Mogę wierzyć i dać żyć innym, czyli kilka słów o aborcji i religii

Pamiętam taką scenę – byłam na Wyspach Kanaryjskich i poszłam do restauracji zlokalizowanej bezpośrednio przy plaży. Uwielbiam takie miejsca, gdzie mogę rozkoszować się szumem oceanu. Miałam na sobie obszerną, długą, czarną abaję i hidżab, a nieopodal mojego stolika jakaś kobieta opalała się topless. Czy podobało mi się to, co robiła? Nie. Czy miałam ochotę oglądać jej nagi biust? Nie. Czy jej się podobała moja czarna abaja? Strzelam, że też nie. Czy w jakikolwiek sposób negatywnie ją oceniałam? Też nie. Moje prawa kończą się tam, gdzie zaczynają się Twoje Nie patrzyłam na tę kobietę z pogardą czy nienawiścią. Ona zwyczajnie miała prawo robić to, na co ma ochotę i w żaden sposób mnie to nie dotyczyło. To nie znaczy, że muszę temu przyklasnąć. To znaczy, że powinnam to zwyczajnie akceptować. Przeniosłam wzrok w inne miejsce i po problemie. Trywialna historyjka dotycząca takiej błahostki jak strój? Być może taką ona jest dla części osób. Dla mnie ma jednak wymiar symboliczny, pokazujący, że koegzystencja możliwa jest na każdym poziomie. Bo moje przekonania są tylko moje, a Twoje tylko Twoje. Możemy nimi żyć i równocześnie nie narzucać ich innym ludziom. Bo w mojej religii…. W mojej religii aborcja jest bezwzględnie dozwolona, gdy zagrożone jest życie lub zdrowie matki. W przypadku ciężkich wad płodu aborcja jest dozwolona w ciągu pierwszych 120 dni. Ciążę można także przerwać w ciągu 40 dni, jeżeli miałoby to zapobiec krzywdzie lub służyć uzasadnionemu celowi. Ostatnia kwestia jest dość mglista i różnie interpretowana, ale nie szczegóły są tutaj istotne. Jedno jest pewne – w islamie aborcja na życzenie nie jest dozwolona. Czy zasady mojej religii mają dla Ciebie inne znaczenie, niż zwyczajnie służą jako ciekawostka? Zaryzykuję stwierdzenie, że nie. Bo moja religia jest tylko moja i regulacje, które w niej obowiązują, dotyczą tylko mnie, bo takiego właśnie dokonałam wyboru. Co więcej, to czy i w jakim zakresie stosuję się do tych zasad, zależy tylko i wyłącznie ode mnie. Trudno, żebym w takiej sytuacji oczekiwała, że ktoś inny będzie podążał za wytycznymi, które wynikają z religii, którą ja wyznaję. Jeżeli jesteś osobą religijną… Jeżeli jesteś osobą religijną i wierzysz w Boga, zapewne wiesz, że to Bóg będzie nas osądzał. Że my nie mamy prawa oceniać wyborów innych osób, szczególnie że nie mamy możliwości poznać ich kontekstu. Każde z nas jest zobowiązane do przestrzegania zasad religijnych i będziemy odpowiadać za swoje czyny – nie za cudze. Jeżeli jesteś osobą religijną, zapewne wiesz, czym jest miłość do bliźniego. To także tolerancja, wyrozumiałość i akceptacja. To brak przemocy, także słownej. To szacunek do tego, że ktoś może podążać inną drogą, nawet jeżeli uznajesz ją za niewłaściwą. Poprowadźmy rozmowę w inny sposób Rozumiem przekonanie o świętości życia. Rozumiem osoby, które nigdy nie zdecydowałyby się na aborcję. Chęć donoszenia ciąży w przypadku zagrożenia własnego życia lub zdrowia albo w obliczu ciężkiej wady płodu jest decyzją, do której każdy ma prawo. Chciałabym, aby osoba, która taką decyzję podejmuje, otrzymała niezbędne wsparcie medyczne, psychologiczne i materialne. Chciałabym, żeby oszczędzono jej walki o przetrwanie i umożliwiono skupienie się na dziecku. Czy to jest bohaterstwo? Nie wiem. Wiem, że jest to decyzja, do której prawo ma każda osoba w ciąży. Chciałabym też, żeby każda osoba, która wie, że ciąża z jakiegokolwiek powodu ją przerasta, miała możliwość ją przerwać. Nie wierzę w wartościowanie powodów aborcji – nie ma lepszych i gorszych. Czy fakt, że tak uważam, w jakikolwiek sposób wpływa na Twoją religijność? Na to, w jaki sposób praktykujesz religię? Zastanów się, czy masz prawo Wierzę, że są osoby, które cudza decyzja o aborcji może boleć. Czy jednak rozwiązaniem jest zmuszenie kogokolwiek do ciąży? Do porodu? Do stawania w obliczu niechcianej decyzji o tym, czy zatrzymać dziecko, czy oddać je do adopcji? Czy mamy prawo zmuszać jakąkolwiek kobietę do cierpienia spowodowanego oddaniem dziecka, do którego zapewne w jakiś sposób zdążyła się przywiązać? Czy uważasz, że to w porządku, by skazywać inną osobę na ciągłe poświęcenia wynikające z posiadania dziecka, którego wcale nie chciała? W końcu – czy jesteś sobie w stanie wyobrazić ból dziecka, które nie dostaje dostatecznie dużo miłości i jest w stanie wyczuć, że nie było chciane? Zacznijmy gdzieś indziej Nie popieram aborcji. Popieram prawo wyboru. Popieram kobiety, które walczą o lepszy byt dla siebie i swoich chorych dzieci. Dlaczego, gdy w kontekście religii rozmawiamy o ochronie życia, nie mówimy zbyt wiele o godności i życiu tych, którzy już na tym świecie są? Chciałabym, żebyśmy wszyscy zadbali o kobiety, które decydują się urodzić chore dzieci. Które decydują się urodzić, mimo że ciąża nie była planowana. Ciąża i macierzyństwo nie powinny być karą za seks. Bez względu na to, jakie mamy poglądy, powinnyśmy mieć prawo komfortowego wyboru. Wyboru pozbawionego osądzania i strachu przed tym, czy uda się związać koniec z końcem. Moja religia, moje prawo do aborcji Żyję w kraju, w którym mam prawo do aborcji na życzenie do 12 tygodnia ciąży, a trwają prace nad wydłużeniem tego okresu o kolejne 2 tygodnie. Moja religia takiego prawa nie przewiduje. Nie wiem, co bym zrobiła, gdybym zaszła w nieplanowaną ciążę, być może podążyłabym za tym, co nakazuje moja wiara. Wiem jednak, że każda kobieta może tutaj podjąć decyzję zgodną z jej przekonaniami – tak wynikającymi z religii, jak i wszystkimi innymi. Religia powinna być tam, gdzie jej miejsce – w kościołach, synagogach, meczetach i w innych świątyniach. W naszych domach i w sercach. Nie zgadzam się na wypieranie religijności z ludzi, bo każdy i każda z nas powinna mieć prawo praktykować dokładnie tak, jak uważa za słuszne. Popieram za to wypieranie religii z polityki, bo prawo powinno być dla nas wszystkich, bez względu na wyznanie i przekonania.
