Reportaże,  Sahara Zachodnia

Słyszałaś o chłopaku, którego zabili?

Siedzimy pod parasolem w McDonald’s, zajadamy się lodami. Planujemy wyjście do kosmetyczki i rozmawiamy o tym, jakie mehlfy są teraz modne. Nagle widzę błysk w oczach mojej przyjaciółki. Ewidentnie coś jej się przypomniało. Z pełną przejęcia miną pyta, czy słyszałam o chłopaku, którego niedawno zabili?

Moje ciało przebiega dreszcz. Już wiem, że usłyszę kolejną historię, której nigdy nie wyrzucę z pamięci.

Uprowadzona dziewczyna

Wiesz gdzie jest ulica Skikima? To niedaleko, byłyśmy tam ostatnio kupić mehlfy, pamiętasz? Wieczorem Selima, też Saharyjka, była tam z koleżanką na spacerze, dookoła mnóstwo ludzi. Był też radiowóz, bo policja jest wszędzie tam, gdzie są Sahrawi.

Później koleżanka Selimy opowiadała, że spacerowały i policjanci je zaczepili. Selima to śliczna dziewczyna, krągła, taka, jak lubią mężczyźni. Zaczęli się z nią drażnić, dogadywać i żartować. Obydwie były skonsternowane, ale przecież to policja, nie mogły nic zrobić. Nagle, w jednej chwili złapali Selimę i wciągnęli do samochodu. Krzyczała, rzucała się. Jej koleżanka zaczęła wrzeszczeć tak bardzo, że z okolicznych sklepów powybiegali ludzie, ale policja już odjechała.

Pełna mobilizacja

My wszyscy się znamy, a na tej ulicy pracują głównie Sahrawi. Gdy koleżanka Selimy powiedziała, kogo porwano, z którego plemienia pochodzi i mężczyźni momentalnie zadzwonili do jej rodziny, żeby powiadomić, co się stało.

Pamiętam tę noc. Całe miasto było na nogach. Moi bracia kazali zostać nam w domu, a sami poszli spotkać się z innymi. Mężczyźni podzielili się na grupy i poszli do wszystkich komisariatów pytać o Selimę. Nikt nic nie wiedział. Pytano ich o numery rejestracyjne radiowozu i wyśmiewano, że nic takiego nie miało miejsca i coś sobie ubzdurali. Tamci jednak nie dawali za wygraną i siedzieli całą noc przed posterunkami.

To nie kwestia czy, a kiedy i komu się to przytrafi

Czy się bałam? Byłam zdenerwowana, ale wiesz, dla nas to normalne. To nie jest kwestia tego, czy coś takiego się wydarzy, ale kiedy i komu. Po prostu modlę się, żeby nie padło na mnie. Nie spałyśmy całą noc, czekając na dalszy rozwój wydarzeń. W końcu rano dostałyśmy wiadomość, że Selima jest w szpitalu.

Początkowo nie chciano jej przyjąć na oddział, lekarze nagle wyparowali. Każdy wiedział, co się stało i nikt nie chciał mieć z tym nic wspólnego. Wszyscy mężczyźni ruszyli w kierunku szpitala. Wyobraź sobie, co tam się działo, były ich setki, domagających się, żeby udzielono pomocy jednej dziewczynie. Początkowo dali jej jakiś zastrzyk i chcieli odesłać do domu, ale w końcu się ugięli.

Nie mogła przestać mówić o tym, co jej zrobili

Gdy jej brat dotarł do szpitala, był zdruzgotany. Chciał ją zobaczyć, ale wszyscy przekonywali go, żeby tego nie robił. On jednak uparł się i pobiegł do niej na salę. Leżała pobita, zmasakrowana, zakrwawiona, opuchnięta. Zanosiła się płaczem i nie mogła przestać mówić o tym, co się z niej stało, po prostu wyrzucała z siebie słowa.

Gwałcili ją godzinami. Na zmianę. Było ich siedmiu, może dziewięciu. Wywieźli ją na pustynię, zaparkowali samochód i mogli używać do woli, bo tam nikt nie mógł usłyszeć jej krzyków. Robili z nią, co chcieli. Była w takim stanie, że mówiła ze szczegółami o rzeczach, o których normalnie u nas się milczy. Powiedziała, że na siłę przytrzymywali jej otwarte usta, gwałcili w każdy możliwy sposób, bili, oddawali na nią mocz. Nie wiem wszystkiego, dotarły do mnie tylko strzępki tej historii. Wiem tylko tyle, że po tym wszystkim postradała zmysły.

Gdy skończyli, wyrzucili ją na pobocze z jadącego samochodu. Szczęśliwie w niedużej odległości za nimi jechali Saharyjczycy wracający z plaży. Zatrzymali się, gdy zobaczyli dziwny kształt przy drodze. To była Selima. Naga, zakrwawiona. Zasłonili ją swoimi ubraniami, zawieźli do szpitala, a w międzyczasie powiadomili znajomych Sahrawi, że ją znaleźli.

Tutaj nie ma czegoś takiego, jak sprawiedliwość

Jej brat nie mógł znieść myśli o tym, co się stało, o tym, co przeżyła jego siostra. Był w szoku i na skraju szaleństwa. U nas jest tak, że gdyby jakikolwiek mężczyzna mnie dotknął, tak o, w ramię i poskarżyłabym się bratu, ten nawet by nie zapytał, czy prowokowałam ani kim ten ktoś dla mnie jest. Przyjechałby tutaj i go zabił. U nas kobieta jest najważniejsza.

Jej brat płakał tak strasznie, że nie ochronił swojej siostry. Nie mógł nic zrobić, ale to nie miało znaczenia. Nie wywiązał się ze swojego obowiązku. Cała rodzina, inni Saharyjczycy próbowali przemówić mu do rozsądku, ale to nie pomagało.

Ostatnia kropla

Załamanie przyszło, gdy Selima próbowała popełnić samobójstwo. Jej życie i tak skończyło się w momencie, gdy ją porwano, wszystko po tym było tylko agonią. Dla jej brata to było zbyt wiele. Zaczął chodzić na policję i składać skargi. Robił awantury, ale tylko go wyśmiewano, drwiono sobie z niego i mówiono obrzydliwe rzeczy o jego siostrze. Mówiono, że policjanci ją uratowali, a ona tak naprawdę puszczała się z jakimś chłopakiem. Kilkakrotnie zatrzymywano go na posterunku. Wracał pobity, udręczony.

Pamiętasz demonstracje niepodległościowe, które odbywają się na ulicy Smara? Brat Selimy poszedł na jedną z nich. To było jedyne miejsce, jedyna okazja, gdy mógł przeciwstawić się policji. Zgarnęli go w ekspresowym tempie, wrzucili do więźniarki i zabrali na posterunek. Nikt nie wiedział, co dokładnie się z nim działo. Możemy tylko podejrzewać, że to samo, co z innymi. Że był bity i torturowany. Niedługo potem rodzina dostała telefon, że chłopak nie żyje.

Nigdy nie dowiemy się prawdy

Policja twierdzi, że brat Selimy popełnił samobójstwo podczas pobytu w więzieniu. Saharyjczycy uważają, że to niemożliwe. Brat Selimy szukał sprawiedliwości i nie spocząłby, dopóki by jej nie uzyskał. Nie zostawiłby także matki i siostry bez środków do życia i opieki. Sahrawi są przekonani, że podzielił on los wielu innych, którzy zostali bezkarnie zamordowani.