Miłość

Wizowcy w praktyce, czyli ucz się na błędach innych

Mądry Polak po szkodzie

Zadbajmy jednak o to, aby Polka była mądra, zanim cokolwiek złego się wydarzy. Zamiast popełniać błędy, spróbujmy uczyć się na tych, które popełniły inne przed nami.

Nikomu nie życzę mierzyć się z tym, przez co przechodzą kobiety w związkach z mężczyznami, którzy je oszukują. Najsmutniejsze jest chyba to, że w pewnym momencie one same zaczynają oszukiwać siebie.

Temat wizowców na blogu wałkowany był już wielokrotnie, ale cóż – jest popyt, jest i podaż

Zarówno na moją, jak i na skrzynki odbiorcze innych blogerek związanych z tematyką arabską, regularnie spływają nowe zapytania o związki. Trudno jest na takie wiadomości odpowiadać – osobiście nie chcę brać odpowiedzialności za czyjeś życie, za wybory, których dokonuje. Jedyne co mogę, to dzielić się wiedzą i doświadczeniem, które posiadam.

Ogromnie cieszy mnie fakt, że Adrianna, która prowadzi fantastycznego bloga kulinarnego Moja Szczypta Orientu i w porywający sposób opowiada o Algierii, ma do tego tematu podobny stosunek. Nasze wielogodzinne dyskusje dotyczące podłości wielu arabskich mężczyzn i (o tak!) naiwności kobiet, zaowocowały tym oto tekstem.

On jest zupełnie inny, czyli miłość jest ślepa

Żadna z nas nie chce brać pod uwagę tego, że partner mógłby nas skrzywdzić. Ufamy, że on jest inny, że nie wpisuje się w stereotyp. Niestety, inne kobiety identycznie myślały o swoich habibi. Wierzyły, ufały, może nawet nie miały wielu powodów, by wątpić. A może miały, ale machnęły na nie ręką?

Łatwo jest oceniać, gdy to nie nami targają emocje, łatwo szufladkować patrząc na historię z perspektywy czasu i mając pełny jej obraz.

Związki z obcokrajowcami to relacje podwyższonego ryzyka – czy nam się to podoba, czy też nie, stąd konieczna jest spora doza ostrożności. Jakąkolwiek decyzję podejmiemy teraz, z jej konsekwencjami będziemy musiały się uporać w przyszłości. Podanie w wątpliwość intencji ukochanego może niejednokrotnie oszczędzić nam ogromu problemów, zawodu miłosnego, czasu i nerwów.

Tym razem będzie nieco inaczej, bo bardziej życiowo

Możemy Was raczyć banałami, radzić, na co uważać i przestrzegać przed pochopnym angażowaniem się w wakacyjne lub internetowe miłości. Możemy napisać dziesiątki tekstów o tym, jak ogromnym problemem są leniwi, pozbawieni godności chłopcy, którzy zrobią wszystko dla wizy. Jednak to życie pisze najciekawsze historie. Ważne, abyśmy potrafiły właściwie je interpretować.

Poniżej znajdziecie historie, które wydarzyły się naprawdę. Wszystkie imiona i szczegóły, które w tym kontekście nie są istotne, zostały zmienione. Jeżeli czytasz ten tekst dlatego, że jesteś zakochana w przystojnym Arabie, zastanów się przez chwilę, w którym momencie tych opowieści miałaś pewność, że źle się skończą? Zastanów się nad tym, czy czytając Twoją relację, ktoś mógłby odnieść podobne wrażenie?

Pełna akceptacja ze strony rodziny

Jola ma 45 lat i troje dzieci. Najmłodsze 5, najstarsze 15 lat. Rozwiodła się kilka lat temu z mężem, który nadużywał alkoholu i robił awantury. W Internecie poznała 24-letniego Ahmeda. Jak sama mówi, bardzo szybko wyznał jej miłość i ciągle komplementował. Nieustannie pytał o jej dzieci, z czasem i one zasiadały przed komputer, aby z nim porozmawiać.  Był bardzo zaangażowany w ich życie rodzinne. Po 4 miesiącach rozmów na Skype postanowili spotkać się w jego kraju.

