Moja droga do islamu

Łatwo jest nam zaszufladkować kobietę, która zmienia wyznanie – szczególnie, jeżeli nową religią okazuje się islam. Zmieniła religię dla męża – to proste, prawda? Mamy naturalną tendencję do upraszczania otaczającego nas świata i szukania uniwersalnych wyjaśnień, jednak prawda bywa zupełnie inna.

Tak, to prawda, że wiele z nas przyjęło islam po związaniu się z muzułmaninem. Tylko czy można zmienić religię dla kogoś? Z moich subiektywnych obserwacji wynika, że mąż w takiej sytuacji stanowi raczej inspirację, niż powód.

A jak było w moim przypadku? Pytanie to pojawiło się już kilkakrotnie, także w mojej rozmowie z Teresą Ozimek, o której wspominałam tutaj.

Religia była zawsze mocno obecna w moim życiu, ze względu na rodziców będących zagorzałymi katolikami. Nie miałam jednak przekonania do tego, co mi wpajano, co słyszałam w kościele. Trudno było mi odnaleźć sens i prawdę w stwierdzeniach, które nie składały mi się w jedną całość, a ilekroć próbowałam zadawać pytania spotykałam się ze odpowiedziami, że ludzie wierzą mniej, dlatego że chcą wiedzieć za dużo, że to tajemnica, której nasz umysł nie jest w stanie przyswoić, aż w końcu z krzykami, że jak mogę negować to, co ksiądz powiedział. I tak do znudzenia.

Równocześnie kultura arabska mimowolnie zagościła w moich myślach lata temu, a wszystko za sprawą moich rodziców, których niechęć do inności odniosła skutek odwrotny do zamierzonego. Tak wiele razy słyszałam mrożące krew w żyłach historie kobiet dręczonych i przetrzymywanych wbrew ich woli przez bezwzględnych Arabów,  ba! Nawet zabijanych jedynie za to, że spodobały się komuś innemu. Mój z natury buntowniczy umysł automatycznie odrzucał bezwzględne założenie, zgodnie z którym życie sporej części populacji miałoby być tak dramatyczną udręką, zwyczajnie nie miało to dla mnie sensu.

Orient, egzotyka – zaczęłam chłonąć wszelkie książki na ten temat, wyszukiwać blogi kobiet mieszkających w krajach muzułmańskich, fascynować się zderzeniem zasłyszanych historii z rzeczywistością ukazywaną przez osoby mające wiedzę z pierwszej ręki. Równocześnie był to okres poszukiwania przeze mnie sensu w religii, która jawiła mi się jedynie jako przymus – w moim przypadku nie tylko coniedzielny. Podczas studiów wykład z religioznawstwa sprawił, że odkryłam, iż religia może być nie tylko dogmatem, ale też faktem. W dyskusji na temat islamu nie było praktycznie miejsca na domysły, data – wydarzenie – fakt. Tak odmienne, od tego w czym się wychowałam, w końcu miałam punkt zaczepienia – historię, nie dogmat. Łatwiej było mi uwierzyć w coś, przedstawionego w sposób logiczny. Dotychczas nie mogłam się nadziwić rozdziałowi nauki i Kościoła – w końcu jeżeli wszystko, co nas otacza pochodzi od Boga, powinno znaleźć swoje odzwierciedlenie w religii, a tymczasem rozwój nauki był podawany za jedną z przyczyn dla których ludzie odwracają się od wiary. Czytając Koran odkrywałam, że prawdy objawione 1400 lat temu znajdują swoje potwierdzenie w dzisiejszej nauce – zdecydowanie był to temat wart analizy.

Zmiana religii to jednak wywrócenie całego życia do góry nogami – szczególnie, gdy chce się to zrobić z pełnym przekonaniem, a nie zwyczajnie zmienić etykietę z „chrześcijanka” na „muzułmanka”. Podjęcie ostatecznej decyzji zajęło mi kilka lat podczas których, mimo wszystko, coraz wyraźniej kierowałam swoje kroki ku islamowi i arabskiemu światu. Początkowo stawiałam te kroki na oślep, trochę niepewnie, nie do końca zdając sobie sprawę z wielu kwestii, postanowiłam spełnić swoje marzenie i wyjechać do ZEA. Wspomnienie pierwszego wezwania na modlitwę usłyszanego na żywo do tej pory przyprawia mnie o gęsią skórkę, a wtedy wypełniło mnie takim spokojem, że wiedziałam już, iż kwestia zostania muzułmanką to nie „czy?”, tylko „kiedy?”. Podróż ta, rozprawiła się również ze strachem odnośnie pozycji kobiety w społeczeństwie muzułmańskim, który mimo wszystko tlił się z tyłu mojej głowy. Będąc tam, obserwując typowo arabskie rodziny zwyczajnie chciałam być na miejscu tych kobiet – traktowanych z tak ogromnym szacunkiem.

