Moje Maroko

Tym, co uderza mnie najbardziej w krajach arabskich, są kontrasty. Stolica, inne duże miasta, niewiele różnią się od tego, co znamy. Rabat, Marrakesz, Agadir… Te miasta wiele łączy, pomimo odmienności mają wspólny mianownik, którym są turyści, zaplecza w postaci sklepów i restauracji. Tak na prawdę nie jest trudno się tam odnaleźć. Przeciętnemu Europejczykowi niewiele może tam zabraknąć do szczęścia. Salony kosmetyczne, fryzjerskie, restauracje i kawiarnie – wszystko jest dostępne.

Moje Maroko jest inne, niż to, które znacie. Moje Maroko to niewielkie miasto otoczone pustynią. Najbliższa cywilizacja w promieniu godzinnego lotu. Brak turystów. Kilka restauracji, jeszcze mniej supermarketów. Salon kosmetyczny. Hermetycznie i swojsko, bardzo lokalnie. Pustynnie. Gorąco. I z takiej właśnie perspektywy będę opowiadać.

Miasto, a jednak tchnie prowincją. Brak jest tutaj ruchu, brak pośpiechu. Tutejsza codzienność jest dla mnie nadal niezrozumiała, a właściwie nie do pomyślenia. Widzę przebłyski rzeczywistości, z którą zmagają się tubylcy. Bieda. Każdy dzień, jest walką o przetrwanie, które tutaj nabiera zupełnie innej definicji, bo nie oznacza nawet napełnienia żołądka. To, co zwykłam nazywać biedą w Polsce, tutaj stanowi szczyt marzeń sporej grupy społeczeństwa.

Szara rzeczywistość zderza się z realiami niewielkiej grupy osób, które mogą pozwolić sobie na wygodne życie, praktycznie nieodbiegające od standardów europejskich. Życie, które w dużej mierze toczy się za murami luksusowych willi, czy ścianami budynków mieszczących mieszkania, których koszt utrzymania kilkakrotnie przewyższa średnią pensję większości mieszkańców. Wewnątrz restauracji, do których wejścia strzeże ochrona, można rozkoszować się przepysznym sokiem z lokalnych pomarańczy, mając pewność, że żaden nieproszony gość nie zmąci naszego spokoju.

Obserwuję, zazwyczaj z zacisza mojego domu, to co dzieje się na zewnątrz. Mężczyzna pcha wózek z owocami i głośno nawołuje do ich zakupu. Do okolicznego sklepu dostarczany jest właśnie chleb, który, niezapakowany, został przywieziony na motorze i gołymi rękami wykładany jest na półki. Kobieta w tutejszym tradycyjnym zwiewnym stroju siedzi na krawężniku i oczekuje na autobus. Obok spaceruje małżeństwo z córką, którą oboje trzymają za ręce i która nieustannie się śmieje. Najbardziej jednak lubię wieczory, gdy można odetchnąć od prażącego słońca, a powietrze wypełniają radosne okrzyki dzieciaków, które godzinami bawią się na okolicznym placu. Dzieciństwo w takim miejscu, mimo że bez wątpienia pełne trosk i wcale nie łatwe, ma niesamowity urok.

Nie, nie lubię miejsca, w którym mieszkam i odliczam, ciągle jeszcze miesiące, do momentu gdy kontrakt mojego męża wygaśnie. Staram się obrócić to doświadczenie w coś pozytywnego i ubogacającego, nauczyć się doceniać życie, które jest niewiarygodnie wygodne, a na które i tak lubię sobie ponarzekać.

A jeżeli chcielibyście zobaczyć, jak wygląda tutejsza rzeczywistość, album dostępny jest tutaj. 🙂

 

Małżeństwo z Arabem przez pryzmat stereotypów

Moje życie od pewnego czasu sprowadza się do mierzenia się ze stereotypami. Męczy mnie to, nawet tutaj w anonimowym świecie internetu. Ale przecież był to jeden z powodów, dla których zdecydowałam się założyć tego bloga, tak więc yalla!

Muzułmanin…? Biedna, jesteś pewna, że możesz rozmawiać? Nic Ci nie zrobi jak nas usłyszy?

Tak, zrobi. Gdy skończę rozmawiać zapewne mnie przytuli i zapyta jaki film chciałabym obejrzeć.

Twój mąż zmusza Cię do czegoś?

Tak, zazwyczaj do odpoczynku.

A wolno Ci samej wychodzić z domu?

Nie żyję w więzieniu, więc tak. Większość kobiet które widzę na ulicy spaceruje bez mężczyzn.

Pozwala Ci jeździć do domu?

Zasadniczo mój dom jest tutaj, gdzie mój mąż. A odpowiadając na pytanie – nie, nie pozwala, bo też nie ma tutaj nic do pozwalania. Jeżeli chcę gdziekolwiek wyjechać aranżuję to identycznie, jak każde inne małżeństwo, uzgadniając szczegóły organizacyjne.

Zabrał Ci paszport?

Nie, to ja trzymam jego paszport, założę się, że on nawet nie wie gdzie.

Pewnie zmuszają Cię żebyś się tam zakrywała?