Jola poleciała sama na dwa tygodnie do jego domu. Poznała jego rodziców, młodszego brata i siostry. Wszyscy byli dla niej bardzo mili, z zachwytem oglądali zdjęcia dzieci. Czuła, że wszyscy zaakceptowali ją jako narzeczoną Ahmeda, bo tak przedstawił ją, gdy tylko dotarli do domu.  Matka i siostra rozpływały się nad nią z zachwytu, powtarzały, że nie przeszkadza im różnica wieku i to, że ma dzieci. Później sprawy potoczyły się już szybko. Jola zaczęła planować ślub, o wszystko pytała w ambasadzie i na forach o związkach mieszanych. Wreszcie po 5 miesiącach całość została zaplanowana. Jola poleciała razem z dziećmi do Ahmeda, aby zostać jego żoną. Po ślubie i powrocie do Polski zaczęła załatwiać sprawy formalne, aby ściągnąć męża do kraju. Dość szybko udało się to zrealizować.

Jak sama mówi, na początku było cudownie, chociaż Ahmed nie angażował się w szukanie pracy. W końcu to ona załatwiła mu zajęcie w gastronomii. Ahmed był jednak niezadowolony i po 2 miesiącach zrezygnował. Z czasem, zamiast przesiadywać całe dnie w domu, przesiadywał z kolegami poza domem. Z rodziną rozmawiał zawsze, gdy Jola była w pracy, nigdy w jej obecności. Gdy dostał kartę pobytu, nagle zniknął. Jola wróciła do domu i nie zastała ani jego, ani jego rzeczy. Telefon nie odpowiadał. Dopiero po kilku dniach odezwał się do niej, aby powiedzieć, że chce rozwodu i planuje wyjechać do Francji. Pytała, co się stało, dlaczego tak zdecydował. Wreszcie odkrył przed nią karty — powiedział, że chciał do Europy, a ona mu to umożliwiła. Jego rodzina jej nie akceptuje, nie chcą, aby syn miał dwa razy starszą od siebie żonę i wychowywał nie swoje dzieci. Poza tym matka znalazła mu nową kandydatkę na żonę, z jego kraju. Prosił, by nie robiła problemów z rozwodem.

Jola mówi, że nie wie co się z nim teraz dzieje i gdzie jest. Czuje się oszukana, zraniona. Pytana, czy nie zapaliła jej się żadna ostrzegawcza lampka, odpowiada, że nie. Ufała mu w 100%, zapewniał, że kocha i przysięgał na Koran. Jego rodzina również brała udział w tym przedstawieniu. Wszystko, byle dostał się do Europy. Czy wiedziała, że w kraju Ahmeda młodzi mężczyźni  zazwyczaj nie poślubiają kobiet z dziećmi? Mówi, że nie. Ahmed zapewniał, że to coś całkiem normalnego. Różnica wieku? Podawał przykład Chadidży, żony Proroka Mahometa, starszej od Niego o 15 lat. Na wszystko zawsze było logiczne wytłumaczenie.

Nowy ojciec dla dorastających dzieci

Marta poznała Karima na Facebooku. Napisał do niej wiadomość. Teraz mówi, że pewnie wysyłał setki takich samych, do różnych kobiet, czekając, która odpowie, która będzie zainteresowana rozwinięciem znajomości.  Wiedział od początku, że ma dwóch dorastających synów, którym brakuje ojca. Słyszała opowieści o wizowcach, ale kojarzyła ich głównie z młodymi mężczyznami. Karim był po 40-stce tak jak Marta. Codziennie rozmawiali na Skype, interesował się sprawami jej dzieci. Na swoim Facebooku zamieszczał ich zdjęcia wraz ze zdjęciami Marty i z podpisami, że ich kocha i tęskni.