Czy łatwo jest przejść z jednej religii do drugiej? I tak i nie. Wewnętrzna przemiana była dla mnie stosunkowo łatwa, dość łagodnie przechodziłam cały proces wraz z poznawaniem tego, czym w istocie jest islam. Samo wypowiedzenie Szahady, czyli wyznania wiary, było dla mnie czymś zupełnie naturalnym – jedyne obawy wiązały się z tym, że od teraz wszelkie moje czyny będą zaliczane na moje konto, a ja nie jestem pewna, czy podołam. To, co jest trudne w przyjmowaniu innej religii to reakcja otoczenia. Początkowo miałam wrażenie, że dostaję rozdwojenia jaźni od konieczności nieustannego udawania. Brak zrozumienia jest tym, z czym najtrudniej było mi się zmierzyć, jest też jednym z powodów dla których zależało mi na wyprowadzce z kraju.

Nowa religia pozwoliła mi odnaleźć wewnętrzną siłę do stawania się lepszą osobą, do tego, aby nie iść na łatwiznę, tylko starać się postępować właściwie. Dzięki islamowi nauczyłam się dostrzegać zupełnie inne aspekty moralne codzienności, niż dotychczas, nauczyłam się też nadawać mojemu życiu właściwe priorytety i w końcu odnalazłam spokój ducha wierząc, że wszystko się ułoży jeżeli tylko będę postępowała właściwie.

3 thoughts on “Moja droga do islamu”

  1. Witaj z powrotem 🙂 Cieszę się, że kontynuujesz bloga 🙂

    Jesteśmy w czymś bardzo do siebie podobne: im bardziej jesteśmy na siłę przekonywane o tym, że coś jest złe, tym bardziej się tym interesujemy i szukamy własnych prawd 😀

    Zastanawia mnie coś, na co pewnie nie będziesz umiała odpowiedzieć, bo są to sprawy niezależne od nas. Może jednak Ci się uda: skąd w Tobie tak wielka potrzeba wierzenia w COŚ? Rozumiem, że przeszałaś na Islam, bo Katolicyzm miał w sobie dużo sprzeczności i luk. Ale co daje przejsćie na inną religię? Czy uważasz, że wyznając religię mocniej, Twoim zdaniem, zbliżoną do prawdy, lepiej oddajesz cześć Bogu?

    Nie wiem, czy wiesz, o co mi chodzi haha 🙂 🙂 🙂

    1. Myślę, że masz rację mówiąc, że ciężko na to odpowiedzieć, to trochę tak jakbyś próbowała wytłumaczyć postronnej osobie czemu kochasz tego właśnie mężczyznę i skąd w Tobie potrzeba bycia z kimś 🙂

      Zanim przeszłam na islam miałam w swoim życiu okres bardziej zbliżony do agnostycyzmu – katolicyzm był bardziej w tle, bardziej ze względu na rodzinę, ale cały czas czułam, że czegoś mi brakuje. Islam poznawałam najpierw przez pryzmat kulturowy i zwyczajnie podobał mi się styl życia jaki wiodą muzułmanie, później przyszło poznanie religii jako takiej, czytanie, próba zrozumienia i wraz z tym pojawiło się uczucie, którego nigdy wcześniej nie doznałam – że to nie jest religia zbliżona do prawdy, tylko prawdziwa. Pewnie moja odpowiedź nie będzie dla Ciebie satysfakcjonująca, ale to jedyna, której potrafię udzielić 🙂 Wiara jest czymś, co wykracza poza racjonalne próby dedukcji, stąd ciężko o tym rozmawiać na takim poziomie 🙂 Teraz, będąc muzułmanką już od jakiegoś czasu, nie ma we mnie wątpliwosci, że być może jakaś inna religia jest właściwa, że być może, koniec końców, okaże się że prawdziwą religią jest np. buddyzm. Fajne uczucie, bo pojawia się wraz z nim spokój i wytłumaczenie dla wszelkich napotykanych trudności 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *