Muzeum Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca w Genewie
Szwajcaria

Muzeum Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca w Genewie

Gdy ktoś pyta o miejsca, które warto zobaczyć w Genewie, bez namysłu wymieniam Muzeum Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca. Nie sposób zresztą pominąć takie miejsce w mieście, które stanowi siedzibę dla licznych organizacji międzynarodowych i utożsamiane jest ze światową stolicą humanitaryzmu i praw człowieka.

Jeżeli wystawy związane z akcjami humanitarnymi nie są Waszym pierwszym wyborem, mam nadzieję, że zmienicie zdanie po przeczytaniu tego wpisu.

Najlepsze muzeum, w jakim kiedykolwiek byłam

Interaktywne, emocjonalne, skłaniające do refleksji. To określenia, jakie przychodzą mi do głowy po odwiedzeniu Muzeum Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca w Genewie. To nie jest muzeum z eksponatami, a muzeum z historiami. Wracałam do niego wielokrotnie i nigdy się nie nudziłam. Wywołuje emocje, które pozostają z nami przez wiele kolejnych dni.

Pasjonują mnie tematy związane z prawami człowieka i z prawem humanitarnym. Po tym, gdy mieszkałam w Saharze Zachodniej, zaczęłam zupełnie inaczej patrzeć na świat i dostrzegać ludzkie dramaty. Obok wystaw w tym muzeum nie sposób jest przejść obojętnie, całość zorganizowana jest w wyjątkowo przemyślany, ciekawy i angażujący sposób.

Przygoda z humanitaryzmem

Schodzimy schodami na niższy poziom i znajdujemy się w holu, z którego prowadzi XX drzwi. Spory i zupełnie pusty hol, od którego prowadzi kilka wyjść. Każde z nich opatrzone opisem i strzałką. Zapowiada się interesująco – to coś zupełnie innego. Nie ma ogromnego pomieszczenia wypełnionego eksponatami, zdjęciami i raportami, jak można by się spodziewać po muzeum humanitaryzmu.

Zamiast tego, wkraczamy w ciemność.

Broniąc ludzkiej godności

Ludzka godność to termin, który dla nas zdaje się dość pusty. Piszę to celowo, z perspektywy osoby, która na własne oczy widziała nadużycia względem ludzi i słuchała opowieści ich ofiar

Zakładamy na uszy słuchawki otrzymane przy zakupie biletu i krok po kroku zaczynamy odkrywać świat, w którym niesprawiedliwości i dramatów jest aż zbyt wiele.

Trochę historii

Jak to się stało, że powstał Czerwony Krzyż i Czerwony Półksiężyc? Czym dokładnie jest Konwencja Genewska, jakie są jej założenia i dlaczego jest tak istotna? Tego wszystkiego dowiemy się w ciągu kilku pierwszych minut. Zazwyczaj nudna część historyczna została zaprezentowana w intrygujący i angażujący sposób. Dzięki temu niemal niezauważalnie przyswajamy informacje, bez których dalsza część zwiedzania nie miałaby większego sensu.

Konwencja Genewska to tekst, o którym uczymy się na lekcjach historii, o którym słyszymy w kontekście tragicznych wiadomości, a dla ogromu ludzi jest on ostatnią nadzieją. Klęska moralności. Holocaust. Wojna w Algierii. A to dopiero wstęp do tego, co czeka nas dalej.

Najbardziej przejmujące eksponaty muzealne

Czarno – białe pomieszczenie daje dziwne, niemal psychotyczne wrażenie. Dookoła znajdują się przeszklone gablotki z eksponatami. Skłamałabym, twierdząc, że w tym muzeum nie ma dzieł sztuki. Te dzieła sztuki zostały wykonane przez więźniów, zazwyczaj politycznych. Za każdym przedmiotem kryje się historia, a niektóre z nich usłyszymy w słuchawkach audio przewodnika. Pojawia się tutaj także wątek polski.

