Życie w Afryce

To jest Fifi, zabili jej ojca i brata

Umawiamy się na lunch. To nasze drugie spotkanie, którego nie mogę się doczekać. Tak długo czułam się osamotniona i w końcu udało mi się nawiązać znajomość z koleżankami z pracy męża. Spotykamy się w domu Marthy. Jej mieszkanie znajduje się na tyłach kościoła, prowadzonego przez hiszpańskiego księdza. Po przekroczeniu bramy mam wrażenie, że przenoszę się do innego świata. Cicho, schludnie, przepiękne mieszkania, które wynająć mogą jedynie chrześcijanie lub dobrze kamuflujący się ateiści.

Dziewczyny, z którymi się spotykam, to również chrześcijanki. Rwandyjka Pauline należała niegdyś do Kościoła katolickiego, a teraz jest „Born Again Christian”, Martha o wierze wiele nie mówi. Dołącza do nas także Kenijka Lydia, która również nie sprawia wrażenia osoby skupionej na religii.

Zanim zasiądziemy do obiadu Pauline inicjuje modlitwę. Pyta mnie, jedyną nie-chrześcijankę, czy nie będzie mi przeszkadzało, jeżeli się pomodlą? Nie widzę powodu, dla którego miałoby to być jakimkolwiek problemem. Trzymając się za ręce, dziękują za posiłek i proszą Boga o błogosławieństwo. Jestem pod wrażeniem, bo takie obrazki, nawet w mojej mocno wierzącej rodzinie, widywałam tylko przy okazji świąt.

Historie naszego życia

Po obiedzie rozkładamy się na kanapie i decydujemy, że każda z nas powie coś o sobie – zaczynamy ode mnie. Opowiadam, jak to niecały rok temu wyszłam za mąż, o przeprowadzce do Afryki, o pracy, studiach, jednych, drugich, trzecich i czwartych. Mówię o tym, jak ciężko było się przestawić na nowy tryb życia, jak uderzyła mnie bieda i jak tęsknię za Polską.

Lydia opowiada o wyjeździe z Kenii, o przeprowadzce do Wielkiej Brytanii, studiach, mężu Brytyjczyku i o tym, jak jego rodzina nie do końca chce ją zaakceptować.

Historia, którą znałam jedynie z książek

Nie pamiętam, od czego zaczęła Pauline. Pamiętam jedynie pojedyncze zdania, które wryły mi się w umysł i grobową ciszę, gdy słuchałyśmy jej opowieści. Zastanawiam się, jak opowiedzieć jej historię, w której znacznie więcej jest emocji, łez i strachu niż samych słów. Jak słowami oddać jej pusty wzrok, gdy powoli, z uwagą wypowiadała kolejne słowa. Jakby opowiadanie o swoich przeżyciach równocześnie sprawiało jej ból i przynosiło ulgę. Jakby doskonale wiedziała, że ta historia jest zbyt ważna, by egoistycznie zatrzymać ją dla siebie.

 „Ze strony matki zabili mi 48 osób… Ze strony ojca jeszcze więcej…”

Zastanawiam się, czy dobrze słyszę, zaczyna dzwonić mi w uszach. To w sumie ponad 100, ale jak wiele ponad 100? Skupiam się na okrągłej setce i zastanawiam się, ile to jest, wyrażone w osobach. Liczę członków mojej rodziny, ale nie jest ich aż tak wielu. W końcu znajduję punkt odniesienia. Klasy w gimnazjum były 24-osobowe. To tak, jakby zmieciono z powierzchni ziemi uczniów więcej niż 4 klas.

Wyobraźnia mnie zawodzi i nie potrafię uzmysłowić sobie ogromu dramatu. 100 osób, 4 klasy. Jak mam o tym myśleć, żeby zrobiło to odpowiednie wrażenie? Mam sobie wyobrazić krzyki uczniów 4 klas? Mam sobie wyobrazić szkolny korytarz usłany ich ciałami? A może spróbować sobie wyobrazić, ile to jest 500 litrów krwi?

Nie jestem pewna czy słucham, czy rzeczywiście słyszę. Moje myśli uciekają od ociekających krwią słów. Nie wiem, gdzie podziać wzrok, nie wiem, co ze sobą zrobić. Oczy wypełniają łzy i zastanawiam się jak to możliwe, że z takim spokojem można opowiadać o rzezi, której się doświadczyło.

Kiedy liczby przybierają ludzką postać

Czy język polski nie zawiedzie mnie, teraz gdy próbuję o tym pisać? Czy w ogóle powinnam o tym pisać, może temat jest zbyt ciężki na bloga?

Co ja w ogóle wiem o Rwandzie? Że istnieje? Że w jakiś sposób ma związek z Burundi? Że Afryka i ludobójstwo? Przecież oni ciągle się wyżynają w tamtej części świata, to przestaje robić wrażenie i staje się kolejnym newsem w mediach, z czasem po prostu kartą historii.

Poznaję tych wszystkich ludzi z Sahary Zachodniej, Liberii, Rwandy i Etiopii. Ich historia zaczyna mieć znaczenie. To już nie setki i tysiące torturowanych, zabitych, przesiedlonych, wygnanych. To już nie liczby – nagle przestają być anonimową masą, a stają się żywymi osobami z marzeniami, ambicjami i planami. Tak samo widzą, czują i słyszą, tak samo łakną miłości i pragną bezpieczeństwa.

Pamiętam też, że powiedziała: “Podzieliliśmy się na trzy grupy, bo w ten sposób mieliśmy większe szanse na przeżycie.”

Niepozorne zdane, za którym kryje się tak wiele. Zdanie, którego wysłuchanie zajmuje nam ledwie kilka sekund, które momentalnie umyka, a w którym wybrzmiewa tak ogromna tragedia. Ilekroć je sobie przypominam, chce mi się wyć.

Wyobrażam sobie terror, bo już nawet nie strach. Wyobrażam sobie potworny moment rozstania, ostatnie szybkie pożegnania, ogrom bólu. Zastanawiam się, jakie myśli musiały poprzedzić tę decyzję. Z jakim trudem żegna się bliskich, wiedząc, że najpewniej już nigdy się ich nie zobaczy, a równocześnie mając tę beznadziejną nadzieję, że może jednak…

Z tych trzech grup przeżyła tylko jedna.

Osiemset tysięcy martwych ciał

W 1994 roku Rwandę zamieszkiwało nieco ponad 6 milionów osób.1 W czasie trwającego 3 miesiące ludobójstwa, zabito niemal milion ludzi, różne źródła podają najczęściej liczby zbliżone do 800 tysięcy.2 8 tysięcy morderstw każdego dnia. A wszystko to na powierzchni nieco mniejszej niż województwo wielkopolskie.3

Warszawa na koniec 2015 roku liczyła 1 744 351 osób. 800 800 mężczyzn i 943 551 kobiet. To tak jakby zabić wszystkie kobiety. Albo cały Kraków – 761 069 osób i jeszcze okoliczne wsie. Ewentualnie niemal cały Gdańsk (462 249) i Szczecin (405 657). Katowice, Białystok i Gdynia razem to nieco ponad 800 tysięcy osób4. Województwo opolskie liczy 996 011 osób5– to tak, jakby zamordować niemal wszystkich jego mieszkańców. Nie wszystkich na raz. Jednego po drugim, a pozostałym kazać na to patrzeć.

1994 rok – miałam wtedy 4 lata, pamiętam, że właśnie tego roku na urodziny dostałam wymarzoną lalkę – niemowlaka. Zastanawiam się, co mogłam robić w kwietniu, kiedy bliscy Pauline decydowali się podzielić na 3 grupy. Co robiłam dokładnie w tym samym momencie, gdy zabijano jej ojca? Spałam, przykryta moją ulubioną kołderką w sarenki? Bawiłam się klockami, rysowałam? Czy usłyszałam gdzieś przyciszone rozmowy dorosłych, w których wspominano o horrorze w Rwandzie, ale pewnie zaraz zmieniano temat?

Znów łapię się na tym, że „zabijano” nie jest właściwym słowem. Czy jakiekolwiek słowo jest adekwatne? Czy jakiekolwiek słowo jest w stanie wyrazić pustkę, która ustąpiła bólowi, w oczach Pauline, gdy mówi „ze strony matki zabito mi 48 osób, ze strony ojca jeszcze więcej”?

 „Przebaczyłam tym wszystkim, którzy zabili moich bliskich. Nie ja ich będę sądzić, tylko Bóg.”

Co powiedzieć, jak zareagować, jak się zachować. Jaki przybrać wyraz twarzy. Jakich słów unikać. Czuję, że brakuje mi tchu i widzę, że pozostałe dziewczyny są blade jak ściana.

Przebaczenie.

Nie wiem, czy właśnie tracę grunt pod nogami, czy dopiero go odzyskuję. Przypominam sobie zdanie „Trzask rozłupywanej maczetą głowy brzmi jak trzask rozłupywanej kapusty”6. Zastanawiam się, ile razy słyszała ten dźwięk, ile razy słyszała krzyki, jęki i błagania o pomoc. Ile razy słyszała ciszę. Ile martwych ciał widziała?

Jest tyle błahostek, których przebaczenie przychodzi mi z trudem, zastanawiam się, w jaki sposób ona zdobyła się na przebaczenie mordercom i gwałcicielom, katom swoich najbliższych? Ograbiona z wszystkiego, co najcenniejsze, z wszystkiego, co ludzkie. Z rodziny, godności, marzeń i nadziei. Przebaczyła…?