Czy wtedy nie było dla niej dziwne, że chociaż nie poznali się jeszcze na żywo, on deklaruje poważne uczucia względem jej rodziny? Mówi, że ufała w jego intencje. Po 8 miesiącach internetowej znajomości Marta spotkała się z Karimem w kraju graniczącym z jego ojczyzną. Dwa tygodnie spędzone wspólnie utwierdziły ją w przekonaniu, że to jest właściwy mężczyzna. Karim się oświadczył i zapewniał o swoim uczuciu, mówił, że chce, aby jak najszybciej została jego żoną, a on mógł się stać ojcem dla jej synów. Marta skorzystała z rad koleżanki i postanowiła zapytać Karima co myśli o tym, aby żyli w jego kraju, a nie w Polsce. Odpowiedział, że przecież dzieci są najważniejsze i nie można ich wyrywać z ich środowiska, od kolegów, rodziny, szkoły. Poza tym edukacja w Polsce jest na wyższym poziomie. Trzeba myśleć o dzieciach. To uśpiło czujność Marty, wtedy odebrała to jako wyjątkową troskę o jej synów. Przecież miał rację.

Po powrocie do domu zaczęła przygotowania do ślubu, narzeczony namawiał ją, by nie zwlekać. W końcu, po kolejnych kilku miesiącach przyleciała do jego kraju, tym razem na swój ślub. Została przez miesiąc. Wszystko było w porządku. Mieszkali razem z jego matką. W domu było bardzo skromnie, dlatego często to ona robiła zakupy. Po powrocie do Polski, Marta, już jako mężatka, robiła, co mogła, aby mąż dostał wizę, jednak za każdym razem wniosek zostawał odrzucony. Karim robił jej awantury, krzyczał, że nic nie potrafi załatwić. Że to jej wina. Później, że chyba jej nie zależy, że pewnie poznała innego mężczyznę. Robił z siebie ofiarę. Sam nie angażował się w sprawę. To ona załatwiała prawników, ona dzwoniła po urzędach, ona pisała pisma do ambasady.

Wszystko trwało 3 lata, a Karim nadal nie mógł dostać wizy. Marta uważa, że muszą być istotne powody, dla których jego wnioski zostawały odrzucane, a o których on nie chciał jej powiedzieć. W ciągu 3 lat walki o wizę, przeplatanych awanturami na Skype i zrzucaniem winy na Martę, Karim już nie zapewniał o swoich uczuciach tak często, jak na początku. Synami Marty praktycznie się nie interesował. Pytał kurtuazyjnie co u nich słychać i na tym jego zainteresowanie się kończyło.

Gdy Marta chciała przylecieć z dziećmi na wakacje do Karima, odpowiedział, że przecież nie mają na to warunków i pieniędzy, ale może przylecieć sama, może udałoby się coś załatwić w ambasadzie. Marta zostawiła więc synów pod opieką swojej siostry i poleciała. Byli w ambasadzie, nic nie załatwili. Przez resztę pobytu nie mieli o czym ze sobą rozmawiać, Karim nie wykazywał nią większego zainteresowania. Całe dnie siedziała z jego matką w mieszkaniu, on wracał dopiero wieczorem. Gdy wróciła do Polski, ich kontakty z codziennych, zamieniły się w rozmowy dwa razy w tygodniu.

Po jakimś czasie Karim wykrzyczał jej, że chce się rozwieźć, skoro nie zależy jej na tym, aby on żył razem z nią. Potem odkryła, że od jakiegoś czasu był w bliskiej relacji z inną kobietą, z Francji. Teraz wie, że szukał wyjścia awaryjnego. Są już po rozwodzie. Marta nie wie co dzieje się z jej byłym mężem.

Nic nie zwiastowało problemów

Kasia ma 35 lat, Mohamed jest zaledwie 3 lata młodszy od niej. Żadna różnica. Również poznali się przez Internet. Po zaledwie 2 miesiącach znajomości wysłała mu pieniądze. Dlaczego? Mówi, że pierwszy raz wcale o to nie prosił. Opowiadał, że nie pracuje, bo jest duże bezrobocie i nic nie może znaleźć. Ci, którzy znajdują, to tylko przez znajomości. Matka jest chora, musi brać leki. Młodszy brat jeszcze się uczy, a jest i siostra. Skąd mieli pieniądze na życie? Nie pytała, on nie mówił. Zrobiło jej się żal i wysłała mu trochę pieniędzy. Mówił, że nie może przyjąć, że się nie zgadza, ale nalegała. Za jakiś czas to on wyszedł z prośbą. Siostra wychodzi za mąż, potrzebne pieniądze, czy nie mogłaby mu pożyczyć? Oczywiście, pożyczyła.

