Jak uchronić się przed arabskim „wizowcem”

Poznałaś go na internetowym czacie, przez Facebooka lub w egzotycznym wakacyjnym kurorcie. Czułym spojrzeniom przez skype nie ma końca, jesteś jego habibti, a on zapewnia Cię o dozgonnej szalonej miłości, której zwieńczeniem będzie malowniczy ślub. Nie słyszysz narzekania, tylko komplementy, wszystko jest ciekawe, inne – bajecznie perfekcyjne. Motyle rozsadzają Ci brzuch, a Ty unosisz się nad ziemią, zamiast zwyczajnie po niej stąpać.

Arabowie są jedyni w swoim rodzaju, potrafią okazywać uczucia jak nikt inny i sprawić, że kobieta czuje się jak księżniczka i zapomina o całym świecie. Ich, z natury pozytywne, usposobienie sprawia, że wszystko nagle wydaje się znacznie bardziej pozytywne, a wyluzowane podejście do życia imponuje, zamiast budzić niepokój. Każde zakochanie wiąże się z tym, że funkcje myślenia przejmuje serce i zamiast zatrzymać się na chwilę aby zastanowić się nad słowami i gestami wszystko bierzemy za dobrą monetę. W tym momencie niewiele jest rzeczy, których mogłybyśmy nie wybaczyć, niewiele wątpliwości, których nie udałoby się rozwiać. A powinno być – zwłaszcza, jeżeli wiążesz się z obcokrajowcem.

Angażując się w relację z kimś z zagranicy pozbawiasz się możliwości weryfikacji jego historii – brak jest jakichkolwiek wspólnych znajomych, którzy mogliby potwierdzić jego słowa, nie znasz realiów czy procedur istniejących w jego kraju, pozostaje Ci więc uwierzyć na słowo. Kochasz, więc przychodzi to łatwo, czasami warto jednak się zatrzymać i zastanowić, czy rzeczywiście wszystko ma sens, czy reagowałabyś w ten sam sposób, gdyby nie emocje, które targają Twoim sercem? Jeżeli miłość jest prawdziwa – czego z całego serca Ci życzę – to przetrwa każdą próbę, rozłąkę, a wszelkie wątpliwości, które wyrazisz na głos, tylko umocnią Wasz związek. Chodzi w końcu o Twoje szczęście i przyszłość, nie ma więc nic złego w asekurowaniu się i nie świadczy to w żaden sposób o braku zaufania. Samochodu również nie ubezpieczamy dlatego, że wierzymy, że przytrafi nam się wypadek – modlimy się, żeby nigdy nic złego się nie wydarzyło, ale jeśli już… przynajmniej łatwiej będzie nam z tego wybrnąć.

Miłość – miłością, ale dlaczego tak właściwie Arabowie lgną do Europejek, często nawet dużo starszych czy mniej atrakcyjnych niż oni sami? Odpowiedź na to pytanie jest z jednej strony trywialnie prosta – Europejka stanowi gwarancję przeprowadzki do Europy, która tutaj widziana jest przez różowe okulary, jako ziemia obiecana, gdzie pieniądze rosną na drzewach. Z drugiej strony, wielu mężczyzn decydujących się pozostać w ojczystym kraju nadal zapamiętale szuka żony z Europy – w tym przypadku powód jest równie prozaiczny. Europejka zazwyczaj stawia mniejsze wymagania niż Arabka, która nawet jeżeli zdecyduje się na pracę zawodową i tak pieniądze zatrzyma dla siebie. Dla wielu kobiet z naszego kręgu kulturowego niewyobrażalne jest to, że mogłybyśmy nie pracować, zdać się na utrzymanie męża, a już tym bardziej pracować i nie dokładać się do budżetu domowego.

Wyświadcz sobie samej przysługę i przetestuj swojego wybranka – w niczym to nie zaszkodzi, a może uchronić Cię przed błędami, których konsekwencje będą poważniejsze, niż złamane serce.