Górskie wędrówki w Szwajcarii dla początkujących

Szwajcaria to raj dla miłośników chodzenia po górach. Każdy fan hikingu i trekkingu, bez względu na kondycję czy poziom zaawansowania, znajdzie coś dla siebie. Zarówno w sezonie letnim, jak i zimowym, można wybierać spośród setek górskich tras o różnym poziomie trudności. Będąc dość małym, ale świetnie zorganizowanym krajem, Szwajcaria daje wspaniałe możliwości na eksplorowanie gór bez konieczności brania urlopu. Ogromnym luksusem jest możliwość robienia jednodniowych wypadów w Alpy. Można złapać pociąg wczesnym rankiem, by jeszcze dobrze przed południem znaleźć się na górskim szlaku, a wieczorem komfortowo wrócić do domu. Bajka, prawda? Czego dowiesz się z tego tekstu? Czy chodzenie po górach w Szwajcarii jest dla każdego? Pogoda i aplikacje pogodowe Wybór szlaku Mapy szlaków górskich w Szwajcarii Komunikacja publiczna w Szwajcarii Co zapakować na jednodniowy wypad w góry? Oznaczenia szlaków Toalety Dostęp do wody pitnej Restauracje i schroniska Numery alarmowe Zasady na szlaku Chodzenie po górach jest wspaniałą aktywnością, ale żeby mieć z niej maksimum frajdy, warto odpowiednio się przygotować, zabrać ze sobą niezbędny ekwipunek i mieć podstawową wiedzę na temat tego, czego możemy spodziewać się na szlaku. Oczywiście opcją jest wszystkiego nauczyć się “w praniu”, ale czy nie lepiej wyjść na pierwszą wędrówkę już choć odrobinę przygotowanym? W poniższym tekście proponuję Wam skorzystanie z mojego doświadczenia. Dowiecie się, jak należy się przygotować do wędrówki po szwajcarskich górach, co należy spakować wybierając się w góry, a także na co zwrócić szczególną uwagę. Czy chodzenie po górach w Szwajcarii jest dla każdego? Tak! A dokładniej: chodzenie po górach jest dla każdego, kto ma świadomość swoich możliwości i darzy góry odpowiednim szacunkiem. Chodząc po górach nie śmiecimy, respektujemy regulaminy rezerwatów przyrody i nie ignorujemy zmian pogody. Ważne jest też, by znać swoje ograniczenia kondycyjne i poziom lęku wysokości. Bezpieczeństwo to kwestia podstawowa, więc pamiętajmy, by mierzyć siły na zamiary. W Szwajcarii są szlaki bardzo proste, płaskie, do których dojedzie się kolejką górską – te są idealne dla tych, którzy zaczynają swoją przygodę z chodzeniem po górach. Jednak i miłośnicy większych wyzwań znajdą coś dla siebie – mamy wszak do czynienia z Alpami! Ilość wymagających, czasami wręcz ekstremalnych tras alpinistycznych, idealnych dla doświadczonych zapaleńców, aż trudno zliczyć. Dziś chciałabym jednak zacząć od podstaw i razem z Wami przygotować się do hikingu w szwajcarskich Alpy. Chodzenie po górach w Szwajcarii – pogoda W Szwajcarii jest tak wiele malowniczych regionów, że czasem człowiek może czuć się zagubiony od tego dostatku! Jeżeli wiemy już, w jaki dzień chcemy wybrać się w góry, podstawą jest sprawdzenie pogody – zarówno rano i jak i w ciągu dnia, bo ta lubi się zmieniać. Przygotowując się do wyjścia w góry w Szwajcarii, polecam aplikację Meteo Schweiz. Można w niej sprawdzić nie tylko temperaturę, ale także szanse opadu, animacje pokazujące, jak opad będzie przesuwał się przez kraj. Pozwala to zaplanować wycieczkę w możliwie najbezpieczniejszy sposób. Jeżeli dodamy konkretne lokalizacje do listy ulubionych, aplikacja powiadomi nas również o wzmożonym niebezpieczeństwie pogodowym – ryzyku burzy, śnieżycy, lawin etc. Popularnym serwisem pomagającym w planowaniu wypadów w góry jest Meteocentrale. Dodatkowo można posiłkować się webkamerkami na szczytach, które znajdują się na stronach internetowych poszczególnych regionów. Chodzenie po górach w Szwajcarii – wybór szlaku Kiedy wiemy już, gdzie pogoda będzie najładniejsza, musimy wybrać trasę. A tych w Szwajcarii są setki! Długich, krótkich, łatwych, trudnych – każdy, bez problemu, znajdzie coś dla siebie. Podstawową aplikacją do chodzenia po szwajcarskich szlakach górskich jest Schweiz Mobil, która prezentuje mapę kraju i pokazuje wszystkie dostępne drogi wraz z naszą lokalizacją. Do tej pory stanowi podstawę mojego planowania trasy. W wersji desktopowej, jeśli opłacimy roczną subskrypcję w wysokości 35 CHF, możemy dodatkowo wytyczać na mapach własne trasy, a przewyższenia i estymowany czas przejścia automatycznie nam się wyliczy. Sprawdź także, jakie są najlepsze trasy dla początkujących w Szwajcarii Popularną stroną internetową i aplikacją do wyszukiwania tras jest Outdooractive – portal działający głównie w niemieckojęzycznej części Szwajcarii. To olbrzymia baza szlaków hikingowych i rekomendowanych wycieczek w wielu regionach kraju. Świetnie pokazuje profil trasy, czasy, poziom trudności i położenie na mapie. W łatwy sposób można