Co zaskakuje mnie w krajach arabskich

Kraje arabskie nie są jednorodne – patrząc z perspektywy Europejczyka łatwo nam zaszufladkować całą Afrykę Północną i Zatokę Perską, czasami dorzucając też Turcję, Iran, Pakistan i Afganistan i opatrzyć całość plakietką z napisem „kraje arabskie”. Nie wdając się zbytnio w politykę, umówmy się, że kraje arabskie to te, które należą do Ligii Arabskiej. Kraj muzułmański nie oznacza automatycznie kraju arabskiego – w końcu największym skupiskiem muzułmanów jest Indonezja, a z Arabami ma ona niewiele wspólnego. Pamiętajmy też, że jedynie około 20% muzułmanów to Arabowie.

Kultura, zwyczaje i ludzie zamieszkujący obszary krajów arabskich różnią się znacząco pomiędzy miastami, nie mówiąc już o krajach, dlatego z założenia ten post będzie miał kilka część – każda dotycząca innego kraju. Są jednak elementy wspólne, które wszędzie zaskakują mnie jednakowo i na tym się dziś skupimy – w kontekście Afryki Północnej 🙂

Nie takie muzułmańskie, jak by się wydawało
Lecisz do Kairu,  Marrakeszu, Casablanca, czy Tunisu? Nie spodziewaj się, że wszystkie kobiety będą w abajach i niqabach, a na czas modlitwy ulice opustoszeją. Tak na prawdę muzułmanie są takimi samymi ludźmi jak wszyscy inni. Niektórzy są mniej, inni bardziej praktykujący, niektórzy modlą się 5 razy dziennie, inni tylko w piątki, a jeszcze inni sporadycznie podczas Ramadanu. Identycznie rzecz się ma z kobietami – poza nielicznymi krajami, w których nakrycie głowy jest obowiązkowe, można zobaczyć cały przekrój Arabek – od burek zasłaniających oczy, przez niqaby, abaje, tradycyjne zwiewne stroje, hidżaby noszone wraz z obcisłymi spodniami i bluzkami, aż po krótkie sukienki i rozpuszczone włosy.

Bezpieczeństwo
Temat dyskusyjny i mający wiele wymiarów, jednak z perspektywy mieszkańca wyglądający zupełnie inaczej. Wypad do centrum handlowego? Kontrola jak na lotnisku. Lokalny supermarket? Ochroniarz w każdych drzwiach sprawdzający wykrywaczem metali torebki i plecaki. Na ulicach mnóstwo policji, wyrywkowe kontrole dokumentów, zatrzymania samochodów. W przypadku wielu lotnisk brak jest możliwości wejścia do budynku, jeżeli nie jest się podróżnym, w większości przypadków wstępną kontrolę bezpieczeństwa bagażu przechodzi się już w drzwiach lotniska. Osobiście, czuję się bezpieczniej tu, gdzie mieszkam, niż w mojej ukochanej Warszawie.

Ruch drogowy
O matulu! Chaos, to chyba najlepsze słowo, którym można opisać jak to wygląda. Pierwsze chwile w Tunezji wiązały się z próbą zrozumienia tego, dlaczego pieszy poruszają się poboczem, zamiast chodnikiem, dlaczego chodnik służy za parking, na dwupasmowej drodze samochody poruszają się w trzech kolumnach i ten z prawej strony skręca w lewo, ale nie może bo ten z lewej zajechał mu drogę skręcając w prawo. Żeby rozwiązać konflikt kierowcy wysiadają i kłócą się na środku skrzyżowania. Jedziemy dalej. zaraz za skrzyżowaniem samochód jadący przed nami się zatrzymuje, kierowca wysiada – okazuje się, że to znajomy więc stoimy tak przez 15 min. W międzyczasie wyskakuję do drogerii na zakupy. Macie gęsią skórkę? W Egipcie przebiegałam na drugą stronę przez autostradę (!) – bo przechodzenie przez ulicę pomiędzy jadącymi samochodami jest już dla mnie czymś zupełnie naturalnym. Tak samo jak spacerowanie drogą, zamiast chodnikiem.

Życzliwi ludzie
Właściwie nie życzliwi. Przyjaźni w niewyobrażalny dla nas sposób. Godzinny lot krajowy w Maroku. Sadowię się wygodnie, słuchawki na uszach i obserwuję wsiadających ludzi – kurczę, oni wszyscy się znają! Śmiech, rozmowy, pomaganie z bagażami, wskazywanie palcami gdzie kto siedzi. W miarę gdy samolot się wypełnia mam wrażenie, że cały tył jest jak wesoły wiejski autobus i w duchu cieszę się, że w klasie biznes jest nas tylko kilka osób. Do czasu, gdy boarding jest zakończony i siedząca nieopodal dziewczyna przesiada się na siedzenie obok mnie i zaczyna mówić, że koniecznie muszę przyjść do niej do domu na marokańską herbatę i poznać jej rodzinę, jej rodzice będą szczęśliwi mogąc mnie gościć. Cały czas nie jestem pewna, czy przypadkiem mnie z kimś nie pomyliła, ale na koniec wymieniamy się numerami telefonu, a po kilku dniach dostaję wiadomość z zaproszeniem do jej domu.

Łatwość, z jaką nawiązuje się tutaj przyjaźnie
Przyjaźń zaczyna się tutaj znacznie wcześniej, niż dla nas. Nadal mam kłopot, żeby nazwać przyjacielem kogoś, kogo znam 2 tygodnie, w końcu my musimy najpierw zjeść z kimś beczkę soli, później możemy myśleć o przyjaźni. Trudno było mi się odnaleźć wśród całej tej życzliwości i sympatii z jaką się spotykałam, w tym, że po dwóch wspólnych wyjściach stałam się częścią tej społeczności. Nieustannie doszukiwałam się podtekstów i ukrytych motywów, albo zwyczajnie wychodziłam z założenia, że coś musi być nie tak z ludźmi, którzy bezinteresownie pomagają i z marszu przyjęli mnie do swojego kręgu, dla których stałam się nie tylko przyjaciółką, ale siostrą. Jesteśmy jedną wielką rodziną, niesamowitą mieszaniną kobiet o różnych doświadczeniach, pochodzących z różnych części świata, które obracają dzielące je różnice kulturowe, religijne i społeczne w coś, co łączy zamiast dzielić.

Powitania
Kobieta z mężczyzną standardowo uścisk dłoni, przytulenie się rzadziej – jedynie w kręgu rodziny lub bardzo liberalnych osób. Bardziej konserwatywnie, poprzez uśmiech i położenie dłoni na sercu, tak jak zrobił do kanadyjski premier, podczas spotkania z muzułmankami. Wśród mężczyzn podanie ręki, przytulenie, poklepanie po plecach – do koloru do wyboru i właściwie wszystko wypada. A kobiety? Obowiązkowo pocałunek w policzek. Próbowałam zapamiętać, że z Jordanką 3 całusy – najpierw prawy policzek, lewy, prawy. Z Egipcjanką dwa i koniecznie przytulenie się na koniec. Z Marokanką dwa w prawy policzek. Ale zaraz, inna Marokanka podanie dłoni i jeden całus, a jeszcze inna trzy, tak samo jak Jordanka. Poddaję się.

Pyszne jedzenie
I nie mówię tutaj jedynie o restauracjach – jak wszędzie, z tym różnie bywa. Ale te owoce i warzywa! Świeże, pachnące, pyszne, naturalne. Koniecznie z suku lub lokalnego warzywniaka. I kurczak, który nareszcie ma smak.

 

Ale żeby nie było tak kolorowo…

Bieda
Nie wiedziałam czym jest bieda, dopóki nie zamieszkałam w Afryce.

Wyraźne zróżnicowanie warstw społecznych
Ciągle jest dla mnie dziwne, że takie coś faktycznie istnieje. Wyraźny podział na „lepszych” i „gorszych” z bardzo ograniczonymi perspektywami na wybicie się. Bogatsi wysyłający dzieci do prywatnych szkół i na zajęcia dodatkowe. Biedniejsi których dzieci chodzą do nienajlepszych publicznych szkół, co rzutuje na ich przyszłe perspektywy, a równocześnie w tej kategorii również grupa tych, którym ledwie starcza na podstawowe wyżywienie, więc kilkunastoletnia córka sprząta u bogatszych, a syn pomaga na budowach. Biedni, którzy nie mogą pozwolić sobie na luksus edukacji, bo oznaczałoby to utratę dodatkowego dochodu z pracy dziecka.

 

A to chyba i tak nie wszystko 🙂

 

Wpis na specjalną prośbę i z dedykacją dla Sylwii 🙂

Dlaczego zniknęłam

Nigdy nie spodziewałam się, że stanę się obca w swoim kraju. Nie spodziewałam się również, że moja ojczyzna stanie mi się nieprzyjazną.

Wiem, że kilkoro z Was zastanawiało się, dlaczego zniknęłam, niestety, odpowiedź jest prosta i można znaleźć ją codziennie w mediach społecznościowych. Ilość i natężenie nienawiści mnie przeraża i osłabia. Zrozumienie znajduję jedynie wśród tych, którzy mierzą się z tymi zjawiskami na codzień.

Kiedyś nie wyobrażałam sobie, że mogłabym wyjechać z kraju. W końcu to właśnie w Polsce jest moje miejsce, prawda? Tutaj mam przyjaciół, tutaj zdobyłam wykształcenie, mam świetną pracę, wygodne życie. Uwielbiam Polskę, krajobrazy, Warszawę, w której zbudowałam swoją codzienność. Jestem u siebie. Jeżeli wyjadę, zawsze będę gościem, zawsze z prawami i przywilejami znacznie mniejszymi niż obywatele danego kraju.

Tak myślałam, aż do momentu, gdy stałam się wrogiem w moim własnym kraju.

To temat na tyle trudny i emocjonalny, że wpatruję się w migający kursor przez kilka minut, zastanawiając się jak przekazać to, co czuję. Jak wiele mogę powiedzieć w bezpieczny sposób? Jak można opisać to, co czuje osoba, dla której świat jest pięknym i przyjaznym miejscem, a wszystko zmienia się w momencie, gdy zakładam chustę? Ilekroć o tym myślę poraża mnie smutna komiczność tej sytuacji. Przecież to nie hijab czyni ze mnie muzułmankę, jestem nią bez względu na to, jak się ubieram. W jaki sposób przekazać to, że boję się pojechać w miejsce, które kocham? Jak opowiedzieć o tym, że ilekroć mój mąż wspomina, że chciałby zobaczyć mój kraj ja wyszukuję kolejne wymówki, żebyśmy tylko nie jechali razem, bo zwyczajnie się o niego boję? Że ten strach narasta z każdym atakiem o którym słyszę i jest potęgowany komentarzami, które czytam? Jak mam opowiedzieć o tym, że mój mąż się nie boi, bo jest to dla niego czymś naturalnym, z czym musiał zmierzyć się tak wiele razy?

Zderzenie z eskalacją nienawiści w ostatnim czasie było dla mnie ciosem, na który nie byłam przygotowana. Fakt, iż jakiekolwiek próby dyskutowania lub tłumaczenia prowadziły do rynsztokowych wyzwisk, wśród których stwierdzenie, że „puściłam się z Arabem” jest najdelikatniejsze, również zrobił swoje. Ale wiecie co? Ten straszny Arab, który (zgodnie z polską definicją) powinien mnie bić, maltretować i przetrzymywać wbrew mojej woli, namówił mnie do dalszego pisania tego bloga. Zmotywował mnie do tego, abym się nie poddawała, bo w końcu ożenił się z silną kobietą, która nie boi się krytyki i nie pozwala innym wpływać na swoje życie. Tak, podniósł na mnie rękę – tylko po to, żeby podać mi dłoń i pomóc podnieść się z upadku.

 

P.S.
Kilka tematów, o które prosiliście właśnie „się pisze”. In sha Allah niedługo udostępnię nowy wpis 🙂