1. Przekonaj go, że nie chcesz mieszkać w Europie
Sprawdzony sposób, który należy rozegrać umiejętnie. Jasne, że rozumiesz, że życie w krajach arabskich nie należy do najłatwiejszych, nie jest łatwo o pracę, a poziom życia odbiega od tego, do którego przywykłaś. Ale przecież nie to jest w życiu najważniejsze, prawda? Twoim marzeniem zawsze były egzotyczne kraje z domieszką orientu, europejski klimat absolutnie Ci nie sprzyja, marzysz o słonecznej pogodzie przez okrągły rok i zwyczajnie podoba Ci się życie w jego ojczyźnie. Bieda? Razem dacie sobie radę, miłość jest najważniejsza, a europejski styl życia to wyścig szczurów, w którym małżeństwo i rodzina tracą na znaczeniu. Zdecydowanie to Ty przeprowadzasz się do niego – nie ma o czym dyskutować.

Nadal nie uciekł?

2. Przekonaj go, że jesteś w kiepskiej sytuacji finansowej
Niestety, zdarzają się i tacy, którym wydaje się, że żona z Europy wprost będzie ich utrzymywać i już na etapie wczesnej znajomości potrafią napomknąć, że przydałby się nowy telefon – oczywiście po to, żebyście mogli być w nieustannym kontakcie, a chorej mamie skończyły się leki. Oczywiście, bardzo mi przykro jeżeli rzeczywiście tak jest, ale koniec końców to obowiązkiem mężczyzny jest zapewnienie bytu rodzinie, jeżeli nie udaje mu się na tym etapie, w jaki sposób planuje utrzymać żonę i dzieci? Zadbaj o to, żeby nie wydawało mu się, że powodzi Ci się nadto dobrze. Wakacje to wygrana w radiowym konkursie, do pracy dojeżdżasz autobusem, w kinie nie pamiętasz, kiedy byłaś po raz ostatni, a ostatnio musiałaś zrezygnować z wypadu do restauracji, bo byłaś przed wypłatą.

Jeżeli byłaś mocno przekonywująca – gratulacje! Najprawdopodobniej habibi nie jest typowym wizowcem. Nie oznacza to jednak, że możesz odetchnąć z ulgą. Ileż razy słyszałam od męża, że jakiś znajomy szuka sobie Europejki, bo one pracują, zajmują się domem, dziećmi, usługują mężowi we wszystkim, a życie intymne kwitnie. Nadal troszczymy się o siebie, pozostajemy czujne i testujemy faceta pod każdym możliwym względem!

3. Ekscytacja tradycyjnym modelem rodziny
Równouprawnienie? Jak najbardziej, jeżeli tylko mężczyźni zaczną rodzić dzieci. Nowoczesne dążenie do zrównania roli kobiety i mężczyzny zdecydowanie Cię nie przekonuje. W końcu mężczyzna i kobieta są z natury różni, trudno więc wymagać od nich tego samego. Z radością zostaniesz w domu, a on niech zajmie się pracą zarobkową.

4. Znajomość swoich praw
Udowodnij mu, że wiesz jakie są prawa i obowiązki zarówno kobiety, jak i mężczyzny – szczególnie te, wynikające z islamu – wszak stanowi to podstawy funkcjonowania każdego społeczeństwa arabskiego. Zostajesz w domu, ale nigdzie nie jest powiedziane, że masz zająć się sprzątaniem i gotowaniem, podczas gdy on będzie spędzał połowę dnia z kolegami w kawiarni. Jeżeli będziesz się nudzić, wcale nie wykluczasz, że pójdziesz do pracy – w sumie fajnie byłoby mieć dodatkowe pieniądze na własne wydatki, nawet sprawdziłaś oferty okolicznych salonów kosmetycznych.

5. Poznaj jego rodzinę
Nawet, jeżeli tylko przez internet, nawet na odległość. Upewnij się, że wiedzą o Waszym związku i nie mają nic przeciwko, nie daj się zbyć stwierdzeniami, że to za wcześnie, bo ramy czasowe w świecie muzułmańskim dla takich relacji wyglądają zupełnie inaczej. Jeżeli traktuje związek poważnie, przedstawienie Cię rodzicom będzie jednym z pierwszych kroków – tutaj nie podlega to negocjacjom.

Dla własnego spokoju upewnij się, że to miłość do Ciebie, a nie do wizy, pieniędzy czy  ułatwień wynikające z Waszego związku. Tak, miłość jest cudowna, szczególnie tu i teraz. Ale za kilka miesięcy szalone zauroczenie zacznie ustępować miejsca zdrowemu rozsądkowi, różowe okulary spłowieją, więc wyświadcz sobie przysługę już teraz i zrób co w Twojej mocy, żebyś za jakiś czas nie przeklinała swojej łatwowierności.