przefiltrować np. trasy ‘easy’, wybrać te odpowiednie na dany miesiąc i sprawdzić, w której części kraju się znajdują, obejrzeć kilka zdjęć, nachylenie itp. No właśnie, a jak wygląda sytuacja z mapami tradycyjnymi? Mapy szlaków górskich w Szwajcarii W informacji turystycznej, na dworcach, przy gondolach jadących w góry – we wszystkich tych miejscach znajdziemy darmowe mapki regionu. Jeśli więc interesuje nas np. chodzenie po górach w regionie Heidiland i okolice Flumserbergu, mapkę regionu dostaniemy za darmo w punkcie informacji turystycznej na miejscu lub przy wyciągu gondoli. Mapy są zazwyczaj w dwóch wersjach – na sezon letni i sezon zimowy. W wersji zimowej znajdziemy również szlaki na rakiety śnieżne, narty biegowe i sanki. W internecie często znajdziemy także wersje digital map, co pomoże nam w planowaniu wyprawy. Poza aplikacjami i mapami, internet aż huczy od pomysłów i inspiracji, gdzie się wybrać. Dla mnie skarbnicą pomysłów jest nieoceniony instagram. View this post on Instagram A post shared by Visit Switzerland🇨🇭 (@visitswitzerland) on Aug 22, 2020 at 9:05am PDT View this post on Instagram A post shared by Switzerland – Schweiz – Suisse (@swiss.views) on Oct 4, 2020 at 10:33pm PDT Komunikacja publiczna w Szwajcarii Nie będę zaprzeczać, że wciąż najszybciej i często najłatwiej jest podróżować po Szwajcarii autem. Co jednak, jeśli wybieramy inne środki transportu? Szwajcaria jest wspaniale skomunikowana i na zdecydowaną większość tras górskich da się dojechać komunikacją publiczną. W tej kwestii bardzo polecam aplikację SBB. Wpisujemy skąd i dokąd chcemy jechać, a ta wskazuje najlepsze połączenia (wraz z ilością przesiadek i czasami). Umożliwia ona natychmiastowe kupienie biletu na to połączenie, a często także oferuje zniżki, które nie są dostępne na stacjach kolejowych. Musimy zdawać sobie sprawę, że nie wszędzie dojeżdża szybka kolej i czasem podróż potrafi zakładać wiele przesiadek. Zdarzają się trasy obejmujące 5 przesiadek (2 pociągi i 3 różne autobusy) i 4,5 godziny jazdy w jedną stronę! Mimo tego, że w teorii dojedziemy wszędzie, upewnijmy się, co nada się na wycieczkę jednodniową, a co już na dłuższy weekendowy wypad. Zwracajmy także uwagę na częstotliwość kursowania komunikacji miejskiej. W
Co zobaczyć w Genewie? Przewodnik po mieście

Gdy słyszę “Genewa”, myślę “dyplomacja”. Nie bez powodu – w końcu Genewa jest światową stolicą organizacji międzynarodowych. Swoje siedziby mają tutaj chociażby ONZ, Bank Światowy, WHO, czy IOM. Tym samym, zastanawiając się co zobaczyć w Genewie, bez trudu można dojść do wniosku, że siedziby tychże organizacji. Co takiego jeszcze ma nam do zaoferowania to Szwajcarskie miasto? Na skróty – co zobaczyć w Genewie? CERN Siedziba ONZ Fontanny i Złamane Krzesło przy Place des Nations Muzea Jet d’Eau, czyli nieoficjalny symbol Genewy Stare Miasto Katedra Świętego Piotra, punkt widokowy i wykopaliska archeologiczne Pomnik Reformacji Parc des Bastions Carouge, czyli śródziemnomorski klimat w Genewie A także: Jak zaoszczędzić na zwiedzaniu Genewy? Gotowy plan zwiedzania Genewy Gdy planuję zwiedzanie jakiegoś miasta, zawsze mozolnie sprawdzam odległości i szacuję, w jakiej kolejności najlepiej zobaczyć poszczególne atrakcje. Mając na uwadze własne potrzeby w takich sytuacjach, wszystkie ciekawe miejsca w Genewie zaznaczyłam na mapie. Dzięki temu spokojnie możecie zdecydować które regiony i w jakiej kolejności warto zobaczyć. Planujesz podróż po Szwajcarii? Zobacz jakie aplikacje mogą Ci się przydać Co zobaczyć w Genewie? Zdecydowanie CERN! Jeżeli oglądaliście serial Teoria Wielkiego Podrywu (którego jestem ogromną fanką!), zapewne kojarzycie, że jednym z marzeń Sheldona było zobaczenie Wielkiego Zderzacza Hadronów w Europejskiej Organizacji Badań Jądrowych CERN w Genewie. Co prawda samego, umiejscowionego w 27-kilometrowym tunelu pod ziemią, akceleratora nie zobaczycie, jednak CERN przygotował dwie ekspozycje, które w fascynujący sposób pokazują, nad czym pracują tamtejsi naukowcy. Obydwie wystawy w genewskim CERN-ie zorganizowane są w różnych, znajdujących się po przeciwnych stronach ulicy, budynkach. Wstęp na teren obydwu wystaw w CERN jest darmowy. Na miejscu znajduje się sklepik z pamiątkowymi gadżetami. Wszystkie informacje dotyczące wystaw i zwiedzania dostępne są na stronie internetowej CERN. Kliknij, aby zobaczyć lokalizację CERN w Genewie w Google Maps. Siedziba ONZ – miejsce, które koniecznie trzeba zobaczyć będąc w Genewie! Odwiedzić Genewę i nie zwiedzić Palais des Nations, czyli siedziby ONZ? Brzmi niepoważnie. Palais des Nations to obowiązkowy punkt na mapie Genewy. To właśnie tutaj odbywają się dyplomatyczne spotkania