Religia

Jaką jestem muzułmanką?

Prawdziwa muzułmanka powinna się skromnie ubierać. Musi nosić hidżab, a może nawet powinna zasłaniać twarz. Powinna słuchać męża i wybić sobie z głowy wszelkie feministyczne bzdury. Prawdziwa muzułmanka nie może mieć własnego zdania. Prawdziwa muzułmanka nie może wspierać prawa do decydowania o własnym ciele, czy równości. 

Pełna wzniosłych idei

Zanim zdecydowałam się zmienić religię, przeczytałam tłumaczenie Koranu, zapoznałam się z częścią hadisów. Czytałam opinie uczonych, zwane fatwami. Nie chciałam tylko zmieniać etykiety, chciałam, żeby to była świadoma decyzja, za którą pójdą konkretne działania. Poznałam, czym jest islam, zachwyciłam się jego prostotą i stylem życia, który promuje. Chciałam być muzułmanką idealną.

Angażowałam się w różne inicjatywy muzułmańskie. Wiedziałam, że mam wiedzę, więc starałam się ją przekazywać dalej – w końcu dawah to istotna część islamu. Tłumaczyłam, konsultowałam się, szukałam źródeł. Irytowałam się, że nie każdy interpretuje religię tak jak ja.

Konserwatywna ja

Zachłysnęłam się i zatraciłam w tym wszystkim. Przestałam czuć, że jestem sobą. Stałam się zestawem nakazów i zakazów, nawet jeżeli część z nich była dla mnie kłopotliwa. Nie zostawiałam sobie pola manewru, a mój wewnętrzny konserwatyzm przerodził się w pogardę w stosunku do tych, którzy praktykują inaczej.

Czułam się lepsza. Wiedziałam, że mam większą wiedzę niż wielu muzułmanów czy muzułmanek z dziada pradziada. Przestałam słuchać muzyki, zaczęłam nosić abaję. Patrzyłam z wyższością na kobiety, które nie nosiły hidżabu i zazdrościłam siły ducha tym, które nosiły nikab. Prychałam z lekceważeniem, gdy ktoś czegoś nie wiedział i wywracałam oczami, ilekroć ktoś popełniał błąd.

Chciałam być jak najlepszą muzułmanką, a stałam się arogancką i toksyczną osobą.

Islam wywrócił moje życie do góry nogami

Fajnie byłoby móc powiedzieć, że niczego nie poświęciłam, zmieniając religię. Że niczego mi nie brakuje. Niestety, prawda jest zupełnie inna – zmieniając religię, zdecydowałam się też zmienić styl życia.

Czasami, po długim i stresującym dniu, mam ochotę usiąść na balkonie z lampką wina, tak jak to robiłam, zanim zostałam muzułmanką. Czasami brakuje mi przyjaźni z mężczyznami, z którymi zawsze dogadywałam się lepiej, niż z kobietami. Czasami wspominam konferencje, wyjazdy i spotkania, które były pełne śmiechu, swobody i trwały do białego rana. W upalny wieczór mam ochotę wyjść na balkon w szortach i bluzeczce na ramiączkach i poczuć, jak ciepły wiatr otula moje ciało i rozwiewa włosy.

Mogłabym to wszystko robić nadal, jednak świadomie decyduję się z tego zrezygnować. Bywają dni, kiedy podejmuję walkę ze sobą, jednak ostatecznie zawsze stwierdzam, że warto. Że to droga, którą sama wybrałam i którą nadal chcę iść. Równocześnie czuję pełne przekonanie do swojego obecnego stylu życia i tęsknię za poprzednim. To nie czyni mnie gorszą muzułmanką. To czyni mnie człowiekiem.

Musiałam na nowo odnaleźć siebie

Zachłyśnięcie się nową religią było ciekawym doświadczeniem, ale z czasem zaczęło mi czegoś brakować. Zaczęło mi brakować siebie. Czułam się skuta kajdanami, które sama sobie nałożyłam. Sztywność, z jaką podchodziłam do wielu kwestii, zaczęła mi się dawać we znaki.

To nie byłam ja. Już nie czułam się szczęśliwa, a zagubiona. Nie chciałam wracać do tego, jak było przedtem, a nie mogłam się odnaleźć w tym, jak było teraz.

Zrozumiałam, że muszę pozostać tą samą osobą, którą byłam przed przyjęciem islamu, tylko w nowych okolicznościach. Nie jestem w stanie, na dłuższą metę, zmienić wszystkiego w swoim życiu i w sobie samej. Nie jestem sobie w stanie niczego narzucić. W końcu, gdy wybierałam nową religię, byłam już kompletną, w pełni ukształtowaną i dojrzałą osobą, która miała swoje wartości i przekonania. Zrozumiałam, że muszę odpuścić, podążać za głosem serca, za tym, co dyktują moje przekonania i robić to w ramach religii, która uczy mnie dobra, a nie przeświadczenia o wyższości nad innymi.

Jaką jestem muzułmanką?

Jestem praktykującą muzułmanką, która nosi hidżab i modli się pięć razy dziennie. Nie jestem idealna, wiele kwestii jest dla mnie problematycznych, dlatego zaakceptowałam, że nie dam rady robić wszystkiego, w tym praktykować religii, na 100%. Tym, co robię, jest dawanie z siebie tyle, ile jestem w stanie. Dążenie do tego, by być lepszą osobą tam, gdzie jest to możliwe. Każdego dnia odnajduję swoją drogę. Zrozumiałam, że bycie muzułmanką jest procesem, a nie celem.

Nie porzuciłam też mojego oblicza, które jest odrębne od religii. Jestem feministką, która uważa, że każda z nas powinna cieszyć się pełnią praw i decydować jak je wykorzysta. Bronię tak prawa do opalania się topless, jak i do noszenia nikabu. Wiem, czym jest dyskryminacja, dlatego wspieram wszystkie mniejszości i chcę, żeby każda osoba mogła być szczęśliwa. Prawa człowieka są dla mnie nadrzędną wartością i chcę, by każdy i każda z nas mogli się nimi cieszyć bez względu na to, kim jesteśmy.

Jestem muzułmanką i przede wszystkim jestem sobą. Mam własne przekonania i nadal pod wieloma względami pozostaję osobą konserwatywną, jednak mało kto o tym wie. Moje przekonania dotyczą tylko mnie, a nie kogokolwiek innego.