Nie mogę przestać myśleć o tym, co było pierwsze – siła, dzięki której zdobyła się na przebaczenie czy siła płynąca z przebaczenia?

Śmierć jako część tożsamości

Pauline przedstawiła mi Fifi słowami: “To jest Fifi, zabili jej ojca i brata”. Jakby śmierć była częścią ich tożsamości. Tak, jakby nie było Fifi, smukłej, czarnoskórej piękności. Jakby nie było Fifi, absolwentki informatyki, żony, przyszłej matki, chociaż wtedy jeszcze nie wiedziałam, że jest w ciąży. Jest tylko Fifi, która podczas ludobójstwa straciła ojca i brata. Czy „straciła” jest w ogóle właściwym słowem? Czy „straciła” jest w stanie oddać ogrom tragedii, którego doświadczyli jej bliscy?

Jesteśmy na przyjęciu, muzyka wybrzmiewa z głośników, dookoła słychać śmiech i głośne rozmowy a ja poznaję młodą dziewczynę naznaczoną ludobójstwem.

Ogromne oczy, sztuczne warkoczyki, które muszą sporo ważyć i nieco wysunięte ku przodowi górne zęby. Rocznik ’94, więc nie pamięta ludobójstwa, tak samo, jak nie pamięta ojca i brata, którzy zginęli zostali zamordowani, jeszcze zanim się urodziła. Nie reaguje, gdy jest przedstawiana jako kolejna ofiara zbrodni przeciwko ludzkości. Jakby bycie córką i siostrą zamordowanych było czymś oczywistym.

Mimowolnie zastanawiam się, ile pokoleń będzie musiało minąć, żeby ta zbrodnia stała się bestialską częścią ich historii i przestała być elementem ich tożsamości. Czy to w ogóle możliwe? Przypominam sobie Katyń, Holokaust. Te tragedie nie dotknęły bezpośrednio mojej rodziny, a mimo wszystko są częścią mnie i wywołują łzy bezsilności i gniew sprzeciwu, ilekroć komukolwiek o tym opowiadam.

Kraj tysiąca wzgórz i miliona uśmiechów zamienił się nagle w kraj miliona śmierdzących trupów6

Rozmawiamy, oglądam zdjęcia, zachwycam się cudowną zielenią Rwandy. Nie mogę się nadziwić zwyczajnemu życiu uchwyconemu na fotografiach. Ślub, wesele, radosne spotkania ze znajomymi. Widzę urywki rzeczywistości, która wydaje mi się absurdem jeszcze większym, niż śmierć niemal miliona osób.

Minęły 24 lata od tamtych wydarzeń, tak dużo czasu, ale jeszcze ciągle żyją ci, którzy pamiętają. Ci, którzy cudem uszli z życiem, ci, którzy mordowali. Których z nich widziałam na zdjęciach? Katów czy ofiary? A może jednych obok drugich?

„Po tych trzech miesiącach nie czułam nic, poza wdzięcznością, że żyję”

Ponad trzy miesiące, 100 dni, 2400 godzin wypełnionych strachem o życie. Czy ten czas mijał szybko, czy może wlókł się niemiłosiernie, sprawiając, że każda godzina zdawała się trwać wiecznie? Brzmi absurdalnie i umysł ponownie odmawia mi posłuszeństwa przy przetwarzaniu tej informacji.

Jakie były te pierwsze chwile, dni, tygodnie po ludobójstwie? W jaki sposób życie wracało do normy, czy w ogóle cokolwiek może wrócić do normy?

Samo słowo „ludobójstwo” brzmi abstrakcyjnie. Jak coś z lekcji historii albo filmu dokumentalnego, którego z pewnością nie chciałabym zobaczyć.

Przywileje, z których nie zdawałam sobie sprawy

Myślę o swoim życiu. To jedno spotkanie, ta jedna osoba zupełnie mimowolnie uświadomiła mi, że urodziłam się na uprzywilejowanej pozycji.

Poczucie bezpieczeństwa, dach nad głową, dostęp do edukacji i opieki medycznej. Wszystko to, co domyślne i naturalne. Wszystko to, co powinno być normą i standardem dla każdego człowieka. Co powinno być prawem każdego, a niestety nie jest.

Mimowolnie czuję wstyd. Pewna mądra osoba powiedziała mi: „Nie można wstydzić się za to, że los Ci czegoś oszczędził”. Nie, ale można wstydzić się tego, że nie potrafisz docenić szans, jakie od losu dostałaś.

 


1 Populacja Rwandy

2 Human Rights Watch

3 Powierzchnia Rwandy: 26 338 km2 ,  powierzchnia województwa wielkopolskiego: 29 826 km2, porównanie powierzchni Polski względem Rwandy

4 Największe miasta pod względem liczby ludności

5 Ludność według województw

6 Wojciech Tochman, Dzisiaj narysujemy śmierć, Wydawnictwo Literackie