Po 4 miesiącach postanowili spotkać się na żywo, od razu na swoim ślubie. Zapewniał, że jest kobietą jego życia, tylko jest jeden kłopot – finanse… Dla Kasi to nie był problem, postanowiła, że za wszystko zapłaci. Przecież dobrze zarabia, a on nie ma pracy. Po ślubie zaczęli załatwianie potrzebnych papierów. W końcu się udało i Mohamed przyleciał do Polski. Gdy pytała, co z chorą matką i młodszym bratem odpowiedział, że mają wsparcie wujka. Nie drążyła tematu. Układało im się dobrze, chociaż to ona utrzymywała dom. Mohamed narzekał, że w Polsce nie ma dla niego pracy, nikt go nie chce, bo jest Arabem. Kasia z perspektywy czasu uważa, że nie mógł nic znaleźć, ponieważ nie miał żadnego wykształcenia ani chęci do pracy.

Mohamed coraz częściej poruszał temat wyjazdu za granicę. Pytał ją, czy nie chciałaby żyć w Anglii lub Francji. Tam jest lepiej niż w Polsce. Ludzie nie są rasistami, więc na pewno znalazłby pracę. Kasia nie chciała wyjeżdżać, bo tutaj miała dobrą posadę. Chciała, aby zapisał się na kurs języka polskiego i zdobył jakieś doświadczenie. Proponowała, że wszystko opłaci, pomoże mu, bo początki nigdy nie są łatwe, zwłaszcza dla kogoś z innego kraju. Nie wykazywał zainteresowania, ciągle powtarzał, że przez rasizm i tak nigdy nic tutaj nie osiągnie. Nie przekonywały go historie o Arabach, którzy w Polsce pracują w międzynarodowych firmach lub mają swoje własne biznesy.

Któregoś dnia Mohamed oznajmił Kasi, że jedzie do kuzyna do Francji na dwa tygodnie. Już nie wrócił. Zadzwonił do niej, aby powiedzieć, że nie wraca i zostaje tam. Dobitnie poinformował, że ona nie ma po co do niego dołączać. Potem kontakt się urwał. W świetle prawa dalej są małżeństwem. Kasia nie wie, gdzie ma szukać męża i jak zabrać się za załatwianie rozwodu. Jest w trakcie załatwiania tych spraw z adwokatem.

Młodszy ukochany

Bożena również poznała męża przez Internet. Była od kilku lat rozwódką z kompleksami i kompletnie, jak sama przyznaje, zrujnowaną samooceną. Ibrahim ciągle zapewniał, że jest najpiękniejsza. Na początku miała wątpliwości, Ibrahim jest młodszy od niej o 18 lat. Wkrótce jednak różnica wieku przestała jej przeszkadzać. Dość szybko postanowili poznać się na żywo. Bożena poleciała do jego kraju na dwa tygodnie. Wciąż prawił jej komplementy i oświadczył się na plaży. Jak mantrę powtarzał, że jest najpiękniejsza, najcudowniejsza, że spotkało go niesamowite szczęście, że ją poznał.

Po kolejnych kilku miesiącach poleciała znowu, tym razem na swój ślub. Zdziwiło ją co prawda, że byli obecni tylko oni i świadkowie, ale mąż wytłumaczył, że są biedną rodziną i nie mają pieniędzy na wesele. Poza tym nie wszyscy tutaj robią wesela. Uwierzyła, bo dlaczego miałaby nie wierzyć. Sprawy formalne w ich przypadku potoczyły się bezproblemowo. Ibrahim dość szybko przyleciał do Polski. Bożena załatwiła mu pracę.

