przejazd przez gory Atlas
Podróże

Imlil – nocleg w górach Atlas z widokiem na Jebel Toubkal

Planując przejazd przez Góry Atlas z góry założyłam, że przenocujemy właśnie tam

Raz, że była to jedyna rozsądna decyzja, biorąc pod uwagę męczącą i stresującą kilkugodzinną przejażdżkę górskimi drogami. A dwa… Te widoki! Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto uważa, że górskie krajobrazy nie są oszałamiająco piękne.

Wybierając trasę prowadzącą przez najwyższe partie gór mieliśmy tak naprawdę dość sporo opcji w kwestii noclegu

Droga prowadziła początkowo przez górskie szczyty, jednak w pewnym momencie wiła się już tylko w dolinie, wzdłuż rzeki Oued N’Fis, która w okolicy Ouirgane rozlewa się w przepiękny zbiornik wodny. W okolicy można znaleźć ogrom hoteli i riadów, zaczynając od tych, oferujących najprostsze zakwaterowanie za grosze, a kończąc na luksusowych, które mogą mocno nadszarpnąć budżet. Booking.com to mój najlepszy przyjaciel w podróży i jestem mu bardzo wdzięczna, za sugerowanie noclegów także w okolicy miejsca docelowego. Właśnie dzięki temu odkryłam Imlil.

Imlil to spełnienie marzeń dla miłośników przyrody, ciszy a także amatorów górskich wspinaczek

Widzieliście film „Siedem lat w Tybecie”? Jego część nagrywana była właśnie w marokańskim Imlil – już samo to powinno dać Wam wyobrażenie na temat tego, jak niesamowitą atmosferę oferuje to miejsce. Imlil to nieduża miejscowość położona 1800 metrów nad poziomem morza. Cudowne miejsce dla osób poszukujących spokoju, a także świetny punkt wypadowy dla górskich wspinaczek.

Imlil to było właśnie to, czego potrzebowaliśmy oboje. Nie potrafię słowami oddać uroku tego miejsca. Mogę powiedzieć jedynie tyle, że nic w Maroku nie urzekło mnie tak bardzo, jak ta górska wioska. Spokojna i tak cicha, że ta cisza stawała się wręcz namacalna, a przerywana była jedynie odgłosami zwierząt, które idealnie wkomponowały się w ten sielski obrazek. Nieopodal strumyk, w oddali ośnieżone szczyty gór, w tym majestatyczna Jebel Toubkal i przyjemny chłód, którego się nie spodziewałam.

Imlil – jak dojechać

Turyści najczęściej udają się do Imlil z oddalonego o nieco ponad 60 km Marrakeszu. Droga (R203) aż do Asni jest w dobrym stanie, nieco gorzej sprawa ma się z drogą (P2005) prowadzącą z Asni do Imlil. Miejscami jest wąska, wyboista, trzeba uważać na spore dziury, spadające kamienie i nadjeżdżające z naprzeciwka samochody. Nie ma jednak powodów do paniki – brzmi to znacznie gorzej, niż wygląda w rzeczywistości.

Jeżeli nie wynajmujecie samochodu i zastanawiacie się jak dojechać do Imlil, to bez problemu znajdziecie transport z Marrakeszu. Opcją budżetową są dzielone taksówki (mini-busy) z Marrakeszu (Bab er Robb) do Asni i przesiadka na kolejny do Imlil. Znacznie wygodniej, ale też o wiele drożej, jest wynająć samochód z kierowcą. Ceny zaczynają się od około 450 dihramów (45 euro) w jedną stronę za dwie osoby.

Możecie też pójść za naszym przykładem i przejechać przez góry Atlas – trasa jest malownicza, chociaż istnieje ryzyko, że osoby o słabych nerwach nie będą miały szans się nią cieszyć.

Gdzie i za ile nocowaliśmy?

Jak na tak odizolowane miejsce ceny noclegów w Imlil potrafią być zaskakująco wysokie. Nie zrażajcie się jednak, bo jak wszędzie, każdy znajdzie coś odpowiedniego dla siebie bez konieczności nadwrężania zaplanowanego budżetu. Wybierając nocleg w Imlil kierowałam się dwoma kryteriami – przyzwoity standard i widok – koniecznie chciałam pokój z balkonem. W końcu niezbyt często mam okazję być w górach i chciałam się nimi nacieszyć nawet nie wychodząc na zewnątrz.

Riad Afla był jak spełnienie marzeń, mimo że porównując ceny do tych z Marrakeszu irytowałam się koniecznością wydania 70 euro za nocleg ze śniadaniem na wsi w górach, no ale trudno. Z perspektywy czasu, mimo tego, że Imlil wspominam najlepiej z całej podróży po Maroku, co do Riadu Afla mam mocno mieszane uczucia.

