Życie w Afryce

Codzienność na pustyni: woda

Problemy z wodą na pustyni nie są niczym zaskakującym, ale zastanawialiście się czasami, jak wygląda to w praktyce? Dookoła piasek, deszczu praktycznie nie ma, okoliczna rzeka nie bez powodu nazywana jest rzeką sezonową – pojawia się tylko w zimie. Skąd więc brać wodę? Odpowiedź jest prosta: z oceanu!

Odsalana (chociaż mam co do tego wątpliwości) woda morska nastręcza wielu problemów, szczególnie nowym mieszkańcom. Wypadające włosy, przesuszona skóra – to coś zupełnie naturalnego. O ile moje włosy znoszą wszystko bez większych problemów, o tyle skóra dała mi się we znaki – aż bolała z przesuszenia, a na łydkach zrobiła się cienka jak papier i krwawiła przy najmniejszym zadrapaniu. Nie, nie poprawiło się to z czasem, po prostu metodą prób i błędów znalazłam kosmetyki, które radzą sobie z problemem.

Ale, ale! Jeżeli myślicie, że woda w rurach to coś zupełnie oczywistego, to pomyślcie raz jeszcze. W moim mieście wszystkie budynki mają na dachu zbiorniki (500-2000 litrów), jednak to, w jaki sposób woda jest do nich dostarczana różni się w zależności od okolicy, a nawet pomiędzy sąsiadującymi domami.

Nasz budynek podłączony jest do sieci wodociągowej, w której woda jest jedynie do południa – dlatego musimy pamiętać, aby co kilka dni, koniecznie rano, włączyć pompę która doprowadzi wodę do naszego zbiornika. A jeżeli zapomnimy? Nie ma problemu, wystarczy podjechać na souk, gdzie beczkowozy tylko czekają na taką okazję i za kwotę dwukrotnie wyższą niż miesięczny rachunek za wodę z radością podjadą.

Niektórzy mieszkańcy z beczkowozów muszą jednak korzystać na codzień – nie wszystkie budynki mają dostęp do wodociągu. I tak codziennie rano na mojej ulicy zatrzymuje się samochód, którego kierowca ma klucze do bram kilku domów i zawsze o tej samej porze doprowadza wodę.

Taki system sprawdza się tutaj i funkcjonuje zupełnie naturalnie, chociaż zarówno dla mnie jak i mojego męża była to całkowita nowość i mieliśmy spore trudności z przyzwyczajeniem się do funkcjonowania w ten sposób. O tym, że taka woda nie nadaje się do spożycia nie muszę chyba nawet wspominać? A ja do tej pory staram się nie myśleć o czarnym zbiorniku na dachu, który czyszczony nie był zapewne nigdy i w którym, szczególnie podczas letnich upałów, środowisko dla wszelkich paskudztw jest wymarzone 😉