Przez 3 lata mieszkali razem, on, ona i jej córka. Często zdarzało się, że Ibrahim wieczór wolał spędzać poza domem, ale Bożena tłumaczyła sobie, że przecież jest młody, chce się bawić, ma swoje towarzystwo. Czasami docierały do niej dziwne informacje od znajomych, ale nie wierzyła w plotki. Uważała, że ludzie jej zazdroszczą. Pewnego dnia mąż oznajmił jej, że już jej nie kocha i chce się rozwieźć. Wiadomość ta, jak twierdzi Bożena, nieprzypadkowo zbiegła się w czasie z informacją, że dostał kartę pobytu na kilka lat. Ibrahim wyprowadził się i zamieszkał u kolegi, który potem okazał się jego partnerem. Plotki o tym, że jest gejem, potwierdziły się, jednak Bożena nie chce zdradzać, w jaki sposób się tego dowiedziała.

Emigracja dla męża

Emilia poświeciła dużo, aby być razem z mężem. Poznali się jak większość, w Internecie. Nie byli jedną z tych par, która bierze ślub na pierwszym spotkaniu. Emilia była w kraju Idrissa 6 razy. Poznała jego całą rodzinę. Dopiero w czasie swojej szóstej wizyty (po 3 latach znajomości) wzięli ślub. Bardzo spodobał jej się kraj męża. On jednak cały czas narzekał i mówił, że nie ma to, jak Europa. Poskładali wszystkie papiery, jednak wciąż nie udawało mu się dostać wizy.

Porad szukała w grupach na Facebooku i na forach internetowych. Doradzono jej, aby wyjechała do Anglii i tam załatwiła sobie prace i mieszkanie, wtedy będzie mogła z łatwością ściągnąć do siebie męża. Emilia zostawiła więc swoją dotychczasową pracę, przerwała kolejne studia i wyjechała zaczynać wszystko od zera. Z dala od rodziny i znajomych była zdana wyłącznie na siebie. Jej wysiłek jednak się opłacił, ponieważ faktycznie tak jak jej powiedziano, Idriss bez problemu dostał się do Europy.

Jak mówi Emilia, pierwszy rok był bezproblemowy, potem zaczęli się od siebie oddalać. W końcu Idriss postanowił się wyprowadzić. Po jakimś czasie się rozwiedli. Emilia nie wie, co się dzieje z jej byłym mężem, ponoć jest zaręczony z dziewczyną ze swojego kraju i planuje ściągnąć ją do Anglii.

Czar pryska

Joanna dość szybko postanowiła wziąć ślub z poznanym w Internecie Sofianem. Od początku była zachwycona jego krajem, religią i kulturą. Fascynowało ją wszystko do tego stopnia, że ekspresowo przeszła na islam. Nie chce powiedzieć, czy ślub wzięli na pierwszym spotkaniu na żywo, czy później. Po ślubie zamieszkała w jego kraju. Żyli w domu na wsi, razem z jego rodzicami i dwiema siostrami.  Od początku nie dogadywała się z jego rodziną. Czuła ich niechęć względem swojej osoby i totalną kontrolę. Nawet na zakupy mogła wyjść tylko z mężem lub teściową, nigdy sama. Całe dnie spędzała w domu w towarzystwie teściowej i szwagierek. Siostry męża podczas jej nieobecności grzebały w jej prywatnych rzeczach, pożyczały ubrania bez pytania. Teściowa krytykowała każdy ugotowany przez nią posiłek. Za każdym razem mąż stawał po stronie matki i sióstr.

Życie w takiej rodzinie wcale nie przypominało Joannie bajkowych opowieści, jakie roztaczał przed nią Sofian. Coraz częściej dopytywał o to, kiedy pojadą do Europy. Wreszcie wysłał ją do Polski, aby załatwiła potrzebne formalności. Joanna nie chce wchodzić w szczegóły, mówi tylko, że wnioski były kolejno odrzucane. Wróciła do kraju męża, do domu. Nie przyjął jej zbyt wylewnie. Ciągle pytał, kiedy znowu będą aplikować.

Joanna po jakimś czasie znowu poleciała do Polski. Sofian po raz kolejny nie dostał wizy. Wykrzyczał jej, że w takim razie nie ma po co wracać i taka żona nie jest mu potrzebna, nie musi też kłopotać się o swoje rzeczy osobiste, bo wyśle jej pocztą. Krótko potem się rozwiedli. Po dwóch latach okazało się, że Sofian jest w Europie dzięki swojej nowej niemieckiej żonie.

