Książki

Honor – opowieść ojca, który zabił własną córkę

Tak często słyszymy, że należy wysłuchać wersji dwóch stron. W przypadku zabójstw honorowych zazwyczaj cała uwaga poświęcana jest jednak ofierze. Bo jak też można by oddać głos zwyrodnialcowi, który zabija żonę, matkę, siostrę, czy córkę?

Lene Wold staje oko w oko z człowiekiem, który udusił swoją matkę, zastrzelił starszą córkę i okaleczył młodszą. Z człowiekiem, który mimo wszystko właśnie siebie określa jako ofiarę.

Autorka na początku swojego reportażu Honor. Opowieść ojca, który zabił własną córkę, pisze:

Nikt przedtem nie obudził we mnie takiego gniewu jak Rahman.
I nikogo przedtem nie było mi tak żal jak Rahmana

Przyprawiające o gęsią skórkę słowa, które cały czas miałam w myślach, czytając relację ojca, który zabił swoją córkę. Poruszająca, trzymająca w napięciu książka, która niejednokrotnie sprawiła, że musiałam ją na chwilę odłożyć, by złapać oddech. Przeraża tym, że opowiada historię prawdziwą.

Ciekawią Cię książki o krajach arabskich i muzułmańskich?
Koniecznie zobacz listę pozycji, które polecam.

Kobiety mają reputację, mężczyźni mają honor

Co kieruje mężem, ojcem, czy bratem, który dopuszcza się tak okrutnych czynów na kobiecie, która jest mu najbliższa? Zazwyczaj zadajemy to pytanie, nie spodziewając się nawet odpowiedzi.

Dopóki nie przeczytałam opisu reportażu Lene Wold, nie zastanawiałam się, dlaczego dochodzi do takich tragedii. Wiedziałam, że są one popełniane w imię dziwacznie pojmowanego honoru. Że wiążą się z hańbą, która okrywa rodzinę. Nigdy jednak nie myślałam o kwestiach społecznych, o presji otoczenia, o tym, dlaczego sprawca stawia honor wyżej, niż życie.

Jeśli kobieta traci swoją cześć, jest zgubiona na zawsze, podczas gdy męski honor zawsze może być odzyskany. A wtedy ważna jest hamasa – odwaga. Ta pokazuje, że rodzina potrafi chronić honor rodu, nawet jeżeli płaci za to osobistą tragedią i bólem.

Książka w przystępny sposób przeprowadza nas przez rozmowy, z których wyjawia się nieznana nam rzeczywistość. Gdzie spotkanie z niespokrewnionym mężczyzną, przelotny pocałunek, czy bycie ofiarą gwałtu są przewinieniami, za które adekwatną karą jest śmierć. Karą, która oczyszcza rodzinę i przywraca jej szacunek otoczenia.

Honor pokazuje, jak na pozór zwyczajne relacje rodzinne komplikują się zależnie od okoliczności związanych z tradycją. Z tradycją, która jest silniejsza niż miłość i przywiązanie.

Prawo, które chroni oprawcę

Każdego roku około 5 tysięcy kobiet na całym świecie pada ofiarami zbrodni w imię honoru. Torturowane, zamęczane na śmierć, zabijane w bestialski sposób przez swoich najbliższych – tym, którym powinny móc zaufać, tym, którzy powinni je chronić.

Gdy zawodzą najbliżsi, zazwyczaj możemy znaleźć oparcie w systemie prawnym, który – przynajmniej w teorii – powinien zapewnić nam ochronę. Honorowe zabójstwa to problem występujący w wielu krajach, jednak Jordania jest o tyle wyjątkowa, że prawo nie chroni tam ofiary. Przeciwnie – prawo chroni wręcz oprawcę.

Sam system prawny w Jordanii pośrednio legitymizował takie zabójstwo honorowe. Wygląda to tak, że małżonek albo bliski krewny, który zabija kobietę, aby zmyć z rodziny hańbę, dostaje wedle jordańskiego prawa złagodzoną karę. Może się ona wahać od trzech miesięcy do dziesięciu lat więzienia.

Złagodzona kara dla człowieka, który w bestialski sposób morduje w imię honoru? Kilka miesięcy, czy zaledwie kilka lat za zabójstwo? Trudno wręcz uwierzyć, że w Jordanii, w kraju, który cieszy się coraz większą popularnością wśród turystów, funkcjonują takie zapisy prawne. Niestety, przytoczony w książce akt prawny, który zmniejsza karę oprawcy, nadal istnieje. Nie dotyczy on zbrodni w afekcie, bo wprowadza wyraźne rozróżnienie ze względu na płeć.

„Z okoliczności łagodzących korzysta sprawca, który przyłapie żonę, którąś z krewnych albo siostrę na nielegalnym obcowaniu płciowym czy cudzołóstwie i zabije na miejscu ją bądź jej partnera albo oboje, lub atakując jedno bądź oboje spowoduje zranienie, trwałe kalectwo albo śmierć”.

Ofiara w więzieniu, sprawca na wolności

Lene Wold zwraca uwagę na kuriozalne rozwiązania prawne nie tylko w kontekście łagodzenia kary dla oprawcy, ale także w przypadku ochrony ofiary.

Nie miałam pojęcia, że w Jordanii funkcjonuje areszt administracyjny, który w praktyce daje prawo do przetrzymywania dowolnej osoby bez wyroku sądu przez dowolnie długi czas.

Kobiety, którym grozi śmierć ze strony rodzin, często osadza się w więzieniu, aby uchronić je przed ich własnymi krewnymi. Ustawa o zapobieganiu przestępczości z 1954 roku daje gubernatorom w Jordanii prawo do przetrzymywania kobiety w tak zwanym areszcie administracyjnym bez sądowego wyroku, jeśli jej uwolnienie może sprowokować czyn przestępczy. (…) Tak więc karę przerzuca się bezpośrednio na ofiarę. Zamyka się ją, podczas gdy niedoszły sprawca zbrodni chodzi wolny.

Wold obnaża brak narzędzi prawnych i procedur, które zapewniłyby realne wsparcie kobietom zagrożonym przemocą. Przetrzymywane w areszcie na mocy decyzji administracyjnej, nie mają praktycznie żadnych szans na złożenie odwołania. Zwolnienie uzależnione jest od gubernatora, który podejmuje decyzję o tym, czy wyjście na wolność jest dla kobiety bezpieczne. Ze względu na funkcjonujące w Jordanii prawo, w myśl którego mężczyzna jest opiekunem kobiety, ofiary często zwalniane są z aresztu na wniosek człowieka, który stanowi dla nich zagrożenie i przez którego tam trafiły.

Jeżeli lubisz literaturę faktu, zajrzyj na listę reportaży, które polecam.

Jedna z ciekawszych książek, jakie ostatnio czytałam

Honor to wyjątkowy reportaż, w którym towarzyszymy autorce w jej rozmowach z katem i ofiarą. Wraz z nią podejmujemy próbę zrozumienia problemu honorowych zabójstw. Jedynie próbę, bo nie jest to zjawisko, które można ławo pojąć. Jestem pod bardzo dużym wrażeniem tego, jak wyraźną linią autorka oddzieliła problem zabójstw honorowych od religii i ukazuje ich źródło w lokalnej tradycji.

Bardzo cenię Lene Wold za szczerość, dociekliwość, ale przede wszystkim za obiektywizm i chłodną ocenę. Podziwiam, że stając twarzą w twarz z mordercą, potrafiła zachować zimną krew i znaleźć w sobie dość otwartości, by spróbować go zrozumieć.