowy sos z pasty tahini

Jogurtowy sos z tahini to wariacja na temat tradycyjnego sosu na bazie pasty sezamowej. Dodatek jogurtu naturalnego łagodzi intensywny aromat prażonego sezamu i nadaje delikatnej, kremowej konsystencji. Pastę tahini, stanowiącą jego bazę, można kupić w sklepach z arabską żywnością lub wykonać samodzielnie – potrzebny jest tylko jeden składnik! Przepis na domową pastę sezamową znajdziesz tutaj. Niezastąpiony jako sos to dań rybnych, świetnie sprawdza się jako dodatek do mięsa, sałatek i dip do warzyw. Falafel podany z jogurtowym sosem z tahini nabiera wyjątkowego smaku. Składniki 4 łyżki pasty tahini 200 g jogurtu naturalnego 2 ząbki czosnku przeciśniętego przez praskę 3 łyżki świeżo wyciśniętego soku z cytryny 1/2 łyżeczki kuminu 1/4 łyżeczki ostrej papryki szczypta soli odrobina natki pietruszki (najlepiej świeżej, chociaż zdarza mi się używać suszonej) Wykonanie Łączymy wszystkie składniki i cieszymy się kremowym smakiem jogurtowego sosu z tahini Jakkolwiek nie lubię sobie dodawać więcej pracy, w tym brudzić większej liczby naczyń/urządzeń, to jednak najczęściej przygotowuję sos z tahini przy użyciu blendera ręcznego – czosnek i pietruszka idealnie łączą się z całością.