Sahara Zachodnia

Nie praw komplementów saharyjskim kobietom!

Obcy kraj, odmienna kultura, zupełnie inne zwyczaje. Wszystko inne – nawet kolory i zapachy. Wszystko jest egzotyczne i wszystkim się zachwycam, oczywiście na głos – a to błąd.

Absolutnie nie dlatego, że nie wypada, nie dlatego, “że co mąż pomyśli”, czy z jakiegokolwiek innego powodu który właśnie przychodzi Ci do głowy. Nie praw komplementów tutejszym kobietom, bo nie wyjdziesz z pustymi rękoma.

Fenomenem do którego wciąż nie mogę się przyzwyczaić, jest dla mnie saharyjska życzliwość i gościnność. Bezinteresowna w groteskowy czasami sposób. Witanie się z nieznajomymi, jak z najlepszymi przyjaciółmi, pełne poufałości rozmowy na tematy, które dla nas stanowią oczywiste tabu, czy w końcu zapraszanie do domu osoby poznanej dwie minuty temu.

Oczarowana gościnnością przyjmuję zaproszenie – a raczej zostaję poinformowana, że mam przyjść na herbatę i koniecznie, aby poznać całą rodzinę dziewczyny, której sama kompletnie nie znam. Zdumiona pytam męża, czy to tak na pewno, czy wypada przyjąć zaproszenie do domu, ale podobno to normalne. Zostaję zaprowadzona do pełnego barokowego przepychu salonu, połowa rodziny przybywa na powitanie i gdy czekam na obiecaną marokańską herbatę, podawane są kolejne dania, aż skromna “herbatka z ciasteczkami” przeradzają się w weselną ucztę. Oniemiała z przerażenia – bo przecież doskonale zdaję sobie sprawę, że nie wywinę się od jedzenia – i onieśmielona gościnnością w panice zaczynam prawić komplementy. W końcu wszystko jest nowe i ekscytujące.

Zaczyna się niewinnie – od ogólnego stwierdzenia, że piękny dom przechodzę do szczegółów i zachwycam się drewnianym pudełkiem na chusteczki w orientalne wzory – pani domu przyjmuje komplement z radością, więc kontynuuję i wspominam, że tutejsze stroje są niezwykłe, nigdy wcześniej nie widziałam melhfy, a szczególnie ta, którą ma na sobie kuzynka jest przepiękna! Te kolory i wzory – bajeczne! Rzeczona kuzynka podskakuje z ekscytacji, ściska mnie i wybiega z pokoju. Nieco zbita z tropu chwalę bransoletkę kobiety, która podaje kolejne danie i w tym momencie uświadamiam sobie, jak ogromny błąd popełniłam. W mgnieniu oka bransoletka ląduje na moim nadgarstku, kuzynka pani domu wraca do pokoju ubrana w zupełnie inny strój i wręcza mi melhfę, którą się zachwycałam, a ja z przerażenia nie wiem jak zareagować, aby nikogo nie urazić – dobrze, że wyćwiczony uśmiech nie schodzi mi z twarzy. Resztę wieczoru spędzam skupiona na tym, aby przypadkiem znów nie palnąć komplementu, a na koniec wychodzę z drewnianym pudełkiem na chusteczki.

Kilka dni później spotykam się z koleżankami w biurze męża, chcą żebym poznała kobietę, która dołączyła do zespołu. Jest nas kilka – Saharyjki, Marokanka, Jordanka, Tunezyjka, Kenijka, Kubanka i kolejna z Erytrei. Rozmawiamy, żartujemy, zastanawiamy się ile czasu upłynie, zanim mocna saharyjska herbata zacznie nam smakować. Nowa znajoma wpatruje się w Zhour, roześmianą Saharyjkę, i – ku mojemu przerażeniu – zachwyca się złotym łańcuszkiem na jej szyi. Zhour, niewiele myśląc, w zupełnie naturalnym pierwszym odruchu pyta “Chcesz? Masz!” równocześnie z radością zdejmując naszyjnik i zapinając go na szyi zdezorientowanej dziewczyny.

W tym momencie przypomina mi się hadis, w myśl którego nie uwierzył prawdziwie ten, kto nie chce dla swojego brata tego samego, czego chce dla siebie. Zobaczyć to w praktyce jest niesamowitym doświadczeniem – raczej przywykłam do zawiści, fałszywej skromności czy arogancji. Rzadziej – do tak ogromnej serdeczności.

6 komentarzy

  • Polka na pustyni

    Przypomina mi się kolega z pracy, który zwykł był mówić, że “nie ma takiego złomu, który by się nie przydał w domu”, zagarniając równocześnie wszystko co “bezpańskie” – czyli na przykład należące do pracodawcy.

    Chyba tylko otwarty umysł i wiada w innych mogłaby pomóc, ale to raczej pobożne życzenie.

  • Polka na pustyni

    To na prawdę niesamowite doświadczenie, chociaż obawiam się, że cały naród to już niekoniecznie 🙁 Myślę, że w dużych miastach w których wyraźnie widać wpływy zachodu te zachowania są już inne. Ale póki co na prowincji wciąż niczym niezmącona serdeczność 🙂

  • Polka na pustyni

    Masz rację, moją główną troską jest to, żeby pochować wszsytkie ukochane rzeczy, gdy ktoś przyjdzie, bo jeszcze się coś komuś spodoba 😉 A u nich to odwrotnie – to ogromna radość i wyróżnienie, że komuś podobają się ich rzeczy, do tego stopnia, że chcą się tym podzielić. 🙂

  • Seeker

    Piękne 🙂 Aż się chce poprzebywać w takim otoczeniu (nie dla zyskania prezentów! Haha 😀 ).
    Oprócz życzliwości i hojności pokazuje to też w jakiś sposób brak przywiązania do rzeczy materialnych. Nam ciężko byłoby oddać ulubioną ozdobę, czy obrazek na ścianę. Rzeczy materialne są niczym. Naprawdę niczym.

  • DrogaNieNaSkróty

    Ale cudowne, taka nieskazitelna bezinteresowność i serdeczność, sama pewnie byłabym zaskoczona i zmieszana, ale czytając to co piszesz poczułam dosłownie taką lekkość na sercu, że ktoś – a właściwie cały naród – może mieć tak czyste serducha 🙂

  • teresa ozimek

    W Polsce by się nie sprawdziło. Gościnne i serdeczne osoby szybko zaczęłyby chodzić nago i mieć puste mieszkania. Nie mamy opamiętania, kiedy nam coś dają za darmo. Za mało wszystkiego i ciągle. Jeśli oznacza to narodową mentalność, przyszła pora uczyć się od innych. Ale z tym też słabo, bo uważamy się za najmądrzejszych. Nie wiem czy pomoże przykład, edukacja, czy w ogóle cokolwiek. Wątpię raczej.