Dlaczego zniknęłam

Nigdy nie spodziewałam się, że stanę się obca w swoim kraju. Nie spodziewałam się również, że moja ojczyzna stanie mi się nieprzyjazną.

Wiem, że kilkoro z Was zastanawiało się, dlaczego zniknęłam, niestety, odpowiedź jest prosta i można znaleźć ją codziennie w mediach społecznościowych. Ilość i natężenie nienawiści mnie przeraża i osłabia. Zrozumienie znajduję jedynie wśród tych, którzy mierzą się z tymi zjawiskami na codzień.

Kiedyś nie wyobrażałam sobie, że mogłabym wyjechać z kraju. W końcu to właśnie w Polsce jest moje miejsce, prawda? Tutaj mam przyjaciół, tutaj zdobyłam wykształcenie, mam świetną pracę, wygodne życie. Uwielbiam Polskę, krajobrazy, Warszawę, w której zbudowałam swoją codzienność. Jestem u siebie. Jeżeli wyjadę, zawsze będę gościem, zawsze z prawami i przywilejami znacznie mniejszymi niż obywatele danego kraju.

Tak myślałam, aż do momentu, gdy stałam się wrogiem w moim własnym kraju.

To temat na tyle trudny i emocjonalny, że wpatruję się w migający kursor przez kilka minut, zastanawiając się jak przekazać to, co czuję. Jak wiele mogę powiedzieć w bezpieczny sposób? Jak można opisać to, co czuje osoba, dla której świat jest pięknym i przyjaznym miejscem, a wszystko zmienia się w momencie, gdy zakładam chustę? Ilekroć o tym myślę poraża mnie smutna komiczność tej sytuacji. Przecież to nie hijab czyni ze mnie muzułmankę, jestem nią bez względu na to, jak się ubieram. W jaki sposób przekazać to, że boję się pojechać w miejsce, które kocham? Jak opowiedzieć o tym, że ilekroć mój mąż wspomina, że chciałby zobaczyć mój kraj ja wyszukuję kolejne wymówki, żebyśmy tylko nie jechali razem, bo zwyczajnie się o niego boję? Że ten strach narasta z każdym atakiem o którym słyszę i jest potęgowany komentarzami, które czytam? Jak mam opowiedzieć o tym, że mój mąż się nie boi, bo jest to dla niego czymś naturalnym, z czym musiał zmierzyć się tak wiele razy?

Zderzenie z eskalacją nienawiści w ostatnim czasie było dla mnie ciosem, na który nie byłam przygotowana. Fakt, iż jakiekolwiek próby dyskutowania lub tłumaczenia prowadziły do rynsztokowych wyzwisk, wśród których stwierdzenie, że „puściłam się z Arabem” jest najdelikatniejsze, również zrobił swoje. Ale wiecie co? Ten straszny Arab, który (zgodnie z polską definicją) powinien mnie bić, maltretować i przetrzymywać wbrew mojej woli, namówił mnie do dalszego pisania tego bloga. Zmotywował mnie do tego, abym się nie poddawała, bo w końcu ożenił się z silną kobietą, która nie boi się krytyki i nie pozwala innym wpływać na swoje życie. Tak, podniósł na mnie rękę – tylko po to, żeby podać mi dłoń i pomóc podnieść się z upadku.

 

P.S.
Kilka tematów, o które prosiliście właśnie „się pisze”. In sha Allah niedługo udostępnię nowy wpis 🙂

Jestem Polką, jestem muzułmanką

Z rosnącym przerażeniem obserwuję to, co dzieje się w mojej ojczyźnie. Nienawiść i ataki skierowane w stosunku do jednej grupy społecznej, która w Polsce jest tak niewielka, że nie powinna być w ogóle postrzegana jako jakiekolwiek zagrożenie, nieustannie przybierają na sile.

Uzasadnione? Tak, jeżeli stosujemy odpowiedzialność zbiorową. To, co dzieje się dziś na świecie jest niewyobrażalne, nielogiczne i w naturalny sposób staramy się to zracjonalizować, sprowadzić do prostego wytłumaczenia, w którym winić można ideologię lub religię. Czujemy się zagrożeni, obawiamy się o swoje zdrowie i życie i również w naturalny sposób chcemy zidentyfikować potencjalnego wroga, nadać mu kształt i cechy, które umożliwią wyłowienie go z tłumu.

Hidżab, ciemniejszy kolor skóry, nietutejszy akcent. Od razu uruchamia się czujność. Inność często wzbudza podejrzliwość, czasami ciekawość, ale też niechęć i agresję. Szczególnie, gdy pewne cechy tej inności możemy odnaleźć w tych, którzy stwarzają rzeczywiste zagrożenie.

Proszę, zastanów się, dlaczego tak bardzo nas nienawidzisz? Dlaczego mnie nienawidzisz, mimo że mnie nie znasz?

Dokonałam w swoim życiu ważnego wyboru, który w znacznym stopniu determinuje to, kim jestem. Kiedyś byłam chrześcijanką, teraz jestem muzułmanką. Nie oznacza to, że zaprzedałam swoją ojczyznę czy kulturę – tak samo jak osoby decydujące, że jakakolwiek religia nie jest dla nich.

Różnię się od Ciebie na pierwszy rzut oka – w końcu zasłaniam włosy, robię coś niezrozumiałego, utożsamianego z przymusem i brakiem swobody. Dla mnie niezrozumiałe jest to, dlaczego chusta wzbudza tyle negatywnych emocji. Fakt, iż zasłaniam włosy nie jest wymierzony przeciwko nikomu, nie jest wyrazem poparcia dla przymusu, który w niektórych krajach funkcjonuje. Przeciwnie – jest on wyrazem wolności i swobody, jaką daje przywilej mieszkania czy przebywania w kraju demokratycznym. Mogę nosić krótkie sukienki – nie muszę. Mogę nosić hidżab – nie muszę. Jest to moja własna, świadoma i przemyślana decyzja.

Zmieniłam sposób w jaki wierzę, ale nadal wyznaję takie same wartości jak kiedyś i jestem pewna, że są one zbieżne z tymi, którymi Ty kierujesz się w swoim życiu. Tak samo jak Ty, staram się być lepszą wersją samej siebie, mam takie same marzenia o coraz lepszym życiu, takie same dążenia, plany i ambicje.

Tak samo jak Ty, chciałabym po prostu móc czuć się bezpiecznie. Chciałabym móc wyjść z domu bez obaw, iż padnę ofiarą szaleńca działającego w myśl chorej interpretacji religii, chciałabym mieć pewność, że moja rodzina jest bezpieczna, że moim znajomym nic nie grozi.

Chciałabym też nie musieć się bać o to, że zostanę pociągnięta do odpowiedzialności za czyny innych.

Może czasami warto zastanowić się nad tym, co nas łączy, zamiast skupiać na tym, co nas różni?