Uwielbiam to pytanie. Nikt mnie nie zmusza ani „tam” ani nigdzie indziej. Bez względu na to, czy jestem w Afryce, Zatoce Perskiej czy Europie ubieram się podobnie. Hidżab jest ze mną zawsze, gdy wychodzę poza próg mieszkania (tak, również na balkonie). Fakt, że szczególnie w podróży jestem zazwyczaj sama i nie ma to wpływu na mój ubiór, powinien być wystarczającym dowodem na to, że nikt mnie do niczego nie zmusza.

Zmusił Cię, żebyś przeszła na Islam?

Muzułmanką byłam od dawna, fakt, że o tym nie wiesz świadczy tylko o tym, jak bardzo Ci ufam.

Ile żon ma Twój mąż?

Jestem jedyną kobietą w życiu mojego męża, jeżeli kiedykolwiek pojawi się jakaś inna, bez względu na to, czy ze statusem żony czy kochanki, mój mąż więcej mnie nie zobaczy i doskonale o tym wie.

Tyle dla niego poświęciłaś, karierę, całe życie, po to tylko żeby teraz stać przy garach i być jego sprzątaczką?

Wdech, wydech. Ok. Fakt, iż zrezygnowałam z pracy zawodowej nie oznacza, że poświęciłam całe życie i karierę, która zdecydowanie nie była moją wymarzoną ścieżką zawodową – te cyferki nadal śnią mi się po nocach. W końcu mam czas na to, żeby skupić się na studiowaniu tego, co mnie na prawdę pasjonuje, dla mnie to ogromne szczęście – nie poświęcenie. I nie, nie stoję przy garach – mój mąż również lubi gotować, czasami wychodzimy zjeść coś poza domem. Co do sprzątaczki… Zatrudniamy jedną, więc argument nieco nietrafiony.

Jak sobie radzisz żyjąc w jakiejś norze/lepiance na pustyni?

Tak samo jak w Polsce, biorąc pod uwagę, że ta lepianka, to ponad stumetrowe mieszkanie, a nora to miasto, w którym niczego mi nie brakuje. A jeżeli stwierdzam, że potrzebuję czegoś, co tutaj jest niedostępne, wtedy wsiadam w samolot i przywożę to, co chciałam.

To Wy tam macie internet?

Tak, mamy nawet bieżącą wodę, uwierzysz?

(Konsternacja)

Tak, wiem, że to boli, że mój mąż mnie nie bije, nie zmusza do niczego i że nie dość, że wiedziemy zupełnie normalne życie, to jeszcze mam czelność być szczęśliwa.

 

Jakieś pytania? Chętnie dopiszę do listy 😉

Związek z muzułmaninem – co musisz wiedzieć

Na to, jak będzie wyglądało Twoje arabskie czy muzułmańskie małżeństwo wpływ mają dokładnie takie same czynniki, jak w przypadku związku z Polakiem, Niemcem czy Australijczykiem.

Po pierwsze – Ty.

Poznałaś tego jedynego, nie widzisz poza nim świata, jesteś skłonna poświęcić dla niego wszystko. Zakochane kobiety tak mają. Nie powinnaś jednak poświęcać samej siebie i zatracać się w tej miłości, która z czasem będzie się zmieniać i może się okazać niewystarczająca. Pytaj. Obserwuj. Miej wątpliwości i szukaj na nie odpowiedzi – nie tylko u niego, ale przede wszystkim w innych źródłach, tak żebyś miała świadomość swoich praw, a także tego, czego można od Ciebie oczekiwać. Twój charakter ma tutaj kluczowe znaczenie – nie każda kobieta odnajdzie się w roli arabskiej żony.

Po drugie – on.

Nie wychodzisz za mąż za kulturę czy religię – jasne, determinują one wiele kwestii, ale o tym nieco później. Decydujesz się na związek z człowiekiem i w dużej większości od niego zależeć będzie to, jak potoczy się Wasza historia. Czy potrafi słuchać i odpowiedzieć na Twoje wątpliwości? Czy jest w stanie wyjaśnić zawiłości związane z relacjami rodzinnymi i społecznymi? Jakie są jego oczekiwania odnośnie Twojego miejsca w jego życiu, związku? Jak wiele zrozumienia ma dla Twoich rozterek? Jak w każdym innym związku tutaj też należy postawić na wyrozumiałość, troskę i zaufanie. W życiu codziennym będziecie napotykać takie same problemy jak inni, jedynie kontekst może być nieco inny. On musi sobie zdawać sprawę z tego, że może nie być łatwo – czy jest wystarczająco cierpliwy, żeby stawić czoła Twoim obawom?

Po trzecie – otoczenie.

To, gdzie zdecydujecie się mieszkać w dużej mierze zdeterminuje całe Wasze życie. Będą to jego rodzinne strony, a może Twoja okolica? Być może też wybierzecie kraj zupełnie obcy Wam obojgu.