Nie, to nie są odosobnione przypadki

Historii jak te wyżej opisane jest na pęczki, wszystkie dość podobne do siebie. Od kilku lat skala problemu jest zatrważająca, a liczba mężczyzn gotowych poświęcić wszystko dla wizy, zdaje się tylko rosnąć. Trudna sytuacja na rynku pracy w krajach Afryki Północnej jedynie pozornie jest wytłumaczeniem dla takiego stanu rzeczy. U podłoża problemu zazwyczaj leży zwyczajne lenistwo i szukanie drogi na skróty, a także wiara w to, że w Europie można żyć dostatnio, nie wkładając w to zbyt wiele wysiłku.

Istnieje różnica pomiędzy „pracujący”, a „pracowity”

Temat wizowców bywa o tyle drażliwy, że dotyka delikatnej kwestii finansów. Czy każdy mężczyzna, który jest w trudnej sytuacji materialnej, którego nie stać na wyjazd i który jest bezrobotny, z automatu musi być wizowcem? Nie. Odwołajmy się jednak do pracowitości, która jest wartością uniwersalną bez względu na pochodzenie.

Obracając się we własnym kręgu kulturowym, z łatwością jesteśmy w stanie zidentyfikować lawirantów, którzy na narzekanie poświęcają znacznie więcej czasu, niż na robienie czegokolwiek pożytecznego. Spójrzmy podobnie na sytuację naszego egzotycznego wybranka. Nie ma pracy – ok. Jednak czy ma wykształcenie, czy stara się zdobyć dodatkowe doświadczenie, aktywnie poszukuje pracy? Być może nie ma stałego zatrudnienia, ale nieustannie znajduje dorywcze zajęcia? Czy może siedzi z kolegami przy sziszy czekając na mannę z nieba? Przyzwoity mężczyzna być może będzie żył skromnie, ale pracowicie, starając się zapewnić byt rodzinie, a nie przesiadując od rana do nocy w kawiarniach.

Takie podejście mężczyzn przejawia się wyraźnie także w kwestii załatwiania formalności związanych z legalizacją związku. Bardzo często zdarza się, że wszystkimi formalnościami wizowymi zajmują się żony. To one dzwonią, wysyłają maile, chodzą do ambasad, urzędów, szukają informacji w Internecie. Mężowie tymczasem czekają, nie angażując się w żaden sposób, perfidnie wykorzystując zaangażowanie kobiety. W niektórych przypadkach w tym przedstawieniu biorą udział także całe rodziny. Doskonale wiedząc, jakie intencje ma ich syn, gotowi są poświęcić własną godność i dobro kobiety, zapewniając, że jest w pełni akceptowana i znajdzie wśród nich oparcie.

Kiedy powinna się zapalić czerwona lampka?

Trudno o złote rady w kwestiach tak delikatnych, jak związki. Na blogu znajduje się już tekst o tym, jakie kroki warto podjąć, aby uchronić się przed arabskim wizowcem. Warto przede wszystkim skupić się na sobie, swoich potrzebach, pragnieniach i wątpliwościach – więcej na ten temat przeczytacie we wpisie “Czy on jest wizowcem?”

Zwróćcie uwagę, że często tego typu historie łączą pewne szczegóły np. specjalnie utworzone fejk konta na Facebooku, na których niejednokrotnie przewijają się religijne teksty z Koranu. Ma to za zadanie jedynie uśpić czujność kobiety i przekonać ją, że ma do czynienia z wierzącym, a co za tym idzie prawdomównym człowiekiem.

Kolejną kwestią jest zadziwiające wręcz zaangażowanie w związek, często pojawiające się zdjęcia nowej wybranki i jej dzieci z podpisami zapewniającymi o miłości i tęsknocie. Ogromnym błędem, który kobiety zdają się popełniać w tej sytuacji, jest tłumaczenie takich zachowań różnicami kulturowymi. Stwierdzenie „tam jest inaczej” staje się wręcz kultowe. Warto zadać sobie jednak pytanie, czy rzeczywiście wiemy, jak to się „tam” odbywa, czy też może bazujemy na stereotypach?