na najwyższym szczeblu, to tutaj ma miejsce Rada Praw Człowieka ONZ. Siedziba ONZ dostępna jest dla zwiedzających. Program zwiedzania uzależniony jest od trwających spotkań i dostępności sal. Oprowadzanie odbywa się w języku angielskim i francuskim (w różnych godzinach). Cena biletu: 10-15 franków WAŻNE! Po zakupie biletów należy przejść przez kontrolę bezpieczeństwa, podobną do tej na lotniskach. Należy zarezerwować na to dodatkowe ok. 30 min. Wszystkie szczegóły dotyczące zwiedzania siedziby ONZ i cen biletów dostępne są na stronie internetowej ONZ. Wejście do siedziby ONZ w Genewie dla zwiedzających znajduje się od strony przystanku Appia. Kliknij, aby zobaczyć lokalizację siedziby ONZ w Genewie (wejście dla zwiedzających) w Google Maps Fontanny i Złamane Krzesło przy Place des Nations Place des Nations to miejsce, w którym wiele się dzieje. Trudno jest trafić na dzień, gdy plac naprzeciwko siedziby ONZ nie jest zatłoczony. To właśnie tam odbywają się demonstracje i protesty przeciwko łamaniu praw człowieka. To jedno z ciekawszych miejsc, które warto zobaczyć w Genewie. Niemal cały plac usiany jest fontannami, które w ciepłe dni wystrzeliwują spomiędzy płyt chodnikowych – robi to fantastyczne wrażenie, ale trzeba uważać, żeby nie zmoknąć! Przy Place des Nations znajduje się charakterystyczny punkt – Broken Chair, czyli Złamane Krzesło. To niezwykle ważny symbol Genewy, który wyraża sprzeciw wobec min przeciwpiechotnych i bomb kasetowych. Ułamana noga symbolizuje kończyny utracone w wyniku wybuchów. Warto o tym wiedzieć, by nie być nieświadomym turystom, pozującym z uśmiechem do zdjęcia udając, że podtrzymuje złamaną nogę. Kliknij, aby zobaczyć lokalizację Place des Nations w Genewie w Google Maps Muzea, a przynajmniej to jedno, wyjątkowe Zwiedzanie muzeów nie jest dla każdego i doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Jednak będąc w Genewie, warto zobaczyć przynajmniej jedno – Muzeum Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca. To zdecydowanie moje ulubione muzeum, które nie przedstawia eksponatów, a opowiada historie. Zobacz relację ze zwiedzania Muzeum Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca w Genewie Muzeum Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca w Genewie znajduje się naprzeciwko wejścia do siedziby ONZ, warto więc połączyć zwiedzanie tych dwóch miejsc. Kliknij, aby zobaczyć lokalizację Muzeum Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca w Genewie w Google Maps Szwajcaria słynie z zegarków, więc jeśli ten temat Cię interesuje, koniecznie wybierz się do Muzeum Patek Philippe, gdzie można podziwiać ponad 2000 eksponatów. Szczegóły dotyczące zwiedzania i cen dostępne są na stronie internetowej muzeum. Kliknij, aby zobaczyć lokalizację Muzeum Patek Philippe w Genewie w Google Maps Inne muzea, które warto zobaczyć w Genewie: Muzeum Reformacji Muzeum Etnograficzne Muzeum Sztuki i Historii Muzeum Historii Nauki Muzeum Sztuki Dalekiego Wschodu Ariana, Szwajcarskie Muzeum Ceramiki i Szkła Barbier-Mueller, Muzeum Sztuki Kultur Świata Jet d’Eau, czyli nieoficjalny symbol Genewy Jet d’Eau, słynna genewska fontanna, uwieczniona na pocztówkach, widoczna jest już z oddali. O ile oczywiście jest włączona, bo przy wietrznej lub zimnej pogodzie bywa wyłączana. Poprzez dyszę o średnicy 10 cm, Jet d’Eau wystrzeliwuje 500 litrów wody na sekundę z prędkością około 200 km/h. Fontanna osiąga 140 metrów wysokości, a w każdej chwili w powietrzu znajduje się około 7 tysięcy litrów wody. Robi wrażenie? Fontannę w Genewie można podziwiać nie tylko z daleka, jako część krajobrazu. Można podejść niemal pod samą Jet d’Eau, warto jednak przygotować się na to, że delikatnie zmokniemy. Należy także uważać na kierunek wiatru – jego nagła zmiana może sprawić, że zmieni się kierunek opadania wody i przemokniemy do suchej nitki! Zobacz Genewę z innej perspektywy – wybierz się w rejs po jeziorze genewskim Kliknij, aby zobaczyć lokalizację Jet d’Eau, czyli fontanny w Genewie w Google Maps Stare Miasto w Genewie Ponad jeziorem Genewskim rozpościera się stare miasto. Zadbane kamienice nieopodal jeziora mieszczą w sobie ekskluzywne butiki i siedziby firm. Gdy miniemy komercyjną część, przeniesiemy się na chwilę w zupełnie inny klimat. Wąskie uliczki, okiennice i przytulne kafejki to rzeczy, z którymi nieodłącznie kojarzy mi się stare miasto w Genewie. Warto skierować się ku Promenade de la Treille, gdzie można usiąść na ławce i rozkoszować się widokiem. Kliknij, aby zobaczyć lokalizację Promenade de la Treille w Genewie w Google Maps Katedra Świętego Piotra, punkt widokowy i wykopaliska archeologiczne W Genewie zachwyciły mnie kościoły.