Dla Ciebie będzie łatwiej, jeżeli będzie to Twoja ojczyzna, czy też po prostu Europa. Dla niego zmiana otoczenia może wiązać się z trudnym okresem przejściowym – będzie musiał przystosować się do innego trybu życia, innej kultury pracy i oczekiwań względem pracownika. Ty z radością będziesz pomagała mu się zaadaptować w nowym otoczeniu, a dla niego bezsilność i konieczność polegania na Tobie w najprostszych sprawach będzie frustrująca. Jedna z moich ulubionych różnic kulturowych – kobieta ma niczym się nie martwić, to mężczyzna o wszystko zadba, on wszystkim się zajmie.

Dla niego będzie wygodniej zostać w otoczeniu rodziny – więzy rodzinne wśród Arabów są niezwykle silne. Dla Ciebie oznacza to przeniesienie się do jego rzeczywistości. Codzienność, którą Ty jesteś w stanie rozłożyć na czynniki pierwsze i fascynować się każdym z osobna jest dla niego po prostu rutyną. Będziesz dostrzegać rzeczy i sytuacje, które dla niego są naturalne, a co za tym idzie nie przyjdzie mu nawet do głowy, że dla Ciebie coś może być niezrozumiałe. Nawet jeżeli on jest najbardziej wyrozumiałym i nowoczesnym człowiekiem z jakim miałaś kiedykolwiek do czynienia, nadal będziesz musiała przystosować się do pewnych norm społecznych. Uświadomiłam to sobie w momencie, gdy okazało się, że nie powinnam po prostu przysiąść się i dołączyć do rozmowy, gdy do mojego męża przychodzą koledzy – nie dlatego, że on miałby coś przeciwko. Ale dlatego, że byłoby to niekomfortowe dla gości, dla niektórych niezrozumiałe, dla innych może nawet niedopuszczalne, przez co wstydliwe dla mojego męża. Ba, w takiej sytuacji nie robię im nawet kawy – gośćmi w pełni zajmuje się mąż. Nie, nie czuję się wzgardzona, nie obrażam się – tak to po prostu funkcjonuje. Gdy ci sami koledzy przychodzą z żonami czy siostrami spędzamy razem czas i nikt nie ma z tym problemu.

Po czwarte – jego rodzina.

Mam to szczęście, iż mieszkamy w innym kraju, z dala od zarówno mojej rodziny, jak i rodziny męża. Dzięki temu jesteśmy tylko my i nie musimy uwzględniać opinii najbliższych przy wyborach jakich dokonujemy. Jeśli jednak będziesz mieszkać w pobliżu, licz się z tym, że najbliżsi Twojego męża mogą mieć mniejszy lub większy wpływ na pewne aspekty Waszego życia. W krajach arabskich rodzina jest najwyższym dobrem, rodzina trzyma się razem w sposób, który dla przeciętnego Europejczyka może wydawać się w najlepszym razie… nietypowy. W większości przypadków matka jest dla syna najważniejszą kobietą, więc nie popełniaj tego błędu i nie próbuj z nią konkurować, bo zwyczajnie przegrasz. Zamiast tego okazuj jej szacunek i postaraj się zaprzyjaźnić, wtedy zyskasz nie tylko wdzięczność męża ale też uznanie całej rodziny. A co najważniejsze, będziesz miała sprzymierzeńca.

Po piąte – Wasz stosunek do religii

Czy on jest wierzącym i praktykującym człowiekiem? Jak ta kwestia wygląda w Twoim przypadku? Czy jesteście w stanie wypracować kompromisy? Temat rzeka. Zarówno mój mąż jak i ja jesteśmy wierzący i praktykujący, ze wzlotami i upadkami. Religia jest czymś, co bardzo nas łączy, są jednak pary, które może ona dzielić. Siłą rzeczy religią naszych przyszłych dzieci będzie Islam, Ty również musisz się liczyć z tym, że jeżeli nawet Twój wybranek nie jest wzorem religijności, zapewne i tak będzie chciał wychować dzieci w swojej religii.

Po szóste – chociaż dla niektórych z pewnością ważniejsze – Twoja rodzina

Od zawsze byłam niezależna, od dawna nie mieszkam z rodzicami, kontakt mam z nimi dość ograniczony, dlatego też ich zdanie nie miało dla mnie większego znaczenia, nie są też wtajemniczeni w znaczną część mojego życia. Jeżeli jednak w Twoim przypadku jest inaczej, być może będziesz musiała zmierzyć się z wieloma trudnościami i brakiem zrozumienia. Orientalny małżonek z pewnością nie jest tym, czego sobie dla Ciebie życzyli. Brak wiedzy na temat kultury i religii i kierowanie się stereotypami robią swoje – niejednokrotnie usłyszysz zarzuty na które może już brakować siły, żeby odpowiadać. Jeżeli w dodatku Twoja rodzina to religijni chrześcijanie, może być nawet gorzej. Brak ślubu kościelnego i perspektyw na to, żeby dzieci zostały ochrzczone nie sprzyjają akceptacji.

Po siódme – znowu Ty

Twoja świadomość konsekwencji decyzji, jakie zamierzasz podjąć i tego, jaki będzie to miało wpływ na Twoje dalsze życie. Decydujesz nie tylko o tym co tu i teraz, ale przede wszystkim o swojej przyszłości.