Zamknięty półświatek wizowców

Skąd wiem, że mamy rację? Każdorazowo po opublikowaniu na blogu bądź na Facebooku tekstu na temat wizowców dostaję wiadomości od Arabów. Pisane łamaną angielszczyzną lub tłumaczone na język polski za pomocą Google Translate. Przewijają się pretensje, zawoalowane ostrzeżenia i żale. Pojawiają się nawet całe historie i zapewnienia, że oni są inni i gdybym tylko mogła napisać do ich dziewczyny i zapewnić ją, że nie ma się czego obawiać. Skąd wiedzą o blogu, jak czytają i w końcu, dlaczego tak bardzo ich drażni, że zadają sobie trud wysłania wiadomości?

Często wizowcy wymieniają się wzajemnie doświadczeniami i udzielają sobie rad. Na jakim portalu, stronie, aplikacji łatwo znaleźć kobietę. Jakiej narodowości kobieta jest najbardziej naiwna i skora do szybkiego ślubu i załatwienia papierów – tutaj niestety zajmujemy jedno z niechlubnych, pierwszych miejsc. Doskonale wiedzą co mówić, jak mówić, znają naszą kulturę, słabości i wykorzystują potrzebę bliskości. Doskonale wiedzą, jaki typ kobiet jest łatwy do manipulacji.

Tajemnicą poliszynela jest to, że wizowcy mają swoje tajne grupy na Facebooku, w których wzajemnie udzielają sobie wskazówek. Bezczelność niektórych sięga tak daleko, że otwarcie rozmawiają ze sobą na ten temat nawet w obecności innych osób. Niejednokrotnie takie rozmowy można usłyszeć w ambasadach – powinno to zresztą rozwiać wątpliwości odnośnie tego, dlaczego wnioski wizowe małżonków bywają wielokrotnie odrzucane.

Małżeństwo nie jest jedyną drogą do Europy

Błędnym przekonaniem, które niestety często jest powtarzane, także przez kobiety w związkach z obcokrajowcami, jest to, że zaproszenie bądź małżeństwo jest konieczne, aby osoba pochodząca z kraju arabskiego otrzymała wizę Schengen. Nawet pobieżne sprawdzenie procedury ubiegania się o wizę szybko wyprowadzi Was z tego błędu.

Wielu mężczyzn podejmuje wysiłek i aplikuje, dbając o to, aby spełnić wszystkie kryteria. Nie proszą żadnej kobiety o pomoc, nie żerują na czyjejś naiwności, nie oszukują. Wszystkiego dowiadują się sami i sami są w stanie się tutaj utrzymać i zalegalizować swój pobyt. Często dzięki swojej ciężkiej pracy i chęci do samorozwoju awansują lub zakładają swoje własne firmy.

Problem wizowców istnieje i ma się dobrze

Najważniejsze, aby otwarcie o tym mówić. Co chwila jak z taśmy produkcyjnej zjeżdżają kolejne takie związki, w których wspólnym mianownikiem jest określony typ mężczyzn i kobiet.

Warto jest zaznajomić się najpierw z kulturą, religią i obyczajami panującymi w kraju wybranka, aby mieć jakąkolwiek wiedzę w tym zakresie. Ważne, aby poznać nie tylko obowiązki kobiety w danej kulturze, ale także przywileje, z których można korzystać, jak również obowiązki mężczyzny. Dbając o samą siebie, należy być ostrożną i nie patrzeć przez różowe okulary, licząc, że „jakoś to będzie”. Zawsze wierzymy, że problem nas nie dotyczy, jednak warto zdawać sobie sprawę z ogromnej skali tego zjawiska i nie być naiwną.

 


 

Tekst powstał we współpracy z Adrianną, autorką bloga Moja Szczypta Orientu. Zapraszam Was również do śledzenia jej profilu na Facebooku, a także na Instagramie, gdzie znajdziecie mnóstwo ciekawostek na temat Algierii.