Książki o Turcji, po które warto sięgnąć

Turcja to kraj na granicy orientu. Częściowo w Europie, częściowo w Azji. Państwo, w którym dominującą religią jest islam, a jednak sprawia wrażenie wyjątkowo przystępnego miejsca. Jako popularny kierunek wakacyjny Turcja zachęca do odkrywania swoich tajemnic, a liczne tureckie seriale tylko podsycają fantazje. Jeżeli szukasz książek o Turcji, koniecznie zajrzyj na poniższą listę. Jestem pewna, że znajdziesz coś dla siebie bez względu na to, czy interesuje Cię kultura, religia, życie codzienne, czy tematy okołopolityczne. Ciekawią Cię książki o krajach arabskich i muzułmańskich?Koniecznie zobacz listę pozycji, które polecam Książki o Turcji, których recenzje tutaj znajdziesz Wojownicy o szklanych oczach. W poszukiwaniu Nowej Turcji Wróżąc z fusów. Reportaże z Turcji Turcja. Półprzewodnik obyczajowy Stambuł. W oparach miejskiego absurdu Jeśli lubisz powieści, koniecznie sięgnij po książki tureckiej autorki Elif Shafak Agnieszka Rostkowska, Wojownicy o szklanych oczach. W poszukiwaniu Nowej Turcji Świetny reportaż, który w fascynujący sposób pokazuje kontrasty i różnorodność Turcji, kraju, w którym islam ściera się z laicyzmem, a nowoczesność spotyka z tradycją. Książka porusza tematy tabu, jak chociażby korzystanie z usług osób transseksualnych trudniących się prostytucją i przedstawia historie, które nie są nam znane. Dzięki tej książce uświadomiłam sobie, jak wiele wspólnego łączy nas z Turcją. Pozycja, którą powinna przeczytać każda osoba zafascynowana tak samą Turcją, jak i w ogóle krajami muzułmańskimi. Pełna recenzja tutaj. Marcelina Szumer-Brysz, Wróżąc z fusów. Reportaże z Turcji Książka o Turcji, którą poleca Marta, autorka profilu na instagramie bymarta.rita. Marta pracowała w Alanyi, a także studiowała w Stambule i zawsze z radością wraca do Turcji. Ten zbiór reportaży z wielokulturowego kraju położonego na dwóch kontynentach jest idealną bazą wypadową do poznania Turcji zarówno z tej dobrej, jak i złej strony. Każdy z nas słyszał o pysznym tureckim jedzeniu, wspaniałej, wielomilionowej metropolii, jaką jest Stambuł, tureckiej gościnności czy pięknych plażach. Mało kto jednak wie, że pod tymi wszystkim kryje się o wiele więcej ciekawostek, prawd historycznych, brutalnych zachowań władzy wobec obywateli. Autorka stara się poprzez swoje reportaże pokazać nam Turcję z każdej możliwej strony. Czytając książkę, poznajemy wielu bohaterów, którzy opisują represje stosowane przez rząd, mówią o łamaniu praw człowieka, przetrzymywaniu w więzieniach zarówno mężczyzn, jak i kobiet, czy też braku wolności słowa, ponieważ każde publiczne sprzeciwienie się władzy, może doprowadzić do oskarżenia o przynależność do grupy terrorystycznej. Szumer-Brysz porusza także bardzo ważne kwestie mniejszości, które zamieszkują Anatolię. Opowiada o trudach, z jakimi muszą mierzyć się syryjscy uchodźcy, którzy szukali schronienia przed wojną. Opisuje społeczeństwo LGBT+ i ich życie, rozmawiając przy tym z Narin, która jest transwestytą. Dzięki autorce dowiadujemy się również o coraz bardziej popularnej turystyce religijnej skupionej wokół chrześcijaństwa. Poznajemy jakże ważny rytuał picia herbaty, relacje damsko-męskie, a także relacje matka-syn. Dowiadujemy się, dlaczego tureckie seriale zdobywają ogromną popularność również poza granicami kraju. Książkę, mimo że porusza ona wiele niewygodnych i mało przyjemnych kwestii, czyta się bardzo szybko. Z każdą stroną chcemy dowiedzieć się więcej, a po przeczytaniu całości pozostajemy z chęcią samodzielnego zagłębienia się w tematy w niej poruszane. Agata Bromberek, Agata Wielgołaska, Turcja. Półprzewodnik obyczajowy Książka o Turcji, którą poleca Marta, autorka profilu na instagramie bymarta.rita. Marta pracowała w Alanyi, a także studiowała w Stambule i zawsze z radością wraca do Turcji. Chyba nie ma przyjemniejszej książki na temat Turcji niż ta napisana przez polskie autorki, kobiety żyjące od wielu lat w Anatolii. Jedna z nich mieszka w turystycznej stolicy, jaką jest Alanya, druga natomiast w kotle kulturowym zwanym Stambuł. Połączyły one swoje siły i w lekki, ciekawy oraz dowcipny sposób postanowiły spisać swoje doświadczenia i spostrzeżenia. Nie brakuje tu humoru, opisów kultury tureckiej, ubioru, sposobu prowadzenia samochodów, religii, bazarów, szoku kulturowego, jakiego można doznać po przekroczeniu granicy. Wszakże to tu europejskość miesza się z orientalizmem, nowoczesność z tradycją. Autorki obnażają zachowania tureckich mężczyzn wobec rozanielonych turystek, pokazując przy tym wszelkie absurdy towarzyszące wakacyjnym amorom. Zdradzają, jak wygląda codzienne życie tureckiej rodziny oraz jak się pracuje tzw. yabanci, czyli obcokrajowcom. Przedstawiają także stosunek Turków do zwierząt, muzyki, tańca, seriali oraz sportu. Mało kto wie, że Turcy to ogromni fani piłki nożnej i jednym z pierwszych pytań, jakie pada po poznaniu nowej osoby, to jakiej drużynie kibicuje. Od tego zależy dalszy los znajomości. Czytając te opowieści, zakochujemy się w Turcji krok po kroku. Mamy wrażenie, jakbyśmy były tam razem z autorkami, a sposób, w jaki książka została napisana powoduje, że nasza kolejna podróż mimowolnie kieruje się w tamte rejony. Agata Wielgołaska, Stambuł. W oparach miejskiego absurdu Książka o Turcji, którą poleca Marta, autorka profilu na instagramie bymarta.rita. Marta pracowała w Alanyi, a także studiowała w Stambule i zawsze z radością wraca do Turcji. Agatę Wielgołaską znamy już z poprzedniej książki o Turcji. Tym razem autorka skupiła się tylko na mieście, w którym rozpoczęła się jej przygoda z krajem. Stambuł, bo o tej metropolii mowa, nie bez przyczyny jest nazwany przez autorkę miastem absurdu. Spotkamy tu obok siebie architekturę z różnych epok, zmieniającą się jak w kalejdoskopie pogodę. Wychodząc na ulicę, możemy spotkać zarówno zakrytą od stóp do głów muzułmankę, jak i roznegliżowaną Turczynkę. Każdy znajdzie miejsce dla siebie i towarzystwo, w którym będzie czuł się dobrze. Eksploracja tego miejsca nie należy jednak do najłatwiejszych. Miasto zarzuca sieć, w którą bardzo łatwo się wplątać, a następnie przepaść i się zatracić. Wielgołaska podkreśla, że jeśli kocha się to miasto, to bez opamiętania. W książce opisuje, co w Stambule potrafi zaskoczyć, zadziwić, rozczarować. Jak to miasto powinno się poznawać. Poświęca kilka stron polityce, tradycji, tureckiemu trunkowi zwanym raki i innym ciekawym aspektom, które nie mogą umknąć przy rozprawianiu się ze Stambułem. Wielgołaska przedstawia różne fazy poznawania miasta, a jako epilog prezentuje nam „10 przykazań stambulczyka”, które każdy, powtarzam KAŻDY, komu przyszło mieszkać w tym mieście, może utożsamić ze sobą.