Najbardziej przejmujące pozostają jednak raporty sporządzane przez pracowników Czerwonego Krzyża, którzy regularnie odwiedzają więzienia, aby skontrolować warunki, w jakich przetrzymywani są więźniowie. Czytając suche relacje dotyczące tortur i nadużyć aż trudno uwierzyć, że raporty opatrzone są datami sprzed zaledwie kilku lat.

Twarzą w twarz

Kumulacją wszelakich emocji jest dla mnie kolejne pomieszczenie. Początkowo nieco intrygujące. Znajdują się w nim “budki” z ekranami przedstawiającymi różne osoby. Żeby uaktywnić ekran, należy położyć dłoń na dłoni postaci, która się na nim znajduję. Później można się już tylko oprzeć i z niedowierzaniem słuchać.

Mężczyzna, który jako dziecko został wcielony do armii. Kobieta, która w poszukiwaniu lepszego życia nielegalnie dostała się z Ameryki Południowej do Szwajcarii i przypłaciła to utratą więzi z dziećmi. Mężczyzna, który stracił nogi w wyniku wybuchu miny przeciwpiechotnej.

Całość zorganizowana w przemyślany sposób. Spore ekrany dają wrażenie, że stoimy naprzeciwko rzeczywistej osoby, która opowiada nam historię swojego życia. Daje to niesamowite wrażenie, na które ciężko pozostać obojętnym.

Ilekroć jestem w Muzeum Czerwonego Krzyża i Półksiężyca w Genewie, zawsze w pierwszej kolejności idę wysłuchać relacji Emmanuela Jal, która porusza, przeraża, ale też napawa nadzieją i udowadnia, jak ogromna kryje się w nas siła. Jego historię można obejrzeć w poniższym dokumencie, niestety jedynie w języku angielskim.

Przywracając więzi rodzinne

Przedzieramy się przez gąszcz wiszących łańcuchów. Obijają się o siebie, o nas, wydają charakterystyczny dźwięk metalu uderzającego o metal. W tak niepokojący sposób rozpoczyna się podróż przez kolejną wystawę.

Z gąszczu łańcuchów wkraczamy w gąszcz kartotek. Ta część ekspozycji zawiera zbiór informacji o osobach zaginionych w czasie I wojny światowej, posegregowanych według krajów. Dalej możemy sprawdzić, w jaki sposób niegdyś, a jak obecnie, można szukać bliskich, z którymi utraciło się kontakt w wyniku wojny, migracji czy kataklizmów.

Stojąc w obliczu dramatu

Ściana, która znajduje się w tym pomieszczeniu, przytłacza i sprawia wrażenie, że moje problemy przestają się jawić jako wyzwanie. Od podłogi do sufitu zdjęcia dzieci, które straciły bliskich w czasie ludobójstwa w Rwandzie. Zbyt małe, by podać jakiekolwiek dane umożliwiające odnalezienie ich rodzin, były fotografowane z nadzieją, że bliscy je rozpoznają.

Ta część wystawy była dla mnie szczególnie trudna, bo miałam okazję poznać osoby będące ofiarami ludobójstwa w Rwandzie. Pisałam o tym tutaj.

Wyjątkowo wymowne jest również niewielkie pomieszczenie związane z ludobójstwem w Srebrenicy. To nie jest miejsce, które można opisać. Raczej takie, które należy poczuć.

Twarzą w twarz po raz kolejny

Mijamy ekspozycję, na której znajdują się listy pisane przez więźniów do swoich rodzin i znajdujemy się obok nieco intrygującej konstrukcji. Kolista, drewniana, a w środku cztery ekrany z postaciami w skali niemal 1:1. Siadamy naprzeciwko mężczyzny ubranego w pomarańczowy kombinezon i po raz kolejny wsłuchujemy się w mrożącą krew w żyłach, pełną dramatu i niesprawiedliwości człowieka, który przeżył piekło w Guantanamo.