A gdy już przekonasz, że jego intencje i uczucia są szczere? Zobacz co warto wiedzieć, o związku z muzułmaninem.

 

Nie praw komplementów tutejszym kobietom!

Obcy kraj, odmienna kultura, zupełnie inne zwyczaje. Wszystko inne – nawet kolory i zapachy. Wszystko jest egzotyczne i wszystkim się zachwycam, oczywiście na głos – a to błąd.

Absolutnie nie dlatego, że nie wypada, nie dlatego, „że co mąż pomyśli”, czy z jakiegokolwiek innego powodu który właśnie przychodzi Ci do głowy. Nie praw komplementów tutejszym kobietom, bo nie wyjdziesz z pustymi rękoma.

Fenomenem do którego wciąż nie mogę się przyzwyczaić, jest dla mnie afrykańska/arabska życzliwość i gościnność. Bezinteresowna w groteskowy czasami sposób. Witanie się z nieznajomymi, jak z najlepszymi przyjaciółmi, pełne poufałości rozmowy na tematy, które dla nas stanowią oczywiste tabu, czy w końcu zapraszanie do domu osoby poznanej dwie minuty temu.

Oczarowana gościnnością przyjmuję zaproszenie – a raczej zostaję poinformowana, że mam przyjść na herbatę i koniecznie, aby poznać całą rodzinę dziewczyny, której sama kompletnie nie znam. Zdumiona pytam męża, czy to tak na pewno, czy wypada przyjąć zaproszenie do domu, ale podobno to normalne. Zostaję zaprowadzona do pełnego barokowego przepychu salonu, połowa rodziny przybywa na powitanie i gdy czekam na obiecaną marokańską herbatę, podawane są kolejne dania, aż skromna „herbatka z ciasteczkami” przeradzają się w weselną ucztę. Oniemiała z przerażenia – bo przecież doskonale zdaję sobie sprawę, że nie wywinę się od jedzenia – i onieśmielona gościnnością w panice zaczynam prawić komplementy. W końcu wszystko jest nowe i ekscytujące.

Zaczyna się niewinnie – od ogólnego stwierdzenia, że piękny dom przechodzę do szczegółów i zachwycam się drewnianym pudełkiem na chusteczki w orientalne wzory – pani domu przyjmuje komplement z radością, więc kontynuuję i wspominam, że tutejsze stroje są niezwykłe, nigdy wcześniej nie widziałam melhfy, a szczególnie ta, którą ma na sobie kuzynka jest przepiękna! Te kolory i wzory – bajeczne! Rzeczona kuzynka podskakuje z ekscytacji, ściska mnie i wybiega z pokoju. Nieco zbita z tropu chwalę bransoletkę kobiety, która podaje kolejne danie i w tym momencie uświadamiam sobie, jak ogromny błąd popełniłam. W mgnieniu oka bransoletka ląduje na moim nadgarstku, kuzynka pani domu wraca do pokoju ubrana w zupełnie inny strój i wręcza mi melhfę, którą się zachwycałam, a ja z przerażenia nie wiem jak zareagować, aby nikogo nie urazić – dobrze, że wyćwiczony uśmiech nie schodzi mi z twarzy. Resztę wieczoru spędzam skupiona na tym, aby przypadkiem znów nie palnąć komplementu, a na koniec wychodzę z drewnianym pudełkiem na chusteczki.

Kilka dni później spotykam się z koleżankami w biurze męża, chcą żebym poznała kobietę, która dołączyła do zespołu. Jest nas kilka – Marokanki, Jordanka, Tunezyjka, Kenijka, Kubanka i kolejna z Erytrei. Rozmawiamy, żartujemy, zastanawiamy się ile czasu upłynie, zanim mocna marokańska herbata zacznie nam smakować. Nowa znajoma wpatruje się w Zhour, roześmianą Marokankę, i – ku mojemu przerażeniu – zachwyca się złotym łańcuszkiem na jej szyi. Zhour, niewiele myśląc, w zupełnie naturalnym pierwszym odruchu pyta „Chcesz? Masz!” równocześnie z radością zdejmując naszyjnik i zapinając go na szyi zdezorientowanej dziewczyny. Wszyscy wybuchają śmiechem i zaczynają opowiadać sobie historię o tym, jak to raz komuś spodobała się bluzka, którą miała na sobie Zhour 😉

W tym momencie przypomina mi się hadis, w myśl którego nie uwierzył prawdziwie ten, kto nie chce dla swojego brata tego samego, czego chce dla siebie. Zobaczyć to w praktyce jest niesamowitym doświadczeniem – raczej przywykłam do zawiści, fałszywej skromności czy arogancji. Rzadziej – do tak ogromnej serdeczności.

Jak muzułmanka planuje przylot do Polski?

Siedzę i planuję, dyskutuję z mężem, analizuję wszelkie możliwe opcje. Zupełnie niestandardowo zamiast analizować koszty, wybierać bardziej atrakcyjne opcje i cieszyć się, że będę miała okazję spotkać się ze znajomymi, rodziną i odwiedzić ulubione miejsca, analizujemy bieżącą sytuację i planujemy wyjazd pod kątem bezpieczeństwa.

Czeczenka pobita podczas odprowadzania dzieci do przedszkola, Oplute muzułmanki z Niemiec, Algierka zaatakowana w komunikacji miejskiej, kilkuletnia córka Polki i Araba zwyzywana od terrorystów, muzułmańskie małżeństwo zwyzywane w tramwaju. To tylko ułamek wydarzeń z ostatniego okresu, które dobitnie pokazują z czym muszą zmierzyć się „inni” w Polsce. Nie ważne, czy jesteś Polką, która przeszła na islam, obcokrajowcem o ciemniejszym odcieniu skóry, czy dzieckiem ze związku mieszanego – Polska przestała być dla nas przyjaznym krajem.

Czy będę bezpieczna? Czy mogę swobodnie poruszać się komunikacją miejską? Czy mogę wyjść na zewnątrz ubrana w abaję? Przecież to tylko długa sukienka, a jednak już nawet nakrycie głowy wzbudza niechęć… Lepiej przylecieć w zimie, gdy w gąszczu czapek mój hidżab będzie się mniej rzucał w oczy, czy może poczekać do wiosny? Miliony pytań tłoczą się w mojej głowie a łzy złości cisną się do oczu na myśl, że nie mogę zwyczajnie przyjechać i niczym się nie martwić.

Najwygodniej byłoby gdybym poleciała do Agadiru i stamtąd czarterem do Warszawy. Ale… Jak polscy turyści zareagują na widok muzułmanki ubranej w abaję i hidżab wśród pasażerów? No i kontrola paszportowa w Warszawie, gdzie znów spotkam się z zainteresowaniem z powodu mojego wyglądu i będę musiała wytłumaczyć się z każdej pieczątki w paszporcie. Mąż od razu ucina moje wątpliwości i stwierdza, że koniecznie powinnam polecieć lotem rejsowym – Casablanca – Paryż lub Frankfurt – Warszawa. Trochę więcej zachodu, mniej wygodnie, drożej – ale z pewnością, że nie spotkają mnie żadne nieprzyjemności.

Podekscytowana zastanawiam się, gdzie poza Warszawą się wybiorę? Może do mojej rodzinnej miejscowości, spotkać się ze znajomymi i odwiedzić rodzinę? Nie, to odpada. Po ostatniej wizycie obiecałam sobie, że pojadę tylko, jeżeli nie będę musiała poświęcać swoich przekonań. Ale to nic, w Warszawie też mam znajomych, tylko… Znajomi ze studiów i z pracy nie wiedzą, że jestem muzułmanką. Zastanawiam się, jak zareagowaliby na mój widok i od razu rezygnuję. Trudno. Zakupy, wizyty u kilku lekarzy, dentysta, fryzjer, kosmetyczka i wracam do domu – potrzebuję maksymalnie tydzień.

Ale… Czy na pewno zima jest dobrym pomysłem? Z jednej strony większe szanse na wtopienie się w tłum, z drugiej – jestem nieprzyzwyczajona do mrozów, więc przeziębienie gwarantowane… Nie mam nawet zimowych ubrań, wszystko musiałabym kupować. A gdybym wywróciła się na ulicy, czy ktokolwiek pomoże muzułmance? Tylko czy ma to jakiekolwiek znaczenie? W końcu nie będę spacerowała zbyt wiele, mąż sugeruje, żebym zdała się na taksówki, zamiast na komunikację miejską. Po krótkiej rozmowie dochodzimy do wniosku, że autobusy i tramwaje są ok, jeżeli będę wsiadała pierwszymi drzwiami tak, żeby być blisko kierowcy/motorniczego. Metra lepiej unikać – nagrania z kamer na niewiele się zdadzą, jeżeli stanie mi się krzywda. Widząc jego zmartwiony wzrok przystaję na sugestię dotyczącą taksówek. Irytuje mnie fakt, że nie będę mogła poczuć się jak u siebie, jak dawniej, gdy tam mieszkałam, ale dobrze wiem, że ma rację i że bezpieczeństwo powinno stanowić priorytet.

Ale-ale! To wszystko nie ważne! Przecież będę w moim ukochanym mieście, gdzie wszystko jest na wyciągnięcie ręki, z przepysznym jedzeniem w dostawą, które będę zamawiała codziennie do mieszkania… Głos rozsądku  męża znów bierze górę – nie, nie mieszkanie tylko hotel. W centrum. W ścisłym centrum, żebym miała wszędzie blisko, żeby było bezpieczniej, żeby była ochrona i recepcja przez całą dobę.

Moja ekscytacja powoli maleje… Zastanawiam się, czy w ogóle ma to jakiś sens? Gdyby nie książki i parę innych rzeczy które ciągle czekają w moim poprzednim mieszkaniu, odpuściłabym ten wyjazd. Takie myśli napawają mnie coraz większym smutkiem – czy na prawdę przyjazd do ojczyzny musi być dla mnie takim wyzwaniem? Dlaczego nie mogę zwyczajnie wylądować na dowolnym lotnisku i nie mieć poczucia, że z założenia jestem podejrzewana o to, co najgorsze? Dlaczego nie mogę wsiąść wieczorem do tramwaju nie mając większych obaw niż dziewczyna ubrana w t-shirt i dżinsy? Dlaczego cały ten wyjazd musi wiązać się z tak niedorzeczną logistyką?

Z irytacją stwierdzam, że nie pozwolę, by ktokolwiek narzucał mi sposób, w jaki mam żyć lub ograniczał mnie ze względu na strój, jaki decyduję się nosić. Nie tylko nie odpuszczę hidżabu, ale też nie zamienię abaji na nic mniej rzucającego się w oczy.

 

Moja droga do islamu

Łatwo jest nam zaszufladkować kobietę, która zmienia wyznanie – szczególnie, jeżeli nową religią okazuje się islam. Zmieniła religię dla męża – to proste, prawda? Mamy naturalną tendencję do upraszczania otaczającego nas świata i szukania uniwersalnych wyjaśnień, jednak prawda bywa zupełnie inna.

Tak, to prawda, że wiele z nas przyjęło islam po związaniu się z muzułmaninem. Tylko czy można zmienić religię dla kogoś? Z moich subiektywnych obserwacji wynika, że mąż w takiej sytuacji stanowi raczej inspirację, niż powód.

A jak było w moim przypadku? Pytanie to pojawiło się już kilkakrotnie, także w mojej rozmowie z Teresą Ozimek, o której wspominałam tutaj.

Religia była zawsze mocno obecna w moim życiu, ze względu na rodziców będących zagorzałymi katolikami. Nie miałam jednak przekonania do tego, co mi wpajano, co słyszałam w kościele. Trudno było mi odnaleźć sens i prawdę w stwierdzeniach, które nie składały mi się w jedną całość, a ilekroć próbowałam zadawać pytania spotykałam się ze odpowiedziami, że ludzie wierzą mniej, dlatego że chcą wiedzieć za dużo, że to tajemnica, której nasz umysł nie jest w stanie przyswoić, aż w końcu z krzykami, że jak mogę negować to, co ksiądz powiedział. I tak do znudzenia.

Równocześnie kultura arabska mimowolnie zagościła w moich myślach lata temu, a wszystko za sprawą moich rodziców, których niechęć do inności odniosła skutek odwrotny do zamierzonego. Tak wiele razy słyszałam mrożące krew w żyłach historie kobiet dręczonych i przetrzymywanych wbrew ich woli przez bezwzględnych Arabów,  ba! Nawet zabijanych jedynie za to, że spodobały się komuś innemu. Mój z natury buntowniczy umysł automatycznie odrzucał bezwzględne założenie, zgodnie z którym życie sporej części populacji miałoby być tak dramatyczną udręką, zwyczajnie nie miało to dla mnie sensu.

Orient, egzotyka – zaczęłam chłonąć wszelkie książki na ten temat, wyszukiwać blogi kobiet mieszkających w krajach muzułmańskich, fascynować się zderzeniem zasłyszanych historii z rzeczywistością ukazywaną przez osoby mające wiedzę z pierwszej ręki. Równocześnie był to okres poszukiwania przeze mnie sensu w religii, która jawiła mi się jedynie jako przymus – w moim przypadku nie tylko coniedzielny. Podczas studiów wykład z religioznawstwa sprawił, że odkryłam, iż religia może być nie tylko dogmatem, ale też faktem. W dyskusji na temat islamu nie było praktycznie miejsca na domysły, data – wydarzenie – fakt. Tak odmienne, od tego w czym się wychowałam, w końcu miałam punkt zaczepienia – historię, nie dogmat. Łatwiej było mi uwierzyć w coś, przedstawionego w sposób logiczny. Dotychczas nie mogłam się nadziwić rozdziałowi nauki i Kościoła – w końcu jeżeli wszystko, co nas otacza pochodzi od Boga, powinno znaleźć swoje odzwierciedlenie w religii, a tymczasem rozwój nauki był podawany za jedną z przyczyn dla których ludzie odwracają się od wiary. Czytając Koran odkrywałam, że prawdy objawione 1400 lat temu znajdują swoje potwierdzenie w dzisiejszej nauce – zdecydowanie był to temat wart analizy.

Zmiana religii to jednak wywrócenie całego życia do góry nogami – szczególnie, gdy chce się to zrobić z pełnym przekonaniem, a nie zwyczajnie zmienić etykietę z „chrześcijanka” na „muzułmanka”. Podjęcie ostatecznej decyzji zajęło mi kilka lat podczas których, mimo wszystko, coraz wyraźniej kierowałam swoje kroki ku islamowi i arabskiemu światu. Początkowo stawiałam te kroki na oślep, trochę niepewnie, nie do końca zdając sobie sprawę z wielu kwestii, postanowiłam spełnić swoje marzenie i wyjechać do ZEA. Wspomnienie pierwszego wezwania na modlitwę usłyszanego na żywo do tej pory przyprawia mnie o gęsią skórkę, a wtedy wypełniło mnie takim spokojem, że wiedziałam już, iż kwestia zostania muzułmanką to nie „czy?”, tylko „kiedy?”. Podróż ta, rozprawiła się również ze strachem odnośnie pozycji kobiety w społeczeństwie muzułmańskim, który mimo wszystko tlił się z tyłu mojej głowy. Będąc tam, obserwując typowo arabskie rodziny zwyczajnie chciałam być na miejscu tych kobiet – traktowanych z tak ogromnym szacunkiem.

Czy łatwo jest przejść z jednej religii do drugiej? I tak i nie. Wewnętrzna przemiana była dla mnie stosunkowo łatwa, dość łagodnie przechodziłam cały proces wraz z poznawaniem tego, czym w istocie jest islam. Samo wypowiedzenie Szahady, czyli wyznania wiary, było dla mnie czymś zupełnie naturalnym – jedyne obawy wiązały się z tym, że od teraz wszelkie moje czyny będą zaliczane na moje konto, a ja nie jestem pewna, czy podołam. To, co jest trudne w przyjmowaniu innej religii to reakcja otoczenia. Początkowo miałam wrażenie, że dostaję rozdwojenia jaźni od konieczności nieustannego udawania. Brak zrozumienia jest tym, z czym najtrudniej było mi się zmierzyć, jest też jednym z powodów dla których zależało mi na wyprowadzce z kraju.

Nowa religia pozwoliła mi odnaleźć wewnętrzną siłę do stawania się lepszą osobą, do tego, aby nie iść na łatwiznę, tylko starać się postępować właściwie. Dzięki islamowi nauczyłam się dostrzegać zupełnie inne aspekty moralne codzienności, niż dotychczas, nauczyłam się też nadawać mojemu życiu właściwe priorytety i w końcu odnalazłam spokój ducha wierząc, że wszystko się ułoży jeżeli tylko będę postępowała właściwie.