Muzułmanki bez chusty, czyli dziewczyny, które zdjęły lub nigdy nie założyły hidżabu

Gdy słyszymy słowo “muzułmanka”, przychodzi nam zazwyczaj na myśl obraz dziewczyny lub kobiety w chuście na głowie, z ciałem osłoniętym luźną abają, czy w niqabie, który odsłania jedynie oczy. Nie bez powodu – zależnie od interpretacji islamu, którą się kierujemy, to właśnie takie stroje są tymi wymaganymi przez religię. Jakiś czas temu opisywałam tutaj perspektywę, która jest mi osobiście najbliższa – czyli dlaczego muzułmanki właściwie noszą hidżab? W ramach tego tekstu przeczytać możecie opowieści 25 kobiet, które przesłały mi swoje historie dotyczące zakrywania się. Część z nich to Polki, część pochodzi z krajów muzułmańskich, niektóre to konwertytki. Łączy je jedno – postanowiły, czasami wbrew opinii rodziny, czasami pod naciskiem, a czasami pod wpływem najróżniejszych wydarzeń – założyć hidżab. Te, które nie noszą chusty Jedna z dziewczyn, których historie związane z noszeniem hidżabu opisałam, w międzyczasie z niego zrezygnowała. Obserwowałam jej przemianę na instagramie, widziałam, jak zamieniła chustę na turban, a z czasem całkowicie odsłoniła włosy. Myślałam wtedy o tym, jak wiele odwagi to od niej wymagało. Takie zmiany, ani w jedną, ani w drugą stronę, nie są łatwe. Co więcej, poza wewnętrznymi zmaganiami z własnymi przekonaniami, pojawia się ocena otoczenia. Pamiętam, jak myślałam, że teraz, jako muzułmanka, która porzuciła chustę, znajdzie się pod ostrzałem tych, które hidżab utożsamiają z religijnością lub które chciałyby móc założyć chustę, ale ze względu na otoczenie się przed tym powstrzymują. Jedyny słuszny obraz (muzułmańskiej) kobiety Sama noszę hidżab, a kiedyś nosiłam także abaję, więc trudno jest mi się utożsamiać z muzułmankami, które ubierają się zupełnie inaczej. Bez względu jednak na własny stosunek do stroju, głęboko wierzę w to, że każda z nas ma prawo ubierać się w dowolny sposób i nie narażać się na bycie ocenianą. Bez względu na to, czy mówimy o chrześcijance w krótkiej spódniczce, żydówce w peruce, ateistce w golfie i luźnych spodniach, czy muzułmance z niqabie. Nie godzę się na żadną presję wobec nas, jako kobiet, w jakimkolwiek kontekście. Właśnie dlatego, jako wyraz solidarności z tymi, które spotykają się z pytaniami, czy odczuwają presję, postanowiłam napisać ten tekst. Zachodnie społeczeństwa często postrzegają kobiety w chustach, czy z zasłoniętymi twarzami, jako uciśnione, czy zacofane. Kobiety nigdy nie mają chwili wytchnienia, bo te, które zdecydowały, że nie będą się zakrywać, również są oceniane – tak, przez inne muzułmanki i muzułmanów, jak i osoby niezwiązane z islamem, w których przekonaniu istnieje tylko jedna właściwa definicja “bycia muzułmanką” i ogranicza się ona do stroju. Brak hidżabu a religijność Muzułmanka, która nie nosi hidżabu, jest postrzegana jako mniej religijna. Na pierwszy rzut oka widać, że nie wypełnia jednego z religijnych nakazów. W wielu tradycyjnych społecznościach może spotkać się z ostracyzmem i niechęcią, czy nawet być uznawana za pozbawioną moralności. W Iranie czy w Arabii Saudyjskiej muzułmanki nie mają w ogóle szans na publiczne wyjście z domu bez nakrycia głowy. “Nie ma przymusu w religii!”Koran, 2:256 Hidżab jest wymogiem islamu, jednak to, czy będziemy się do niego stosowały, czy nie, jest kwestią naszej wolnej woli i przekonań. Zasada jest dokładnie taka sama jak w przypadku zakazu stosowania antykoncepcji w katolicyzmie – zakaz istnieje, ale każdy samodzielnie decyduje czy i w jakim zakresie będzie się do niego stosował. Niestety, w wielu społecznościach muzułmańskich ludzie zapominają o tym, że każda z nas ma wybór i patrząc na to z perspektywy religijnej, każda z nas odpowie przed Bogiem za swoje decyzje. Nie każdy muzułmanin i muzułmanka są praktyujący Poza oczywistą kwestią wolności (która niekiedy bywa ograniczana, zależnie od rodziny i społeczeństwa) ważne jest, by pamiętać, że nie wszyscy muzułmanie są praktykujący i nie wszyscy praktykują jednakowo. Utrwaliło się w nas błędne przekonanie, że świat muzułmanów jest jednorodny. W przekazie medialnym muzułmanie są źli, ewentualnie cały czas się modlą. Na wielu blogach zobaczymy zapewnienia, że muzułmanie to cudowni ludzie i nie sposób znaleźć wśród nich żadnych negatywów. Prawda jest taka, że muzułmanie są różni. Są dokładnie tacy jak chrześcijanie, żydzi, buddyści i przedstawiciele wszystkich innych religii. Jedni dobrzy, inni źli. Jedni są wierzący i praktykujący, inni są hipokrytami, znajdziemy dewotów, fanatyków, dla których świat jest czarno-biały, jak i osoby wierzące i niepraktykujące. Wśród muzułmanów są też osoby dla świętego spokoju ukrywające się z tym że w rzeczywistości są agnostykami, czy ateistami, jak również osobami, które stosują się do niektórych praktyk tylko ze względu na kulturę. Niektórzy chrześcijanie obchodzą wigilię i dają sobie prezenty, niektórzy muzułmanie poszczą w Ramadanie, a muzułmanki noszą chustę, bo taka jest tradycja, ale nie stosują się do żadnych innych praktyk religijnych. Tak, muzułmanie są tak samo różnorodni, jak wszyscy inni ludzie w naszym otoczeniu. Dlaczego muzułmanki nie noszą hidżabu? Zapytałam kilka dziewczyn, które znam z instagrama, czy na żywo i wiem, że nie noszą chusty, o to, co nimi kieruje i jak postrzegają brak hidżabu w kontekście islamu, a także jaki ma to wpływ na ich religijność. Pozostawiłam im całkowitą dowolność w kwestii tego, co dokładnie i w jaki sposób napiszą, bo ostatecznie to właśnie ich perspektywa ma znaczenie. Nigdy nie zrezygnowałam z hidżabu Dlaczego zrezygnowałam z hidżabu? Ujęłabym to trochę inaczej, a mianowicie „dlaczego zdecydowałam się przestać zakrywać włosy”. Dla mnie osobiście to, że nie zakrywam już włosów, nie oznacza, że zrezygnowałam z hidżabu. View this post on Instagram A post shared by Sabina 🇵🇱 🇪🇬 ✧ Dubai (@poleabroad) on Jun 12, 2019 at 8:13am PDT Hidżab to także moje gesty, czyny, słowa, to jak traktuje innych ludzi. Moja relacja z Bogiem. Fakt iż nie pije alkoholu ani nie stosuję innych używek. Tak, zdecydowałam się, aby zakryć włosy bowiem tak nakazuje Islam. Aczkolwiek, w moim rozumieniu, jest to także wolny wybór każdej kobiety (a raczej powinien być). Taka była moja potrzeba serca w danym momencie, tego chciałam. Chciałam także, aby w tej decyzji wytrwać, nie udało się. Noszenie chusty od początku nie było dla mnie łatwe. Spojrzenia innych, to iż zakładano, że jestem konserwatywna, o zamkniętym umyśle i niedostępna. Fakt, iż non stop byłam oceniana, przez inne konwertytki, za mój ubiór (jeansy, za krótka koszula, słuchanie muzyki itd.). Tak wiem, to dla Boga czynimy, nie dla ludzi. Spędziłam ponad 2 lata na przekonywaniu samej siebie,
Odbyłam hadżdż – moja pielgrzymka do Mekki

O pielgrzymce do Mekki marzy niemal każdy muzułmanin, chociaż powody są ku temu różne. Dla jednych będzie to wyjątkowe przeżycie duchowe, dla innych po prostu spełnienie obowiązku religijnego, niektórzy lubią się chwalić wyjazdem, który dla wielu jest niedostępny, a jeszcze innych nęci status społeczny, który wzrasta po pielgrzymce. Określenie “hadżdżi” dla mężczyzny i “hadżdża” dla kobiety, w niektórych kręgach urastają niemal do rangi tytułów naukowych. Osoba, która odbyła pielgrzymkę, może często liczyć na większy szacunek i wyjątkowe traktowanie. Jako muzułmanka zawsze chciałam pojechać na hajj, jednak było to tak odległe i niedoścignione pragnienie, że zazwyczaj nawet o tym nie myślałam. W tym roku jednak, zupełnie niespodziewanie, stanęliśmy przed perspektywą wyjazdu do Arabii Saudyjskiej. Jeżeli chcesz się dowiedzieć jak wygląda hadżdż, czyli muzułmańska pielgrzymka krok po kroku, zajrzyj do tego wpisu Na ostatnią chwilę Pamiętam, że była sobota, a już w piątek, za mniej niż tydzień, wypadał pierwszy dzień hadżu. Mój mąż odebrał telefon od znajomego z ambasady Arabii Saudyjskiej, który powiedział, że w jednej z grup zwolniły się miejsca i jeśli chcemy, możemy polecieć na pielgrzymkę. To surrealistyczne uczucie dostać taką szansę zupełnie niespodziewanie. Nawet się nie cieszyłam – byłam skołowana i przeszłam w tryb zadaniowy. Kto zaopiekuje się naszym kotem? Czy mężowi uda się wziąć urlop? Na ile mamy polecieć? Jak to zorganizować? Przecież kompletnie nie ma na nic czasu! Na panikowanie czasu również nie było – w niedzielę mąż zaniósł nasze paszporty do ambasady, a w poniedziałek odebrałam gotowe wizy. Kupiliśmy bilety, zorganizowaliśmy cat sitterkę i już w środę byliśmy na pokładzie samolotu do Jeddah. Nawet z tym ambasada poszła nam na rękę – ostatnie przyloty dla pielgrzymów kończyły się dzień wcześniej i zamykano terminal hadżowy na lotnisku. W drodze wyjątku dostaliśmy zielone światło, żeby polecieć po dopuszczalnym czasie. Na pokładzie saudyjskich linii lotniczych To nie był mój pierwszy lot arabskimi liniami lotniczymi, jednak Saudia od dawna mnie intrygowała. Chociażby dlatego, że na pokładach swoich samolotów mają wydzieloną przestrzeń do modlitwy. Ten lot był zupełnie inny niż wszystkie dotychczasowe. Arabia Saudyjska jest oficjalnie krajem religijnym i jej narodowe linie lotnicze od religii w żadnym razie się nie odcinają. Przed startem z głośników rozległo się dua (czyli suplikacja, krótka modlitwa) przed podróżą w języku arabskim. Pojawiła się także informacja po angielsku dotycząca tego, dlaczego odmawia się taką modlitwę i co ona oznacza. Jak w przypadku innych linii lotniczych z krajów muzułmańskich, mięso serwowane na pokładzie było halal. Przez całą drogę na ekranach wyświetlany był czas i kierunek modlitwy – jako muzułmanie modlimy się zwracając się w kierunku Mekki. W tylnej części samolotu, za środkowym rzędem, oddzielona zasłonami, znajdowała się niewielka przestrzeń do modlitwy, z której mogli korzystać – i korzystali – pasażerowie. Bardzo ciekawe było także to, że cały czas na ekranach pojawiała się informacja o tym, kiedy przekroczymy granicę miqat – punktu, w którym rozpoczniemy naszą pielgrzymkę. Przed przekroczeniem miqat należy się pomodlić, a mężczyźni muszą założyć pielgrzymkowy strój zwany ihram. Obsługa upewniała się, że nikt tego momentu nie przeoczy – na pół godziny przed kapitan poinformował nas, że teraz jest moment, w którym należy dopełnić stosownych rytuałów. Moje pielgrzymkowe doświadczenia O hadżu wiedziałam tylko ogólniki. Nie planowałam tego wyjazdu, więc wcześniej nie zagłębiałam się w informacje o jego przebiegu. Miało to taką wadę, że nie udzieliła mi się w pełni osobliwa atmosfera tego miejsca, jednak z pewnością wszystko było dla mnie ogromną nowością! Jednym z punktów pielgrzymki jest odwiedzenie meczetu w Mekce i wykonanie siedmiu okrążeń wokół Kaaby – czarnej budowli, co do której wierzymy, że pierwotnie została wzniesiona przez Abrahama (pokój z Nim). To właśnie w tym kierunku zwracamy się w czasie modlitwy bez względu na to, gdzie na świecie przebywamy. Bycie w tym miejscu, zobaczenie tego, co wcześniej widziałam jedynie na zdjęciach, było jednym z najbardziej surrealistycznych doświadczeń w moim życiu. Zastanawiasz się, jak to się stało, że przeszłam na islam? Wszystko wyjaśniam w tym wpisie Hadżdż to wyzwanie dla cierpliwości Obecnie hadż nie jest wcale taką trudną pielgrzymką. Możemy wybierać, przy chcemy odbyć ją pieszo, autokarem, skorzystać z pociągu, a nawet… helikoptera. Tym, co jest trudne, są relacja z innymi ludźmi. Upał i tłok wprawiają w irytację. Na banerach wyświetlane są w kilku językach prośby, by się nie przepychać i nie popychać innych osób. Chcemy skupić się na modlitwie, a obok ktoś rozmawia na Skype z rodziną i nie zważając na innych, rozpycha się łokciami, by pokazać bliskim swoje otoczenie. Potrzeba wiele cierpliwości, by nie wybuchnąć już na samym wstępie. Dla wielu osób kłopotliwe bywa też zakwaterowanie. Najbardziej obawiałam się pobytu w Minie, zwanej też miastem namiotów. Na stosunkowo niewielkiej przestrzeni około 20 km2 w jednym czasie przebywa około 2 miliony osób. Ze względów logistycznych i dla ograniczenia kosztów, pielgrzymi zatrzymują się w kilkunasto- lub nawet kilkudziesięcioosobowych namiotach. Kobiety osobno, mężczyźni osobno. Dla tych z nas, którzy są przyzwyczajeni do prywatności, może to stanowić wyjątkowe wyzwanie. Mieliśmy szczęście i nasza grupa nocowała w hotelu – moja ulga była tak ogromna, że do tej pory nie jestem w stanie znaleźć odpowiednich słów, by ją wyrazić. Wiem jednak, że ominęłam przez to wiele autentycznych doświadczeń związanych z hadżem i jego atmosferą. Bezpieczeństwo i komfort przede wszystkim Boję się tłumów. Pod tym względem obawiałam się pielgrzymki, szczególnie mając na uwadze wydarzenia, które miały miejsce kilka lat temu. W 2015 roku w Minie, na trasie prowadzącej do Jamaraat, gdzie dokonuje się symbolicznego “kamienowania szatana” doszło do tragicznego wypadku. Wśród dwóch, zmierzających w różnych kierunkach grup, wybuchła panika, w wyniku czego życie straciło ponad 2 tysiące osób – dokładne dane nie są znane. Świadomość tego, co stało się 4 lata wcześniej na tej samej drodze, którą sama prawdopodobnie miałam iść, nie napawała mnie optymizmem. Na miejscu okazało się jednak, że moje obawy były niepotrzebne. Arabii Saudyjskiej można zarzucić wiele, jednak organizacja pielgrzymki to zdecydowanie coś, z czym radzą sobie świetnie. Tak bezpiecznie nie czułam się nigdy wcześniej, ani nigdy później. Ilość służb dbających o bezpieczeństwo pielgrzymów robi ogromne wrażenie. Na każdym kroku zobaczymy policję, osoby kierujące ruchem, żołnierzy, czy sanitariuszy. Drogi są świetnie oznaczone, a wszelkie przejścia skrupulatnie