Jest cicho, spokojnie i każdy w skupieniu słucha słów wybrzmiewających w słuchawkach. Obok możemy usłyszeć historię dentysty, który pomagał w identyfikacji zwłok osób zabitych w czasie kataklizmu. Pojawia się też relacja dziewczyny, która jako dziecko uciekła z Rwandy w czasie ludobójstwa, a także analiza psychiatry, który wyjaśnia, jaki wpływ na zdrowie mają tego typu tragedie.

Zmniejszanie naturalnych zagrożeń

Ostatnia część ekspozycji dotyczy katastrof naturalnych i sposobów, w jakie można im zapobiegać. Cała wystawa jest mocno interaktywna, rozpoczęta grą, w której naszym zadaniem jest uratowanie jak największej liczby osób na wyspie zagrożonej powodzią. Ciekawy wstęp do tego, co mamy okazję zobaczyć dalej.

W tej części wystawy znajdują się także plakaty Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca. Podczas niemal każdej z wizyt udawało mi się znaleźć wątek polski.

Lepiej zapobiegać

Ciekawie zaaranżowane interaktywne prezentacje ukazują, w jaki sposób wczesne ostrzeganie o zagrożeniach może uratować życie. Jakkolwiek jest to logiczne w naszym świecie, gdzie dostęp do prądu, telewizji, internetu i radia jest niemal nieograniczony, sytuacja wygląda zgoła inaczej w innych regionach globu.

Twarzą w twarz po raz trzeci

Jakkolwiek z zaangażowaniem słuchałam relacji osób opowiadających swoje historie na poprzednich częściach wystawy, tym razem nieco się zawiodłam. Sama organizacja jest z jednej strony ciekawa – siedzimy na krześle naprzeciwko osoby również siedzącej na krześle. Z jednej strony daje to wrażenie bliskości, a z drugiej jest wyjątkowo niepraktyczne. Gdy w muzeum jest większa liczba zwiedzających, tylko jedna osoba może usiąść naprzeciwko ekranu, a pozostałe gromadzą się dookoła. Jakkolwiek nie jest to dużym problemem samym w sobie, to jednak audio-przewodnik nie zawsze działa poprawnie w sytuacji, gdy nie znajduje się w odpowiedniej bliskości ekranu.

Muzeum Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca w Genewie – czy warto?

Nie znajdę dość słów, by wyrazić, jak bardzo chciałabym każdego zachęcić do odwiedzenia tego miejsca. To nie jest zwykłe muzeum, zdecydowanie nie można się tam nudzić. Porusza, wyzwala ogromne pokłady empatii i sprawia, że przyjmujemy zupełnie inną perspektywę w kontekście dramatów, które rozgrywają się na całym świecie.

Przy wszystkich emocjach związanych ze zwiedzaniem tego miejsca, nie uważam, żeby Muzeum Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca było przytłaczające. Cięższe tematy przeplatają się z lżejszymi, a całość zorganizowana jest w sposób, który daje szansę na to, żeby zatrzymać się i dozować sobie emocje.

Muzeum Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca w Genewie – informacje praktyczne

Wszelkie informacje dotyczące godzin otwarcia i cen biletów dostępne są na stronie muzeum.

Na zwiedzanie warto zarezerwować około 2 godziny. W budynku znajduje się szatnia z zamykanymi szafkami (aby skorzystać, należy włożyć monetę 1 euro lub 1 frank, która później jest automatycznie zwracana). Na miejscu znajduje się także restauracja.

Sporo osób przychodzi z małymi dziećmi, jednak ekspozycje w żaden sposób nie są dla nich ciekawe. Jest to zdecydowanie tematyka dla młodzieży i dorosłych.

Muzeum Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca oddalone jest o kilka minut spacerkiem od siedziby ONZ. Korzystając z komunikacji miejskiej należy wysiąść na przystanku Appia.