Zapomniałam o najważniejszej kwestii, czyli o tym, że jesteśmy w Afryce i nie należy zbytnio wierzyć w to, co się czyta czy nawet… widzi. O ile w przypadku większych hoteli spotykaliśmy się z tym, czego się spodziewaliśmy, o tyle mniejsze hotele i prywatne riady to zupełnie inna bajka. I czasami to, jak przedstawiają się w internecie faktycznie można włożyć między bajki.

Riad Afla czyli porażka goni porażkę…

Zaczęło się fatalnie – maleńka miejscowość a Riadu Afla nigdzie nie widać. Zmęczeni stresującą przeprawą przez góry przedzieraliśmy się wąskimi uliczkami w najgorszym i zarazem najlepszym momencie jak się okazało. Na ulicach były tłumy – trafiliśmy na moment, gdy dzieciaki akurat wracały ze szkoły, miało to jednak ogromną zaletę – miejscowi bez problemu zauważyli krążący w kółko samochód i wskazali kierunek, w którym powinniśmy się udać.

Kolejny problem? Lokalizacja i parking – gorzej już chyba być nie mogło, bo okazało się, że “bezpłatny parking prywatny” nie istnieje. Zaparkować trzeba na poboczu, jakieś 300-400 metrów od Riadu, do którego schodzimy utwardzoną, kamienistą drogą, przechodzimy wąską ścieżką między domami, następnie przez mostek na rzeczce i dalej wąskim chodnikiem udajemy się do budynku, który nie ma żadnych oznaczeń. Ma za to dość wysokie schody prowadzące do wejścia. To wszystko to spore niedogodności, gdy wynajmujemy samochód i nie chcemy ryzykować, że coś się stanie. Jest to także niemały kłopot gdy podróżujemy z większą ilością bagażu. Nie było szans, żebyśmy zabrali nasze dwie duże walizki i skończyło się na kupnie kosmetyków w lokalnym sklepie, żeby tylko przetrwać noc.

Gdy już znaleźliśmy się w niedużym salonie przyszło nam czekać dłuższą chwilę, aż ktoś łaskawie się nami zainteresuje, mimo że właściciele doskonale wiedzieli, że przyjechaliśmy. Ostatecznie okazało się że nasz pokój nie jest gotowy. Spędziliśmy dobre pół godziny zdenerwowani i głodni aż w końcu dane będzie nam odpocząć.

Może być gorzej? Ano może. Zdjęcia na booking.com mają się nijak do rzeczywistości. Nijak. Zgadza się jedynie taras i widok, pokoje wyglądają zupełnie inaczej, ale w tej irytacji i stresie nie zrobiłam nawet zdjęć. Nie zrozumcie mnie źle – było czyściutko i przytulnie, chociaż dużo skromniej niż na zdjęciach. Brakowało jednak… balkonu, który rezerwowany przez nas pokój powinien był mieć. Przebolałam, bo ogromne okno zapewniało niesamowity widok. Okazało się, że Riad został odniowiony i właściciele najwyraźniej nie zadali sobie trudu, aby zaktualizować zdjęcia w ofertach.

Mając to wszystko na uwadze, 700 dihramów (czyli 70 euro) za dobę ze śniadaniem to zdecydowanie zbyt wygórowana kwota. 400 dihramów byłoby dużo bardziej rozsądne.

Dlaczego mimo wszystko nie wspominam tego pobytu tak źle?

Imlil ma niesamowity urok i swoją ciszą i spokojem koi skołatane nerwy. Powitano nas najlepszą marokańską herbatą i poczęstowano najlepszym marokańskim chlebem, jakie kiedykolwiek miałam okazję spróbować. O tym miejscu nie można napisać wiele, bo niewiele się tam dzieje. To okazja do kontaktu z naturą i wyciszenia, do naładowania baterii i oderwania się od codziennego pędu. Z okien można podziwiać widok na góry, zjeść obiad na tarasie i rozkoszować się rześkim powietrzem. Żałowałam, że zostajemy tam tylko jedną noc.

Imlil to miejsce, które jest dla mnie najbardziej wyraziste we wspomnieniach, mimo że nie oferuje niczego, poza naturą. Jeżeli zmęczy Was zwiedzanie gwarnego Marrakeszu, Imlil będzie idelnym miejscem na reset przed dalszym odkrywaniem Maroka.

Na co warto zwrócić uwagę?

Temperatury! Absolutnie nie sugerujcie się tym, jak ciepło jest w okolicy. Odległość pomiędzy Imlil i Marrakeszem to jedynie około 70 km, a klimat jest skrajnie różny. Góry, również w Afryce, rządzą się swoimi prawami i różnica pomiędzy tymi dwoma miejscami wynosiła 27 stopni!

Dla nas chłód był cudownie przyjemną odmianą po pustyni, chociaż noc była niemal mroźna – temperatura spadła do 3 stopnii Celsjusza. W większości Marokańskich domów nie istnieje coś takiego, jak ogrzewanie. Tak, również w górach. Dlatego zdani byliśmy na ogromne koce, które znajdowały się w pokoju i zapewniały komfort w czasie snu.