Podróże

Maroko – nasza pierwsza wspólna podróż

Podróżowanie jako para to frajda i wyzwanie równocześnie. „Ja” przechodzi w „my” i momentalnie pojawia się konieczność kompromisów, zdarzają się drobne tarcia. Zwłaszcza w takim związku jak nasz, gdzie obydwoje cenimy sobie niezależność i lubimy stawiać na swoim.

Dotychczas z mężem razem wybraliśmy się do Londynu, Kairu i kilka razy do Las Palmas. Takie wypady znacząco różnią się jednak od objazdowej wycieczki po całym kraju. W końcu przylecieć w dane miejsce, wziąć taksówkę do hotelu i spędzić kilka dni w najbliższej okolicy lub w miejscu, w którym jedno z nas już było i które zna, to żadna sztuka.

Tym razem miało być inaczej – 2 tygodnie, ponad 2 tysiące kilometrów. Drogi, których nie znamy i obawa, że niektóre miejsca mogą być słabiej dostępne. A przede wszystkim świadomość, że przyjdzie nam się zmierzyć z wyzwaniami, których nie jesteśmy w stanie przewidzieć. W końcu także wątpliwości dotyczące umiejętności mojego męża jako kierowcy. Czym innym jest poruszać się samochodem po niedużym mieście i równiótkich, pustynnych drogach, a czym innym wjeżdżać 2000 metrów ponad poziom morza.

Praktycznie do ostatniej chwilii nie byliśmy pewni, jaki dokładnie będzie plan naszego wyjazdu.

Ba – nawet daty były mocno orientacyjne, bo wszystko zależało od tego, kiedy urlop męża zostanie zaakceptowany. Nie wiadomo było co zrobić z kotem, bo tutaj ciężko  ciągle irytowaliśmy się negocjacjami w sprawie wynajmu samochodu, które równocześnie prowadziliśmy na miejscu i w dwóch innych miastach i ostatecznie zamiast całą trasę zrobić autem, zdecydowaliśmy się na przelot do Agadiru i rozpoczęcie podróży właśnie tam.

Planowałam ten wyjazd dość chaotycznie – mąż zostawił mi wolną rękę, sam zajął się formalnościami związanymi z autem. Trasa, noclegi, planowanie zakupów i miejsc wartych zobaczenia leżało całkowicie w mojej gestii. Tylko jak zaplanować podróż, co do której nie miałam pojęcia jak się potoczy? Biorąc poprawkę na tutejsze realia na prawdę niewiele było mnie w stanie zaskoczyć. Ani fakt, że Royal Air Maroc oferuje możliwość zwrotu biletów jedynie w teorii, ani to, że mężczyzna, który początkowo chciał 600 dihramów/dobę za samochód w cudowny sposób zdecydował się opuścić cenę o połowę po tym, gdy już kupiłam bilety na samolot… Ani to, że mój mąż był skłonny anulować bilety i wynająć to auto „żebyśmy więcej zobaczyli i żebyś mogła zrobić więcej zdjęć na bloga”.

Z perspektywy czasu kilka kwestii zaplanowałabym inaczej, kilka zorganizowałabym w inny sposób.

Teraz, leżąc sobie wygodnie w łóżku, wydaje mi się, że tak wiele czasu upłynęło od tego wyjazdu, a przecież wróciliśmy jedynie 2 dni temu. Nie wszystko udało się tak, jak planowałam. Niektóre miejsca nas zawiodły, inne pozytywnie zaskoczyły, a jeszcze inne nie zrobiły na nas żadnego wrażenia. Mimo wszystko był to wspaniały czas. Spełniłam swoje kolejne – po Dubaju i Kairze – marzenie aby zobaczyć Marrakesz, po którym oprowadziła nas wspaniała przewodniczka Kasia. Przejechałam przez wysokie partie gór Atlas, spacerowałam przytulnymi uliczkami niebieskiej perły Maroka i podziwiałam berberyjskie wioski. Najczęściej we wspomnieniach wracam jednak do widoku ludzi, których mijaliśmy na naszej drodze i którzy zrobili na mnie największe wrażenie.

Wkrótce napiszę Wam relację z całej podróży. Opiszę nasze wrażenia, miejsca, które nam się spodobały i te, do których nie mamy ochoty wracać. A także dlaczego sporo czasu upłynie, zanim ponowne odważę się na wyprawę w góry.